Prowadził ślepy kulawego, czyli nie lękajcie się, albowiem leci z nami Kanionek

Ale nie leci z Wami w kulki, no co Wy?! Hasło do bloga o kozie i pomidorach to trochę jak bilet wstępu na chodnik pod blokiem, a przecież chyba jeszcze do tego nie doszło w tym kraju, prawda. I w ogóle na tym darmowym wstępie, po tej długiej przerwie, chciałam poinformować, iż dziś znów gościmy w studio Hiszpańską Inkwizycję, czyli będzie o czymś innym, niż moglibyście się spodziewać i zupełnie o czymś innym, niż byście chcieli. Taki jest Kanionek, i co ja Wam na to i tak dalej.

No to zacznijmy od pierwszego primo. Jeśli doznaliście przyspieszonej akcji serca, szczękościsku, a może nawet napadu podwyższonego ciśnienia wewnątrzczaszkowego na ten widok:

tabula rasa

To nie lękajcie się, ja też. A może ktoś jeszcze pamięta, jak kilka tygodni temu (lub miesięcy, nie wiem, bo mi kalendarz zapieprza jak pstrąg w górskim strumieniu) po odpaleniu “kanionka” można się było dowiedzieć, że firma Jakaśtam SA poszukuje do pracy monterów, spawaczy, czy innych poławiaczy pereł? No była taka sytuacja. I wtedy też miałam zawał. I to wszystko dzięki uprzejmości i profesjonalnej obsłudze władców serwera, czyli firmy Mintshost. No ale my za hosting płacimy jakieś marne kilkadziesiąt złotych, a nie kilkadziesiąt tysięcy, jak niektóre instytucje rządowe, więc niby o co pretensje, choć z drugiej strony – na publikacje rządowe ludzie wchodzą chyba tylko po to, żeby sobie zepsuć humor, a na stronę Kanionka wręcz przeciwnie, więc kto tu powinien mieć lepszą obsługę, ja się pytam? No ale przecież, powiecie, nikt mi w życiu nie zabraniał zostać premierem, albo prezydentem, i szastać publiczną kasą na bełkot populistyczny z unijnymi sztandarami, więc teraz to się pocałuj Kanionek w wiaderko, a jak się coś nie podoba, to sobie zmień firmę hostingową. I niewykluczone, że tak właśnie zrobię, a jeśli do tego czasu znów się tak zdarzy, że zamiast bloga o kozie zobaczycie ogłoszenie sprzedawcy myjek ciśnieniowych lub np. błękitne tło z napisem “Lord is our savior”, to oddychajcie w torbę papierową i módlcie się do znajomych bogów, żeby tym razem władcy serwera nie wysłali w kosmos całej bazy danych Kanionka. A wierzcie mi, że mogą, a na końcu umyją ręce.

Po drugie primo, dokupiłam małe wiaderko transferu i nie wiem, na jak długo wystarczy, więc dzisiaj zdjęć będzie mało. O, tyle tylko, żebyście wiedzieli co, kto i jak:

kurczaki w wolierce

w wolierce2 w wolierce przy jabluszku

kiedy kurczaki beda gotowe kaczki wracaja do stawu kaczki na stawie 2 kaczki na stawie 3 kaczki na stawie uratuje te kaczki przed utonieciem jakies kaczki po moim stawie plywaja

Mama karmi gaski gaski w wolierce gesi pasanie

pol koszyka borowika

Po trzecie primo, o co chodzi z tym ślepym i kulawym w tytule, czyli przejdźmy do sedna, a właściwie do samego dna. Jak być może niektórzy z Was pamiętają, minęło już dziewięć miesięcy od awarii Atosa, i choć zrobił on niemałe postępy i nadal wierzymy, że będzie chodził, to o powrocie do jego dawnej sprawności raczej możemy zapomnieć. Cieszymy się, gdy robi tak:

stoje znow stoje

Ale wciąż jeszcze próby stawiania kroków kończą się splątaniem łap i siadem.

No i w związku z, oraz z uwagi na jaszczompia i Rudego Ryja, tak sobie od jakiegoś czasu myśleliśmy o przygarnięciu psa, który mógłby, nie bez własnej satysfakcji, pełnić rolę stróża porządku, a nawet organu ścigania na naszym podwórku i w jego najbliższej okolicy, bo na przykład nie dalej jak wczoraj niejaki jaszczomp zrobił dwie rundki nad naszym terenem, i kaczki mało nóg nie pogubiły w drodze na środek stawu, że nie wspomnę o znerwicowanych kurczakach, czy miauczących z przerażenia gąskach. No i tak się złożyło, że w miasteczku na literę B, gdzie ludzie na obiad jedzą chleb z kurzem, a Urząd Pracy wyświetla tylko nieaktualne oferty, jest do wzięcia suczka mieszana, a nawet wstrząśnięta, ale to się okazało dopiero później.

Suczka nazwana przez opiekunów tymczasowych z takiego nibyschroniska (na terenie takiego nibyogrodu zoologicznego) Majeczką, prezentowała się na zdjęciach jako osóbka bystra, z błyskiem w oku, a z opisu wynikało, że jest przyjazna człowiekowi i ma około roku. Byliśmy już praktycznie zdecydowani, więc zadzwoniłam żeby się umówić na odbiór Majeczki, i wtedy wynikło coś, co nie wynikało ani ze zdjęć, ani z opisu. Otóż Majeczka przeszła jakąś ciężką chorobę (ale pani nie miała dużo czasu przez telefon i nie wiemy o jaką chorobę chodzi), w wyniku której z suczki z błyskiem w oku stała się suczką z brakiem wzroku. A dokładniej – jest mocno niedowidząca. No i masz babo placek, z zaćmą, zakalcem i kataraktą.

I wtedy małżonek powiedział, że szkoda, no ale bez sensu, co to za pies na jaszczompia, który nie widzi jaszczompia, albo ma pobiec za lisem, a w zębach przynosi nam naszą własną kaczkę, prawda, i ja się z nim całkowicie musiałam zgodzić, ale od razu przyszedł mi do głowy wprost genialny pomysł, że owszem, na jaszczompia to całkiem bez sensu, ale… NO ALE! Na towarzyszkę życia dla Atosa jak znalazł! On jest niepełnosprawny, więc nie będzie się czepiał, że ona jakaś wybrakowana, a ona z kolei na tyle mocno niedowidzi, że może się nawet wcale nie kapnąć, że z Atosem coś nie halo, i w ten sposób będą żyli długo i szczęśliwie. No czyż nie pięknie to wymyśliłam? (i w tym miejscu przepraszam Bułę. Wiesz, Buła, że Atos darzy Cię szczególnym uczuciem, ale sama rozumiesz – związek na odległość mógłby nie przetrwać próby czasu, a do tego zachodzi ryzyko mezaliansu. Ty, kobieta elegancka i z wielkiego miasta, a Atos taki jakiś wiejski, w obszarpanych kapciach… Wybaczysz?)

Cudowne Rozwiązanie Kanionka ma, jednakowoż, pewien feler. Bo jeśli weźmiemy Majeczkę, to wciąż będziemy potrzebowali psa na jaszczompia, i babcia miała rację, powtarzając mi od dziecka znane porzekadło: “czemuś biedny? boś głupi” i tak dalej. I nie zrozumcie mnie źle, moja babcia też nie śpi na materacu wypchanym dolarami, a gdyby się miała wyspać na tej kopercie z emeryturą, którą kiedyś przynosił jej listonosz, to na bank odgniotłaby sobie wszystkie żebra, no ale powiedzonko bardzo lubiła i sama się do siebie śmiała z tego, że ono takie życiowe. No więc zgadza się, jestem kretynką, ale Majeczkę już tak jakby miałam za swoją przed tym fatalnym telefonem do opiekunki, i przecież Atos taki biedny, bo nie nadąża za Laserem, a tu taka fantastyczna okoliczność matrymonialna… I wszyscy będą tacy zadowoleni, a zwłaszcza komornik, gdy przyjdzie zlicytować nam taczkę i dwa kółka od roweru.

No więc odwlekam tę chwilę i przeciągam jak mogę, ale basta. Oto samo dno i pukanie od spodu. Postanowiłam uruchomić żebralnik. Wirtualną tacę. Słomiany kapelusz na drobniaki. Wiem, że Wy też nie śpicie na materacach ze zwitkami banknotów zamiast sprężyn, i tylko Zeroerha ma złote krany w łazience, ale jeśli ktoś, kiedyś, może jutro albo w październiku, będzie miał wolne pisiont groszy i zechce je przesłać kretynce z inwentarzem, to kretynka nie pogardzi żadnym, nawet najdrobniejszym nominałem. Jako tytuł wpłaty można wpisać co wujenka uważa, np. “na okulary dla Majki”, “na tornister dla Lucka” (na piórnik nie wysyłajcie, bo Lucek i tak zeżre wszystkie kredki), “na studnię bez dna, za to z wodą”, albo: “złotówka na nowy serwer dla Kanionka, by żyło się lepiej, WSZYSTKIM”. Można też napisać: “a masz i się wypchaj”, albo nie pisać i nie przesyłać niczego. Można przez PayPal, a jeśli komuś ta forma obca jest i wstrętna, to podałam też stary, dobry numer konta.

I tak, proszę Państwa, wyplułam to z siebie i szybko zmieniam temat. Nadal mam stan podgorączkowy, tj. dokładnie 37,6 i ani drgnie (raz drgnęło pod wieczór i dobiło do 37,8), ale skoro mówicie, że od tego się nie umiera, to lepiej skasuję zlecenie na nagrobek, bo jeśli się okaże, że to nie nowotwór płaskonabłonkowy trzustki, tylko stan zapalny skórki przy paznokciu lub przemęczenie z przegrzaniem, to jednak głupio wyjdzie.

goraco

PS. A w środę miała miejsce sytuacja następująca. Bełtając sobie piętnaście litrów mleka w garnku usłyszałam znajomy warkot śmieciary pod bramą, więc chwyciłam worek z plastikami, żeby panowie go przy okazji zabrali. Wychodzę z workiem na plecach, i co ja widzę? Uparta, chytra i nienażarta jak matka, córka Bożeny stoi pod jabłonką, z głową zaklinowaną w oczku siatki ogrodzeniowej. I zapewne beczy, ale warkot śmieciary ją zagłusza. Dzień w dzień, po kilkanaście razy, kozy zaglądają pod papierówkę, z której sypią się mniej lub bardziej dojrzałe jabłka, i które dla nich przerzucam przez siatkę na “ich” teren.

na jablkach na jablkach 2 na jablkach 1 dzie japka

Ale że jabłka nie chcą się trzymać mojego harmonogramu i spadają kiedy im się podoba, to zdarza się, że kilka z nich leży po stronie podwórka, a Pippi ubzdurała sobie, że jak wsadzi łeb w siatkę, to ich jakoś dosięgnie. Dwa razy już ją uwalniałam z opresji, bo zakrzywione do tyłu rogi mają to do siebie, że łeb w oczko gładko wchodzi, ale tylko w jedną stronę. No i cóż ja widzę dnia onego, gdy z workiem opakowań plastikowych na plecach sunę w kierunku warczącej bramy?

Otóż widzę jak Pan Śmieciarz, chłop w barach nieszeroki i w tyłku też wąski, na oko pod pięćdziesiątkę, w fantazyjnych okularach przeciwsłonecznych, błyskający w tym południowym słońcu gołą klatą i złotym łańcuchem na szyi, rusza małej Pippi na pomoc! I wyplątawszy durny kozi łeb z ogrodzeniowych wnyków uderza do mnie, będącej już pod bramą, w te słowa: “Szefowa, siatka ma za duże oczka, i się pani koziołek zaplątał!”. Widzicie? WIDZICIE? No nie widzicie, ale ja Wam całą prawdę mówię, że nie dość, iż rozpoznał z jakim gatunkiem zwierzęcia ma do czynienia (a w przypadku Pippi to wcale nie takie oczywiste, że ona jest kozą), to nawet nie zapytał ni razu: “a po co pani te kozy?”, ani też żadnym gestem, słowem czy uczynkiem nie dał mi do zrozumienia, że mam coś z głową, tylko zwyczajnie, po ludzku, pomógł jednej kretynce i wytłumaczył drugiej w czym problem. I dlatego powiadam Wam, drodzy czytelnicy, że jeśli ruszycie kiedyś na poszukiwanie dobra i ogólnie rzecz biorąc ludzkich odruchów w tym zdziczałym świecie, to zacznijcie nie od inteligenckich elit i polerowanych salonów, a właśnie od proletariatu. Bo prędzej Pan Śmieciarz przejdzie przez bramy niebieskie, niż niejedna ministra lub obsługa techniczna mojego serwera przez ucho igielne, czy jakoś tak. Zawsze miałam problem z cytatami, ale wiadomo o co chodzi. I jeszcze udało mi się załatwić, że szkło też ode mnie zabiorą, choć przecież wcale nie muszą, bo to ja powinnam ze szkłem zaiwaniać grom wie ile kilometrów do odpowiedniego pojemnika należącego do odpowiedniej gminy. Takie cudy, panie, że deszcz meteorów wysiada.

PPS. I doszły długo oczekiwane termostaty, i małżonek – przy pomocy starych zasilaczy od czegoś tam i wiatraczka komputerowego – przerobił mój inkubator na bombę zegarową:

bombowa bomba

I już, już mieliśmy umieścić w bombie ładunek szesnastu uzbieranych i przez Kanionka wyselekcjonowanych pod kątem wszelkiej zajebistości jajek, gdy wówczas nagle i naonczas okazało się, że figę z makiem i syntetycznym haszyszem, bo Energa. Energa w osobie dwóch panów w dużym samochodzie dostawczym przywiozła nam uroczyste zawiadomienie wydrukowane na grubym, błyszczącym papierze formatu A4, że w dniach 18 i 19 sierpnia nie będzie prądu w godzinach od 8:00 do 16:00. I musimy z odpaleniem bomby czekać do czwartku, i pięć najstarszych jajek zeżreć. Pięciu niedoszłych Wspaniałych skończy jako jajecznica na kurkach (na kurkach! o, ironio losu), a akurat teraz nasze cztery kury uparły się składać jakieś dziwne jajka o fantazyjnych kształtach. Albo ze skorupką tak chropawą, że możnaby jajkiem przypalone gary szorować. Albo jajka bez skorupki wcale.

PMS. A na rynku w B. usłyszałam ostatnio ciekawą konstrukcję logiczną, mianowicie: “ogórek w tym roku będzie drogi, bo go nie ma”. Mnie też ostatnio często nie ma, więc zwracajcie się do mnie per “drogi Kanionku”.

10 kg cebuli

162 thoughts on “Prowadził ślepy kulawego, czyli nie lękajcie się, albowiem leci z nami Kanionek

  1. shal 16/08/2015 at 01:20

    Kanionku Drogi.Ile jest kurczaków?się nie mogłam doliczyć i nie wiem ,czy nie było strat po drodze,a kotek się tak smacznie oblizuje na ich widok.I kaczki tak pięknie idą gęsiego,szkoda bardzo by było, jakby tak ten lis,albo ptak…..Bardzo się przejęłam losem Majeczki ,no bo kto tę bidulę przygarnie,a Ty już czułaś ją za swoją.Jak to dobrze,że są tacy ludzie, jak Pan Od Śmieciarki.

    • kanionek 16/08/2015 at 09:24

      Eeee, to nie kot, to tylko Gamoń :) Chciałam podać więcej informacji w innym wpisie, bo ten i tak długi wyszedł, ale skoro jest potrzeba, to już podaję: kurczaków było dziewięć przez prawie dwa tygodnie, ale zostało osiem, bo jeden padł trzy dni temu. Z przyczyn kompletnie mi nieznanych. Widziałam, pewnie, że widziałam, że jeden Wspaniały odstaje od reszty – trzymał się na uboczu, a nawet gdy się go wstawiło do miski z żarciem, to stał w niej i spał. Gdziekolwiek się go postawiło, to stał i spał… Ale jadł i pił, bo sterczałam nad wychowalnikiem i sprawdzałam. Nie wiem, naprawdę nie wiem dlaczego ten jeden nie przetrwał, i to wcale nie był ów najmniejszy, z najmniejszego jajka. Ten najmniejszy nie tylko żyje, i wciąż jest najmniejszy, ale w dodatku waleczny jak dzik i nie da sobie w buty napluć ;)

      Tak, kaczki mają swój codzienny rytuał – rano wyłażą ze stawu, przeczołgują się pod furtką północną na podwórko (na bank podpatrzyły ten numer u kurczaków), idą sprawdzić, czy kretynka rzuciła ziarenka w umówionym miejscu, pojedzą, popiją, i wracają nad staw. Czasem robią tak kilka razy dziennie, a nocują zawsze na wodzie :)

      Oprócz Majeczki w nibyschronisku jest jeszcze ośmioro życiowych rozbitków, ona jest jedyną suką. Oprócz nich – dwie podstarzałe lamy, konik Przewalskiego, woliera z miniaturowymi kurczakami i podobno niedźwiedź. I pan mówi, że niedźwiedzia mają im zabrać, a wtedy całe to „zoo” szlag trafi, bo ludzie tylko na miśka przychodzą popatrzeć.

      Pozdrowię od Ciebie Pana Od Śmieciarki ;)

      • kanionek 16/08/2015 at 09:46

        I może dodam jeszcze, że kaczki są zabawne, a gęsi jeszcze bardziej. Kaczki dokładnie w tej chwili próbują zjeść blaszany daszek od okienka w piwnicy, a gąski co chwilę podchodzą do nich, żeby się zaprzyjaźnić. No i jedna z mniejszych kaczek jest bardzo groźna, otwiera dziób i syczy, pokazując gąskom migdałki i jelito, i biedaczka zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że właśnie robi sobie pod górę. Ciekawa jestem, jak duże urosną te gęsi, ale bez wątpienia to one będą rządzić na podwórku. Na razie jednak wciąż robią słodkie „miau, miau, miau” na widok człowieka, a karton, w którym są wynoszone na zewnątrz, i w którym wieczorem wracają do swojej „zagrody” w różowym pokoju, najwyraźniej uznały za swą matkę… Gdy zapada zmrok, gąski grzecznie czekają przy kartonie stojącym gdzie bądź na podwórku, aż przyjdzie kretynka (lub – w ten weekend – jej Mama) i przetransportuje matkę z dziećmi do domu :D

  2. ekolandia 16/08/2015 at 01:30

    Drogi…eee kanionku
    Jeśli będziesz używać wyrazów, cytuję: ‚bomba zegarowa’ oraz ‚haszysz’ to na pewno twój host zmieni się w ghosta, czyli wyśle twojego bloga w niebyt (tam, gdzie ogórki).
    Z afirmacją proletariatu zgadzam się w zupełności, natomiast z przygarnianiem ułomków w celach kyno-alogicznie romansowych już nie.
    Pozdrawiam i do żebrolejka wrzucam ci grosiki, które tajemniczo znajduję pod pomidorami (czemuś biedny? bo dziadek oszczędności zakopał). Więcej niestety nie utoczę, bo musiałabym rozpruć legowisko ;)

    • mały żonek 16/08/2015 at 03:23

      Trochę przesadzasz z tym ghost’em. Co najwyżej wyszukiwarki się dokopią niebawem i będą dawać wyniki…rozczarowujące dla szukających porad. Realnym problemem są zhakowane serwery atakujące co popadnie i z tym rzeczywiście jest kłopot. Poza tym ocenzurowany Kanionek to jak 126p z silnikiem z przodu.

      Piesek – ona jest samodzielna, wysterylizowana. Warunki mamy, wolę też i jak ludziska dorzucą po parę groszy, to zwierzak może mieć o niebo lepszy żywot niż w klatce. Sam koszt miesięcznego ZUS’u jednego pracownika w schronisku załatwia sprawę na rok (dokładasz się). Tak czy siak w podatkach i tak utrzymujesz BBN (hosting za 54tyś.), WSI, partie, Owsiaka, nieistniejącą elektrownię jądrową (zarząd), Michnika, Kiszczaka i całą zgraję niskopoziomowych komunistów, którzy pałowali kilkadziesiąt lat temu z uśmiechem na ustach… Długo by wymieniać. Damy radę.

      • nikt wazny 17/08/2015 at 00:28

        Maly Zonku, troszku Ci sie ulalo…:)
        Tylko po cholere umiesciles w tym gronie Michnika? Zapewne GW nie czytujesz, to nie musisz sie martwic, ze te „zaraze” finansujesz;)
        (tylko nie opowiadaj o ogloszeniach ministerialnych np., bo to wyswiechtane i niezbyt trafne).

        • mały żonek 17/08/2015 at 01:47

          Ja może się już nie będę wypowiadał. Grono zacne, a ja czasami coś palnę…bo tak już mam, a miejsce zupełnie nie to. I jeszcze Kanionek mnie zrugał za Ekolandię – jeśli odebrałaś to jako atak, przepraszam, nie do tego zmierzałem.

          @nikt ważny – co do Michnika, prywatnie wątek podejmę :-) W razie chęci pisz na adres Atosa (mówi, że tez podejmie). Zastrzegam, że nie jestem zwolennikiem żadnej partii politycznej.

          • kanionek 17/08/2015 at 09:56

            „These are my machines! My machines! My machines!” (scena z radiologiem w „Scrubs”, nie pamiętam, który odcinek)
            Taki żarcik :) Bo tak naprawdę, to MUSZĘ sprostować. Nie „zrugałam”, tylko delikatnie zasugerowałam (i w tym doświadczeniu nie użyto ostrych narzędzi, ani nie ucierpiały żadne zwierzęta), że jednak Ekolandia powiedziała ledwie trzy słowa, a Ty jej zaraz z tym Kiszczakiem. Chodziło mi o to, że to jest rzucanie cegłą w biedronkę, ale w sumie to nieistotne. Mnie też się zdarzało „ulać” z siebie za dużo, bo też jestem sfrustrowana politycznie, a skoro nie jestem bez winy, to może schowam kamień do kieszeni i już się zamknę.

            Zawsze powtarzałam, że każdy może napisać co uważa, nawet nie na temat, i zamierzam się tego trzymać. Żaden komentarz nie został nigdy skasowany, poza oczywistym spamem (to było jeszcze zanim zainstalowaliśmy wtyczkę radzącą sobie z automatami), i sekcja komentarzy to jest strefa wolnosłowa.

            I pewnie Nikt Wazny na to nie pójdzie, ale moglibyście założyć wątek na PRAWIE WYMARŁYM FORUM, o Michnikach i innych takich, i może wywiązałaby się ciekawa dyskusja? A może niczego nie powinnam sugerować, tylko wrócić między gęsi ;)

          • nikt wazny 18/08/2015 at 01:44

            Poniewaz wyczuwam w koledze Malym Zonku fana niejakiego Ziemkiewicza (to ten od obsesji i duzego kompleksu na punkcie A.M.) nie podejmuje sie dyskusji na powyzszy temat, gdyz albowiem przypominaloby to kopanie sie z koniem, a ja ani energii na to nie mam, ani checi;)

          • kanionek 19/08/2015 at 00:43

            Przeczucie Cię jednak omyliło, Nikt Wazny. Serio, da się z kilku zdań wywnioskować takie rzeczy? ;)

          • nikt wazny 19/08/2015 at 01:33

            Skoro mowisz, ze przeczucie, a raczej „niuch” mnie oszukal, to najmocniej przepraszam Malego Zonka!
            Oraz Ciebie, w komplecie.
            ps. na Pana Rafala Z. mam alergie, stad pewnie moja reakcja, gdy zawanialo znajomym alergenem;)

          • kanionek 19/08/2015 at 01:52

            Alergeny już tak mają ;) A mnie to za co? Mi nic nie jest, oprócz szaleństwa, ale to nie Twoja wina ;)

    • kanionek 16/08/2015 at 09:31

      Dziękuję, Ekolandia, mój pierwszy dobroczyńco :) Wiesz, ja już raz żałowałam, że napisałam na blogu „cycki” i „ruskie porno” :D Bo odwiedziło mnie mnóstwo ciekawych, młodych ludzi… Ale gdy zrobiłam wpis o nietoperzu, używając słowa „wampir”, to też odwiedziło mnie mnóstwo młodych ludzi, którzy wpisywali w wyszukiwarkę takie np. hasło: „jak zostać wampirem w wieku 13 lat” i podobne.

      Kurczę, jak dziadek oszczędności zakopał, to pół biedy. Dziadkowie, co tu żyli na przestrzeni wieków, mieli zupełnie inny zwyczaj! Zakopywali mianowicie: gruz, szkło, drut kolczasty i stare gumiaki. Z ziemi pod szklarnią wywiozłam tego „dobra” kilka taczek ;)

      • ekolandia 18/08/2015 at 02:39

        W takim razie rozwinę połowy biedy dziadka, żebyś nie myślała że nie odkopałam w ogródku pewnego dnia swoich pieluch sprzed 30 lat, smoczka oraz butelek po lemoniadzie. Odkopałam. To było lepsze niż te filmy o podróżach w czasie, taaak. Takie namacalne, archeologicznie zbereźne wręcz.

        • kanionek 19/08/2015 at 01:04

          Ekolandia – to musiało być zaiste ciekawe doświadczenie. Tak odkopać „siebie” sprzed lat. My tu mieszkamy na obcej, w pewnym sensie, ziemi. Nie ma w niej śladów naszych przodków, więc śmieci, które wykopujemy, budzą w nas tylko gniew i obrzydzenie. Błąka mi się po głowie myśl nienazwana, bo jestem zmęczona, śpiąca i skołowana, i dziś jej nie sformułuję, ale mogę powiedzieć, że zazdroszczę Tobie tego namacalnego kontinuum. Nie mogę się pozbyć z wyobraźni widoku pieluszki i smoczka wykopanych z ziemi, a co dziwniejsze, wizja ta jest mi całkiem miłą.

  3. EEG 16/08/2015 at 10:31

    Drogi Kanionku,
    ja mam zawsze 35,6 stopnia (panie pielęgniarki -kiedy leżałam w szpitalu -dokładnie mi się przyglądały po porannym mierzeniu temperatury czy aby na pewno żyję) – ponieważ średnia dla ludzkości jest 36,6 to ktoś ją musi ze mną wyrabiać, i tym kimś jesteś TY.
    Co do dziwnych jajek mam koncepcję, że to przeloty jaszczompia stresują kury i zaburzają ich produkcję. Albo po prostu znudziło je, że te jajka ciągle takie same i postanowiły poeksperymentować.
    A Bożena patrzy takim władczo-potępiającym spojrzeniem, no zupełnie zgodnie z Twoim podpisem zdjęcia -dzie japka ?!
    Lew całujący Atosa w zadek wymiata.
    PayPal jest mi formą obcą ( jestem kretynką internetową), w poniedziałek polecę do banku.
    Całuję i głaszczę całe stado.

    • kanionek 16/08/2015 at 12:25

      :D To tak, jak z moim ciśnieniem tętniczym. Ktoś wyrabia za mnie normę, bo ja mam maks. 100/60, a w chwilach szczególnego uniesienia 110/65.
      Taa, Bożena i jej nieodrodna córka Pippi potrafią długo tak sterczeć pod płotem, z niemym wyrzutem wypisanym na twarzach. Zwłaszcza, gdy ma przyjechać Klientka Od Sera, ze swymi workami liści i sucharków :)
      I naprawdę, EEG, nie leć specjalnie dla mnie do banku, może kiedyś, przy okazji, i tak dalej. Nie chciałabym, żeby ktokolwiek czuł się ZOBOWIĄZANY, a zamiast trzech groszy czy pińciu złotych równie chętnie przyjmę woreczek suchego chleba, albo paczkę przeterminowanych rodzynków, albo pół butelki nierafinowanego oleju/oliwy (polewam mlecznym królewnom krojone warzywa, po łyżce oliwy lub oleju tłoczonego na zimno dziennie, bo czytałam, że dojnym kozom trzeba trochę tłuszczu roślinnego, jeśli pastwiska nie obfitują w rośliny oleiste). Albo dobre słowo, i też wystarczy :)

      • pandeMonia 17/08/2015 at 11:59

        Chciałam tylko powiedzieć, że to ja z Tobą tę normę wyrabiam. Ale moja Mama jest jednak ciągle lepsza ode mnie.

        • kanionek 17/08/2015 at 14:39

          Pamiętam :) Mówią, że będziemy żyć dłużej, ale co to za życie, gdy ciągle trzeba się zmuszać, żeby powieki nad ranem rozewrzeć, lub specjalnie motywować, żeby choć ręką ruszyć?

          Słuchaj, jak Wy z tą kurą Eulalią w domu żyliście, to ja nie mam pojęcia. Właśnie jestem po pierwszym etapie generalnego sprzątania w gęsiej „zagrodzie”, bo gąski mają już jakieś półtora miesiąca i od teraz będą mieszkać na zewnątrz, a zagrodę w różowym pokoju dostaną kurczaki. Na te kilka tygodni gęsiego pomieszkiwania w domu zużyłam kilka worków słomy, a wszystkie ścianki zagrody są sowicie obesrane i ochlapane wodą z poidła i wodą z miseczki z płatkami zbożowymi (ściany zabezpieczyłam kartonem, a podłogę folią, bo zgniłaby w tydzień). Ja wiem, że jedna kura to nie dwie gęsi, ale jednak, mimo wszystko, i w ogóle. No i kurczak pije wodę kulturalnie, delikatnie maczając dzióbek, a gęś musi koniecznie zrobić z poidła wodotryski, wodospady i tęczę w powietrzu. Dobrze, że Menel i Melina się wyprowadzają na lepszy i większy metraż, bo już mi z lekka psycha siadała. A kurczaki podfruwają tak wysoko, że są w stanie wyjść z kartonu (zajmują obecnie już trzecie, czy czwarte z kolei lokum, takie M2 z kuchnią i łazienką, czyli trzy kartony połączone szeregowo, z wyciętymi „drzwiami” pomiędzy pokojami), i się zastanawiam, jak długo usiedzą w zagrodzie różowego pokoju. Ale jeszcze kilka tygodni, i też pójdą na swoje.

          • pandeMonia 17/08/2015 at 15:25

            No na początku pisklaczek był w klatce po kanarku i przy kaloryferze, wszak przyjechał do nas zimą. Jak ciut podrósł, a kurczaki rosną w oczach, łaził po mieszkaniu. Tak, jak mówisz – pił i jadł kulturalnie.
            Dopóki Eulalia była mała, miseczkę miała u siebie w noclegowni, a spała w dwóch nałożonych na siebie skrzyniach po jabłkach. Jak podrosła, łaziła po chacie, a gdy się ściemniło i nie widziała już dobrze (faktycznie to prawda z tą kurzą ślepotą), to sadowiła się na wylewce od kranu nad zlewozmywakiem.
            Kupy robiła foremne, więc nie było problemu, jak z blaszkodziobymi :)
            No, a jadła szynkę, zupę pomidorową, budyń… Prócz swwgo menu- ziarna i mieszanek warzyw. I tego… lubiła kurczaki z rożna…

            No a wiosną i latem byliśmy na działce – kurę do torby i pociągiem :)

          • kanionek 17/08/2015 at 16:04

            „Kurę do torby i pociągiem” :D
            A ja pytałam ostatnio Bożenę, która jest KWADRATOWA, czy zeżarła już wystarczająco dużo owsa, żeby mieć siłę zawieźć mnie do B., bo w Gwiazdolocie szwankuje sprzęgło i w wydechu znów się dziura zrobiła, to ona na to, że kozy nie szlajają się po miastach (za wyjątkiem tej jednej z Krakowa, ale to pewnie zwykła ladacznica była). A kury, proszę bardzo, nawet pociągiem jeżdżą. Muszę jej to powiedzieć.

          • pandeMonia 17/08/2015 at 16:43

            I opowiedz jej o niejakim Matołku. Ten to się szwendał! Może ją to zmobilizuje i da się ją osiodłać?

  4. kanionek 16/08/2015 at 14:58

    Aha, przepraszam wszystkich subskrybentów za opóźnione powiadomienie o nowym wpisie – zapomniałam, że ta dziadowska skrzynka nie wysyła wiadomości. Poszło z kanionek@onet.pl, ale dopiero teraz :)

  5. mgosia 16/08/2015 at 15:22

    Ja sobiew takim razie wykupuje abonament na codzienne drapanie Majki za lewym uchem Twoja ręką:)
    Ps. Jestem taka sama kretynka jak Ty:) Parę miesięcy temu przygarnęłam na „gospodarkę” kota bez ogona. Tzn kawałek mu został , ale resztę trzeba było obciąc. A w sumie ogon u kota nie spełnia żadnych funkcji uzytkowych, nie?:) PS.Pies się do mnie miesiąc nie odzywał…

    • kanionek 16/08/2015 at 16:58

      Dziękuję, Mgosia :)
      Nieee… Jeśli kot nie łazi po dachu czy drzewach, to ogon służy mu głównie za narzędzie do wyrażania swego niezadowolenia. W sumie kot bez ogona to nawet spoko wynalazek – zawsze ma dobry humor ;) Nasz Kotek nie odzywał się do nas po tym, jak przyniosłam do domu Gonzalesa. To znaczy najpierw się odezwał – długo, przerażająco, diabolicznie wyjąc, a później ruszył w las cały obrażony. Kiedy się zorientował, że do najbliższej chałupy jest cały kilometr, a w dodatku pani Żozefin nie cierpi kotów i innego „zbędnego tałatajstwa”, to chciał, nie chciał, musiał wrócić.
      A Majeczka (na pewno z czasem zmieni jej się imię, jak wszystkim naszym zwierzakom) to przecież nie moja wina, bo w opisie nic nie było o jej niedowidzeniu, a pies na jaszczompia był prawie, tak jakby, niemalże planowany, a że wyszło jak wyszło, to po prostu zrządzenie losu, ale może przestane się już tłumaczyć ;)

      A w kwestii imion, bo zapomniałam dodać – gąski do nas przyjechawszy nazywały się Mela i Ten Większy, Który nie Chodzi. No to teraz nazywają się Menel i Melina. Menel już chodzi, a Melina coraz piękniejsza :)

  6. shal 16/08/2015 at 18:26

    Cudne imiona.Ciekawe jakby miała na imię lama? Moja kochana kotka,dwa lata nie przychodziła na kolana ,po przyjęciu do domu kotki mojej córki,bo córka porzuciła faceta i powróciła do domu z przychówkiem(kocim).

    • kanionek 16/08/2015 at 21:09

      Och, lama musiałaby zostać Lamusem :D
      Aż sama jestem ciekawa, jakie imię przylgnie do Majeczki.

  7. anai 16/08/2015 at 20:15

    Kaczki gęsiego przez niebieską granicę :) piękne widoki! A sunia jeszcze się może okazać bardzo dobra w odstraszaniu jaszczompia, bo braki w jednych zmysłach rekompensują sobie wyostrzaniem innych. Także wszystko się jeszcze okaże. Trzymam kciuki!

    • kanionek 16/08/2015 at 21:08

      Też na to po cichu liczę. Że będzie jak w tych sympatycznych filmach o psach-bohaterach, i że z Majki będzie lepszy porucznik, niż z Lasera, który nawet jeśli widzi przemoc, to najczęściej spuszcza łomot obu stronom konfliktu, tak jakby generalnie nie chciał wnikać, czyja wina, bo on NIE MA NA TO CZASU ;)

  8. bila 16/08/2015 at 20:26

    Nooo, nareszcie mamy możliwość wrzucania do skarbonki. Dzięki, nie omieszkam :)
    Cudnie będzie troszkę mieć udział.
    Atos jest dzielny i daje przykład. A ja wyrąbawszy się na rowerze, marudzę na otarty łokieć! Drobizna kaczkowa i kurowa jest super!!!!
    Aha, to ja wyrabiam Twoją średnią, jeśli chodzi o ciśnienie… :)
    A niedźwiedzie nie polują na jaszczompie?

    • kanionek 16/08/2015 at 20:54

      Co Ty mi tu Bila sugerujesz, że mam przygarnąć tego misia z małego zoo? :D Toby się Pani Opiekunka zdziwiła, gdybym we wtorek wpadła po Majkę ORAZ niedźwiadka. Co tam Pani Opiekunka, przechodnie na ulicach miasteczka B. mieliby o czym gadać przez rok, bo zobaczyć niedźwiedzia jadącego mercedesem, to jest towar z gatunku bezcennych. Choć w sumie… Tu, pod ruską granicą, taki widok mógłby już nawet nie dziwić.
      Mimo wszystko całuję w obdarty łokieć, bo akurat dobrze wiem, jak dają w kość rany darte (bo to się chyba nie zalicza ani do kłutych, ani szarpanych?), i mogę zaoferować na pocieszenie krótką historyjkę o tym, jak kiedyś biegłam do przyjaciółki. Biegnę, biegnę, potykam się o wystającą płytę chodnikową, i jebut! kością piszczelową w ostrą krawędź krawężnika. Chyba odłupałam sobie kawałek kości, bo do tej pory mam tam lekkie zagłębienie :)

  9. Ola 16/08/2015 at 20:34

    Jako fanka Psa Lasera, dziękuję za fotki, przydałby się jeszcze autograf :) To wywalone zdjęcie jest bombowe! Ciekawa jestem jakich argumentów używacie, tłumacząc Laserowi, jak obchodzić się z przybywającym żywym inwentarzem :)
    Pozdrowienia dla Kanionkowej Mamy, która, jak się domyślam, przybyła z odsieczą.

    • kanionek 16/08/2015 at 21:04

      Och, Laser mówi, że on zawsze i cały jest bombowy, a taka jedna fotka nie wyczerpuje tematu. Musisz też wiedzieć, że gdy Laser ma się zanurzyć w jakimkolwiek zbiorniku wodnym (czy rzeka jest zbiornikiem?), to zawsze, ale to ZAWSZE wskakuje do wody właśnie „na bombę” :) Ten pies jest fascynujący, i choć znamy go już prawie sześć lat, to nadal nie rozgryźliśmy do końca jego złożonej osobowości.

      A argumenty są takie: najpierw siatka ogrodzeniowa, która dzieli Lasera od nowego przyjaciela Lasera, który zanim stanie się przyjacielem, jest obowiązkowo wrogiem. Najgorszym wrogiem. I w zależności od stopnia wrogości wroga, etap z siatką trwa różnie – od kilku dni do kilku tygodni. Później jest smycz ograniczająca Laserowi promień zasięgu, podczas gdy straszny wróg może sobie łazić gdzie chce. Jeszcze później jest nadal smycz, ale już wypuszczona z dłoni, i bardzo częste powtarzanie: „nie, nie, Laserku – nie!”. A później już jest spoko i wrogowie Lasera przeistaczają się w kumpli (lepszych lub gorszych), jak woda w wino, a wina też bywają różne, prawda ;)

      Dzięki za pozdrowienia dla Mamy, właśnie ją odwieźliśmy na dworzec. Czas zleciał jak pijak ze schodów, ale pomoc Mamy jak zawsze nieoceniona. Bo znów zmywam gary na klęczkach przed wanną, w oczekiwaniu na deszcz… A w dwie baby zmywa się szybciej, i można przy tym pogadać ;)

  10. ciociasamozło 16/08/2015 at 21:27

    Po pierwsze, Bułka jest trochę zawiedziona. Przede wszystkim posądzeniami o uprzedzenia. Ale życzy Atosowi i Majce wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia i ma nadzieję, że czasem Atos ciepło o niej pomyśli :)
    No popatrz! szkoda, że nie wiedziałam, że szukasz psa antyjaszczompowego, bo znam suczkę, która potrzebuje dobrego domu na wsi (ze szczególnym podkreśleniem „na wsi”, bo miasto ją przeraża).
    A to stawanie Atosa to mi się wydaje takie całkiem, całkiem :) Czy ja dobrze widzę, że łapy na poduszkach są oparte, a nie na grzbietach stóp?

    Menel i Melina – piękne imiona dla gąsek :) . A kaczki? Czy kaczki się jakoś nazywają? Może Żul, Żulia, Bełt i Siurpryza? ;)

    Decyzja o kozim koszyczku bardzo słuszna i (oby) zbawienna!

    • kanionek 16/08/2015 at 21:53

      Ależ co Cioteczka opowiada? Ja Buły nie posądzam o żadne niskie uprzedzenia, ja tylko z książek i historii wszechświata wnioskuję, że ten, że Atos i Buła nie mieliby wspólnych tematów, poza oczywiście psią konwersacją konwencjonalną, w stylu: „nasikałem im na różę”, „a ja do pietruszki” ;) A czy Atos wspomni czasem? On Bułę na zawsze czule zapamięta. Na święta spodziewajcie się pocztówki w skrzynce :)

      Tak, staje coraz częściej jak pies, a nie jak baletnica :) I CZASAMI udaje mu się nie pomylić lewej łapy z prawą. Idzie ku dobremu, ale bardzo, bardzo powoli. A że tak Z CZYSTEJ CIEKAWOŚCI zapytam, ta suczka co potrzebuje i w ogóle, to skąd ona jest? I jak bardzo nienawidzi jaszczompiów? Tak tylko pytam!

      Kaczki jeszcze się zastanawiają, jak się chcą nazywać. Dwie z nich są identyczne i tu widzę problem, ale dwie pozostałe to podobno kaczka dworka i kaczka piżmowa, czy francuska, czy może to wszystko jeden pies, znaczy kaczka. Twoje propozycje całkiem spoko, tylko ja nadal nie wiem, kto jest kim w kaczej ferajnie, tzn. czy tam jest jakis samiec? A może to w ogóle boysband? Znawcy tematu poszukiwani.

      • ciociasamozło 16/08/2015 at 22:36

        Ja myślę, że temat, kto komu gdzie nasikał (nawiasem mówiąc Buła dzisiaj pod bukszpanem) dla psów jest niewyczerpany! A Atos bardziej by się do wielkiego świata nadawał niż Buła, której słoma z butów wypływała by kaskadą, gdyby buty nosiła ;)
        Zaspokajając Twoją CZYSTĄ CIEKAWOŚĆ – suczka szukająca domu ma około roku, jakieś 20 kg, jasnobeżowe szorstko-kudłate futro i prawdopodobnie była łańcuchowa. W hotelu w lesie, w którym umieściła ją fundacja na „tymczas” był cud miód i słodki piesek. Niestety wróciła z adopcji, bo okazało się, że nie daje sobie rady w mieście (rzucanie się ze szczekiem na samochody, rowery, obcych ludzi – bardzo czujna ;)), do tego obrona jedzenia. Więcej w tym histerii niż agresji, ale taka sytuacja… :(. Teraz jedzie do hotelu z behawiorystą, który będzie pracował nad jej socjalizacją i oswajaniem z różnymi bodźcami, ale docelowo lepsza dla niej jest wieś niż miasto. No i opiekun, któremu będzie się chciało popracować, żeby zdobyć jej pełne zaufanie.

        • kanionek 18/08/2015 at 00:31

          O paczaj, jak prawie przegapiłam Twoją odpowiedź. Atos mówi, że mam Tobie przekazać, żebyś przekazała Bule, że on ma ambitny projekt do zrealizowania, jesli chodzi o sikanie. Mianowicie postanowił sobie wysikać Drogę Moczną (że niby takie przyziemne odbicie Drogi Mlecznej) na własnym podwórku. To będzie taki pas wypalonej do białości trawy, biegnący od północy do południa naszego terytorium. I ma nadzieję, że to Bułce zaimponuje :) Aha, i prosił żebyś jej nie mówiła, że ja mu pomagam w sikaniu, bo to mu zepsuje cały efekt ;)

          A z tą suczką to tak, jakbym czytała o Laserze – pogromcy kiosku Ruchu i kosza na śmieci, rowerzystów, wózków dziecięcych, ludzi na rolkach, syczących drzwi autobusu, i innych naturalnych zagrożeń. Zasadnicze pytanie, CZYSTO TEORETYCZNE, brzmi: czy dwa osobniki o tym samym poziomie znerwicowanej energii mogłyby koegzystować na jednym podwórku. W sensie – dłużej, niż trzy minuty, czyli do pierwszego trupa ;) I ten… Gdzie ona jest, ta beżowa i kudłata, choć w przybliżeniu?

          • ciociasamozło 18/08/2015 at 09:45

            Wspomnę Bułce o Drodze Mocznej, będzie pod wrażeniem :). Oczywiście o tym, że to sikanie ze wspomaganiem nie pisnę ani słowa. Bułeczka za to lubi sobie siknąć do wody – niestety kucanie suki w fontannie niekoniecznie jest społecznie aprobowane ;)

            Ta beżowa i kudłata jest od dzisiaj w hotelu w okolicach Radomia i zapewne najwygodniej byłoby znaleźć jej dom jak najbliżej, chociaż znając zaangażowanie osób, które sprawują nad nią formalna opiekę, zawieźliby ją i na drugi koniec Polski.
            Wiesz z tym poziomem znerwicowanej energii u Kudłatej to jest tak, że tam, gdzie była na tymczasie, w lesie, w hotelowym kojcu, z psami oboki, jednym opiekunem i wolontariuszką co 2 tygodnie, nie było z nią żadnych problemów. Niestety jak trafiła do mieszkania w mieście to ją chyba przytłoczył nadmiar bodźców i strasznie potrzebowała usadzić w miejscu tych wszystkich zbliżajacych się obcych. No i do tego problem z zaufaniem do człowieka – choć po paru minutach poznawania chętnie poddaje się pieszczotom to zbliżanie się do niej jak miska jest pełna nie jest dobrym pomysłem. Generalnie nie jest to pies z takim „krótkim nerwem” jak Laser czy Buła, ale tandem Laser + Dzikus Połańcuchowy faktycznie mógłby nienajlepiej funkcjonować. Nie dla tego, że rzuciłyby się sobie do gardeł, ale raczej dlatego, że zamiast dawać sobie wsparcie w swoich problemach, mogłyby się wzajemnie nakręcać. Chociaż kto wie…
            Na razie Kudłata ma zapewnione 4 miesiące w hotelu pod okiem behawiorysty, wiec jest szansa, że się „uspołeczni” i łatwiej będzie znaleźć jej dom. Zobaczymy.

            Przy okazji – czy ja mogę publicznie wypowiedzieć się na temat żyraf?

          • kanionek 19/08/2015 at 01:05

            OK, w takim razie zobaczymy, a teraz dawaj żyrafę, bo mnie skręci z ciekawości O CO CHODZI?

          • ciociasamozło 19/08/2015 at 09:23

            Chciałam publicznie i oficjalnie pochwalić sery Kanionka.
            Ze świeżym cząbrem jest przepyszny!
            Z pomidorami i czosnkiem wystąpił gościnnie na imieninach bratowej i … długo się nie nawystępował bo zaraz został pożarty :)
            Bez dodatków jest jeszcze lepszy niż ostatnio (wyczułam w nim wreszcie lekką kozią nutę, ale tylko smaczniejszy przez to).
            Przekonuj, Kanionku, swoje Dziewczyny, żeby nie ustawały w produkcji mleka, bo grupa chętnych na sery jest coraz większa!

          • kanionek 21/08/2015 at 00:53

            Ciociu i Ynk – dziękuję :)
            A z dziewczynami to jest tak, że tylko Ziokołek odcięła dzieci od baru (te dzisiejsze młode matki…), a Irena z Bożeną nadal karmią. Niech im będzie, tym dzieckom, na zdrowie :) Kachna rośnie jak pyza w garnku, Lucek to już chłop na schwał, a Krówko, Roman, Pippi i Kocyk wciąż jeszcze tacy filigranowi, że sama bym im od ust nie odjęła. Może za miesiąc, dwa, mamusie same zdecydują, że wystarczy tego dobrego i wtedy poszalejemy :)

          • Ynk 19/08/2015 at 09:51

            Dołączam się do pochwał, Ciociu. Miałam przywieźć Młodemu jeden, aletakjakośwyszło, że przywiozłam jeno próbkę. I ten z miętą świeżą – bezpretensjonalnie bezkonkurencyjny :-)

          • mitenki 21/08/2015 at 01:13

            Dziewczyny, Ynk i Ciociasamozło – powiedzcie z jakim dodatkiem najlepszy serek? I co to ten CZĄBER?

          • ciociasamozło 21/08/2015 at 09:44

            Mitenki, mnie wszystkie smakuja :)
            Suszone pomidory z czosnkiem są najbardziej wyraziste. Bez dodatków jest delikatny (Młodego ulubiony), a jak podeschnie robi się ciut ostrzejszy i bardziej intensywny. W pracy mam zagorzałych wielbicieli ziół prowansalskich. Cząber to ziółko w smaku gdzieś między szczypiorkiem a miętą ;) (przynajmniej ten nie ususzony). Nie wiem jak z trwałością sera ze świeżymi ziołami bo z cząbrem zniknął błyskawicznie.
            Mniam…

    • aga 16/08/2015 at 21:57

      A biedronkowy bełt nazywa się amarena. Czyż nie pięknie? ;-)

      • kanionek 16/08/2015 at 22:54

        O, tak pięknie, aż mnie natchnęło:

        O, podstępna Amareno
        umiesz sponiewierać jeno
        gdy cię żul do piersi tuli
        tyś nieczuła na los żuli
        gdy zaprosić cię do wnętrza
        ty wychodzisz jakeś weszła
        chlust przez usta, szklanka pusta
        w pysku gorycz, w sercu smutek
        tyś nie napitek
        lecz zwykły natrutek!

        Podobno wycofano ze sprzedaży?

        • aga 17/08/2015 at 08:10

          Cudowne, leżę i kwiczę (na trzeźwo)

    • mały żonek 16/08/2015 at 22:44

      Dobrze widzisz. Codzienne drapanie opuszek, poprawianie łapek, masaż „odwłoka” (wciąż za mało) coś daje, ale on i tak wciąż czuje się niepewnie. Pożyjemy, zobaczymy. Dzięki za rady i wsparcie.

      • ciociasamozło 16/08/2015 at 23:19

        Trzymam kciuki :) (i wirtualnie Atosa za łapki)

    • Lidka 20/08/2015 at 02:44

      @ciociasamozlo

      Moja znajoma nazwala kota Zulianna, przez z jak zaba (nie mam opcji napisania „z” z kropka, sorry). Kotek byl „zebrusia piwna” i wrecz zahaczal lapka o szklanke z piwem…

      • kanionek 20/08/2015 at 23:49

        Zawsze mogłaś napisać „Rzaba” :D

  11. mały żonek 16/08/2015 at 22:31

    Obwieszczenie. Niniejszym informuję, iż po długich poszukiwaniach, wybrana została nowa firma hostingowa. Przenosiny będą miały miejsce na dniach. Aby zniwelować skutki własnego oszołomstwa zaprzęgnięte zostało również wsparcie techniczne serwerowni. Mam nadzieję, że nie będzie blackout’u. Prosimy nie regulować odbiorników. Zgłaszanymi problemami z komentarzami zajmę się po zakończonej akcji „serwer”.

  12. nikt wazny 17/08/2015 at 00:34

    Alez sie Wam, Kanionkowie zaroilo w gospodarstwie!
    A calkiem niedawno Tradycja musiala sie zadowolic psim oraz ludzkim towarzystwem.
    ps. patrzac na Twoja Mame widze swoja, tylko, ze moja juz nie tak sprawna…

    • kanionek 17/08/2015 at 10:06

      Prawda? :) Poleciało jak lawina. Najtrudniej jest podjąć decyzję o pierwszym zwierzaku (czy dam radę? czy nie zepsuję, nie zamorduję, nie zagłodzę, itd.?), a później to jakoś tak samo… Bardzo, bardzo mi się teraz podoba nasze podwórko, z tym kolorowym zróżnicowaniem gatunkowym. Zawsze coś do człowieka zagada, trzeba się nauczyć wielu obcych języków, i już nie jest tak pusto.
      Wiesz, gdy pomyślę, ile moja Mama ma lat, to liczę dwa razy, bo też nie mogę uwierzyć, że ona ciągle taka hop do przodu, i pozostaje mi tylko żywić nadzieję, że odziedziczyłam po niej odpowiednie geny. Bo dziś mam zaledwie czterysta lat, a czasem czuję się, jakbym miała osiemset ;)

      • nikt wazny 18/08/2015 at 01:49

        Jak tak czytam o tych przygarnianych/zaopiekowanych zwierzecych ofiarach losu (tu prosze o interpretacje wprost, a nie w sensie inwektywy), to zastanawiam sie, czy przygarnelibyscie ludzka, malo wazna, ofiare losu;)

        • ciociasamozło 18/08/2015 at 09:55

          Nikt Ważny, zapisuję się do kolejki zaraz po Tobie ;)
          Kanionku, w sumie takie schronisko dla ludzkich ofiar losu może nie byłoby złe ;). W zamian za dobre słowo i schronienie przed światem, taka ofiara losu dorzuciłaby np. swój zasiłek do budżetu, zbudowała ogrodzenie, pomyła gary, posprzątała zwierzątkom…
          No dobra, wiem, nikt tak dobrze nie zaopiekuje się zwierzyńcem jak Ty sama, ale to ogrodzenie albo gary?

          • kanionek 19/08/2015 at 01:17

            Hm. Gdyby uprzątnąć mały rozgardiasz, to oprócz różowego pokoju mamy jeszcze jeden wolny. Tyle, że ta druga część domu pozbawiona jest łazienki i kuchni. Jest tylko jeden problem. Powiadają, że prędzej beczkę soli zjesz, niż dobrze poznasz drugiego człowieka. A jesli „ofiara losu” szukająca schronienia przed światem okazałaby się seryjnym mordercą, czy coś? Ze zwierzętami jest dużo, dużo łatwiej. Nawet gdy mają za sobą tak zwaną przeszłość. Widziałam kiedyś w telewizji dokument o jednym z takich „przytulisk” dla ludzi, którym w życiu nie wyszło, ale mieli dobrą wolę. I pamiętam, że osoba zarządzająca tym domem (były duchowny? siostra zakonna? tego już nie pamiętam) zrobiła na mnie ogromne wrażenie, wzbudziła podziw, i dała do zrozumienia, że jestem cienkim nikim. Serio, trzeba być naprawdę mądrym człowiekiem, żeby przygarniać innych ludzi, i nie zrobić im, ani sobie, krzywdy.
            Hm. Dość poważnie wyszło, chyba brakuje mi jakichś witamin ;)

          • ciociasamozło 19/08/2015 at 09:39

            Dobrze, że poważnie wyszło, bo odpowiedzialność to poważna sprawa :)
            I mądrze pomagać to trzeba umieć.
            NiktWażny miała chyba na myśli schronisko dla Nikogo Ważnego :), a mój myślotok poszedł (pogalopował?) w stronę właśnie pana Miecia czy Czesia sztuk raz (no i Ciocisamozło, która pewnie kiedyś ucieknie z wrzaskiem od siebie samej i będzie potrzebowała azylu; mogę spać z kozami i myć się jak deszcz spadnie).
            Ludzie są duużo trudniejsi w „dogadaniu się” od zwierząt, a o tą dobrą wolę wcale nie tak łatwo :(

          • Ola 19/08/2015 at 11:02

            @Kanionek
            Poważnie wyszło i tknęło mnie: „nie zrobić im ani sobie krzywdy”. Nie oczekiwać wdzięczności i nie zatracić się samemu. I pamiętać o tym, że konieczny jest dystans – a ten, niestety z czasem się traci i wtedy wpada się w jakieś bagno wzajemnych oczekiwań, wyrzutów, pretensji. Ze zwierzętami jest łatwiej: biorą, co im dajesz i dają tyle ile potrafią. Proste.

        • kanionek 19/08/2015 at 00:48

          A wiesz, że myśleliśmy o tym? Trafiliśmy raz na historię jakiegoś pana Zbyśka, Cześka, czy Miecia, który stracił wszystko, koleje losu mu się całkiem wykoleiły, i – skracając długą historię – już prawie napisaliśmy do gazety z prośbą o kontakt z tym panem. Ale ten pan miał żonę inne okoliczności, a my tu mamy warunki dość spartańskie (jak na obecne czasy) i w końcu uznaliśmy, że „siekierkę na kijek” trochę głupio proponować.
          Ale jeśli masz na mysli kogoś, kto nie wystraszy się syberyjskich mrozów, okresowego braku wody i miliona problemów do rozwiązania – napisz :)

  13. sieka 17/08/2015 at 10:22

    „Jajecznica na kurkach”, no dostałam wewnętrznie (bo jestem jakby w pracy) kolki ze śmiechu, a to nie zdrowo tak tłumić. Piszę z pozdrowieniami dla Ciebie Kanionku, Chudoby i Wiernych Czytelniczek. Się nie odzywam, ale czytam, bo szyję ciągle i cokolwiek. Uwielbiam taką składnię…A przy okazji, koszyczek dobra rzecz.
    Ech… pod Wrocławiem tez susza trzeszczy.

    • kanionek 17/08/2015 at 10:57

      No właśnie, szusza wsędzie, i podobno nie tylko ogórka nie będzie, ale już straszą, że chleb zdrożeje, a najpewniej w ogóle wszystko. Dobrze, że ja prawie nic nie jem, bo mi szkoda czasu na pierdoły typu śniadanie :D
      Za to w lesie obrodziło jeżynami, i mam już na nie zamówienie od klientki, która mówi, że kupi ode mnie WSZYSTKO, choć kawałka starej płyty eternitowej ani Gamonia jednak nie chciała. Oby tylko osy coś zostawiły na krzakach. Odpozdrawiamy z wzajemnością :)

    • pandeMonia 17/08/2015 at 16:45

      Sieka……

      TEŻSUSZATRZESZCZY… Mniód dla uszów!

  14. -EW 17/08/2015 at 12:02

    Macham spod Krakowa, gdzie po tropikalnych upałach mamy teraz tropikalne ulewy i burze. Z braku palm łamie brzozy. Tak więc może trochę mokrego i do Waszych ogórków doleci.

    • pandeMonia 17/08/2015 at 12:17

      Poznań potwierdza – połamany miejski drzewostan, zalane trzy szpitale, Poznań i rubieże bez prądu.

    • kanionek 17/08/2015 at 13:20

      I to się właśnie nazywa podział na Polskę „A” i „B” (a nawet C i D). Wy macie wszystko – i słońce, i deszcz, i ładne widoczki zimą, i prężne ośrodki biznesu, i kulturę i bohemę artystyczną, a my? My w naszym „D” mamy albo 12 stopni i kąsającą mżawkę, albo słońce non stop i suszę. Z biznesów najlepiej radzą sobie skupy złomy, a za ośrodek kultury dorabia pan Dżery, który ma już DWA telewizory.

      A tak serio – mimo wszystko nie zazdroszczę, bo u Was jak burza, to od razu z trąbą powietrzną i gradobiciem, a jak upał, to nie mniej niż 50 stopni.

      I tak dodam jeszcze od czapki z uszami – przed chwilą rozmawiałam z Panią Opiekunką, i jestem lekko zmieszana. Pani Opiekunka chciała jeszcze raz się upewnić co do warunków, do jakich trafi Majeczka, oraz że nie będzie trzymana na łańcuchu. No to wszystko jej opowiedziałam, że Atos, że Laser, że kurczaki, gęsi, kozy, koty i kaczki, że teren ogrodzony i wszyscy robią co chcą, ale żyją w zgodzie, i Pani była TAK wdzięczna, że Majkę weźmiemy, bo Majka tak długo czekała na adopcję, że aż mi się z kolei głupio zrobiło, bo poczułam się jak jakiś wielki dobroczyńca z wielkopańskim gestem, a przecież ja zasadniczo biorę do siebie psa, a nie podarowuję ludzkości lekarstwa na raka. I pomyślałam sobie, że ludzie, którzy na co dzień pracują w schroniskach i jeżdżą na te wszystkie interwencje do zwierząt skrajnie zaniedbanych, noszą na garbie koszmarny bagaż emocjonalny, i dla nich każdy w miarę normalny człowiek zyskuje rangę papieża. I cieszę się, że Majka trafi do nas, i choć ułamek tego bagażu spadnie z pleców Pani Opiekunki, a Wam dziękuję za wpłaty, z których obiecuję się publicznie rozliczyć.
      Mamy tu miejsce idealne dla zwierząt i szkoda go marnować na jedynie dwóch stetryczałych paranoików ;) Może, może kiedyś będzie mnie stać na inwestycję w np. minischronisko, lub taki właście „tymczas” dla większej ilości zwierzaków „w trakcie przeprowadzki do lepszego jutra”. A na razie – obyśmy wszyscy długo żyli i cieszyli się dobrym zdrowiem, i byle do przodu, do góry, i w bok ;)

  15. sunsette 17/08/2015 at 17:01

    Kanionku, bardzo krótko Cię znam – (ja wiem, że „znam” to może nie jest odpowiednie słowo), ale przeczytałam wszystko od końca do początku, z chwilą załamania nerwowego (któremu dałam upust na Forum) i już się ode mnie nie odczepisz:)
    Wiesz, pomyślałam już wcześniej, że powinnaś założyć coś w rodzaju „Wspornika” – i super, że się zdecydowałaś. Pozdrawiam i trzymam kciuki!

    • kanionek 17/08/2015 at 19:46

      Cieszę się, że zostajesz, i mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, z czym się to wiąże? Od tej pory oficjalnie jesteś Kozą :)

      I komunikat przypominający: jutro w godzinach 8-16 nie ma Kanionka, bo nie ma prądu. W środę tak samo. A jeśli panowie coś zepsują, to kto wie, co się może zdarzyć ;) I wiecie co? Już mnie naprawdę zmęczył ten stan podgorączkowy. Nażarłam się czosnku, napiłam mleka, i co? I blada, kozia dupa. Może to ten amerykański zgnilec pszczół (mamy w okolicy kilka tablic ostrzegających o obszarach zagrożonych), i mi się oberwało, bo uwijałam się ostatnio jak w ulu?

      • pandeMonia 17/08/2015 at 20:09

        Cząstki elementarne biegają w Tobie jak w akceleratorze i trą o siebie, co powoduje rozgrzanie obudowy. To proste.
        Trzeba obudowę technicznie przejrzeć w ZOZie – Zakład Obłąkanych Zapracowańców.

        • kanionek 17/08/2015 at 22:19

          O widzisz, jak dobrze pogadać z mądrym człowiekiem :D
          Może jutro przed akcją „Majka” zdążę zajrzeć do jednego takiego zozu, i jeśli nie będzie obłąkańczej kolejki, to poproszę o kwit na morfo i OB. Obudowy na razie oglądać z bliska nie dam, bo mogłoby wyjść na jaw, że szyja niedomyta (polewanie się wodą z butelki ma swoje wady).

          • pandeMonia 17/08/2015 at 22:31

            Zawsze się możesz zasłonić klauzulą sumienia, która zabrania Ci mordować hodowlę niezwykle rzadkich okazów bakterii.

          • kanionek 19/08/2015 at 00:42

            Melduję, że niczym się nawet nie musiałam zasłaniać – w ZOZie nie było nie tylko kolejki, ale nawet lekarza. Za to dostałam plik papierów do wypełnienia, ws. wyboru: 1) lekarza, 2) pielęgniarki, 3) położnej. Na trzech kompletach podwójnych kartek A4. A na każdej trzeba podać te same dane osobowe. Cos mi się widzi, że znów cudownie ozdrowieję, bo moje ciśnienie od razu wstało z kolan ;)

          • pandeMonia 19/08/2015 at 08:34

            To się nazywa papieroterapia, wprowadzili ją na pierwszy ogień w zmasowanym lecznictwie społeczeństwa parę lat temu. Niektórzy, miętcy, wycofują się po pierwszych zabiegach A4. Ale Kanionek jest twardy jak pięść Tysona i pójdzie o krok dalej, czyli zapoznać się z lekarzem pierwszego kontaktu, co? Wypuści granat zaczepny-umawiający i okopami dojdzie do celu. Bohatersko, wśród niebotycznych temperatur i prawie zupełnie bez ciśnienia. ZOZy są dla wybrańców, a naród Cię wybrał! Okaż łaskę narodowi i zawlecz się!

          • kanionek 21/08/2015 at 01:00

            :D
            Kanionek już dzisiaj wymiętka i śpi na siedząco, ale dzięki za wiarę we mnie. Tylko wiesz, ten mój lekarz peirwszego kontaktu ma WĄSY. Wąsy plus tona papierów – no sama powiedz, tyle kłód pod nogi bohaterowi?

          • pandeMonia 21/08/2015 at 09:27

            Taaaak, wąsy przy pierwszym pocałunku mogą Cię nieco kłuć. Ale potem się człowiek przyzwyczaja.

          • kanionek 21/08/2015 at 22:08

            O matko z wąsem i pomadką, wiele się pozmieniało w służbie zdrowia, jak widzę. Kiedyś trzeba było panów doktorów w tyłek całować, a teraz to już nawet w usta?! Muszę przejrzeć te formularze i zdecydowanie zakreślić opcję „bez buziaczków” ;)

  16. zośka 18/08/2015 at 11:13

    kanionku kochany! Wysłałam dwa maile na oba adresy mailowe, które znalazłam na tym cudnym blogasku. Odpisz jak znajdziesz czas, bo mam problem z wysłaniem kasiory na przytulisko.

    • kanionek 19/08/2015 at 01:19

      Hej Zośka :) Znalazłam, odpisałam, „cudny blogasek” mnie rozbawił, dzięki :D

  17. Ynk 18/08/2015 at 12:20

    Ależ rośnie Towarzystwo! Pod letnim słońcem.
    I Atos! Widocznie 9 miesięcy to jeszcze nie ten czas, ale widać, że jest postęp i są warunki sprzyjające i motywujące. Da radę!
    Zauważyłam Wspornik (z ulgom i satysfakcjom zauważyłam) i nie omieszkam zrobić użytku :-)
    Serdeczne poklepy w nieszerokie bary Pana Śmieciarza niniejszym przesyłam ->
    Majeczkę mogłam widzieć, bo zobaczywszy z dala KOZY popędziłam do tego nibyzoo-nibyschroniska w mieście na By. Smętnie tam, ciasno i ponurawo. Szczególnie klatka z wilkiem, którego nie było (widać?). Były tam też w klatkach psy, koty (?!), kury, kaczki i indyki. Dziwne miejsce.. Odmieniłabyś los suczki diametralnie,
    Kanionku drogi

    • kanionek 19/08/2015 at 01:47

      Dziękuję, Ynk :)
      Tak, dziś widzieliśmy kozy w tym minizoo i zapytałam, jak i dlaczego. Otóż należały one do pani, która mieszkała w domu wolnostojącym w miasteczku B., zresztą nieopodal tegoż zoo, no i coś tam coś tam przepisy i sąsiedzi, władze kazały pani pozbyć się tych kóz, no i ona się z burmistrzem dogadała, że trafią do zooschroniska. Trochę zamulone te kozy, ale wybieg mają przyzwoicie duży. Mnie też zdziwiły miniaturowe kurczaki jako „towar wystawowy”, ale znów ale: pszenica leży na ziemi niezjedzona, główka kapusty ledwie dziabnięta, dokoła żerdki, budki i huśtawki, innymi słowy – pracownicy się starają. A jeśli myślisz, że w B. jest smętnie, ciasno i ponurawo, to musiałabyś zobaczyć schronisko w E.
      Albo lepiej nie… Serio. A wiesz, że Majka chyba nawet wykąpana została, zanim nam ją przekazano? Sierść ma miękką, puszystą i pachnącą, zupełnie nie jak psy ze schroniska (i kozy nie śmierdziały własnym gównem, jak te u Boskiego Farmera!), i ta pani opiekunka była bardzo, bardzo wzruszona, że Majka doczekała się domu. Chyba chcę przez ten cały bełkot powiedzieć, że dobrzy ludzie tam pracują, i pewnie rzeźbią co mogą z tego, co dostają od miasta :)

      • Ynk 19/08/2015 at 09:41

        I takiej informacji potrzebowałam :-) Dziwne miejsce, gdyby upierać się przy nazwie zoo. Jeśli to bardziej schronisko-przytulisko, to właściwi ludzie znaczą tu bardzo wiele. Prawda, że kozy i konie miały spore wybiegi. A ponurości i smętku pewnie przydały w moich oczach grube chmury i siąpiący wówczas deszcz.
        Uścisk łapy dla Majki – a new kid on the block ; -)

  18. Kachna 18/08/2015 at 13:13

    Kanionek,
    Eh.
    Dawno mnie nie było tu.
    ……
    U Ciebie JEST trawa. Zielona.
    Mi rośnie gotowe siano.
    Sucho, smutno. A ja kocham deszcz.
    …………………….
    Podpinam się jakby co w kolejkę do przytuliska ludzkiego. Mogę nawet zabeczeć dla niepoznaki (ostatnio często beczę….dla niepoznaki).
    Albo nie – ja strasznie „wodna” jestem więc raczej do szajki kaczek bym przystąpiła. K..wa też ostatnio jakby łatwo mi wyartykułować;)
    ………………………………
    A ja wreszcie jesienią przysposobię psa. Za długo byłam bez. Ciekawe co na to koty?
    Ściskam wszystkich – jednych mocno innych słabiej, coby nie pozgniatać.

    ………………………..

    • kanionek 19/08/2015 at 01:32

      Do szajki kaczek biorę Cię nawet od jutra, bo zielsko się panoszy, a one całemu nie dadzą rady ;) A trawa owszem, zielona, za to pomidorów nie mam czym podlewać, a w szklarni milion stopni, i chyba uschną zanim dojrzeją. Niczego w tym roku nie podlewałam, jeśli nie liczyć rozsad w doniczkach, a i to tylko deszczówką z butelek. Mam już powyżej daszka tej suszy.
      O, masz już konkretnego psa na myśli?

      • Kachna 19/08/2015 at 08:23

        Owczarka niemieckiego po prostu.
        Możliwe, że hurtem dwa – żeby były siły wyrównane z kotami;)

  19. pluskat 18/08/2015 at 15:04

    Oczy, Mozg, Interwencja, trzy psy wespol wzespol powinny odstraszyc drapiezcow. Ciekawa jestem jak sie suczka „mieszana i wstrzasnieta” odnajdzie na Waszym podworku. Jaka bedzie wartosc dodana.
    Tylko, Kanionku, nie bierz sobie za bardzo do serca „mierz sily na zamiary”, od czasu do czasu jednak bym radzila zamiar podlug sil, bo co zrobisz, jak ich zabraknie? Organizm juz wysyla sygnaly, ze jest przeciazony. Koszyczek popieram.

    • kanionek 19/08/2015 at 01:27

      Masz rację, Pluskat, co tu dużo gadać. Akurat w tym roku przypływ nadmiaru szczęścia mnie lekko przytłoczył, ale przecież zaraz kurczaki i gęsi dorosną, dary lasu i ogrodu się skończą, a i mleka zimą podobno będzie mniej, i wtedy odpocznę ;) O Majce opowiem Wam więcej w kolejnym wpisie, bo dziś już padam. Ale muszę już teraz powiedzieć, że fajny z niej zwierz :)

  20. Magda 18/08/2015 at 18:47

    walcze z pay palem ale jestem w pracy I chyba tu mi cos sie psuje. Sprobuje z domu. My mamy slepnaca suke na utrzymaniu I dziala jakos, tyle ze nerwowa sie robi bardziej i trzeba sie nauczyc z nia lepiej komunikowac I reszte psow troche kontrolowac. ale ona nerwowa z natury chyba. Suka lesna, znaleziona w gorach:) pozdrowienia

    • kanionek 19/08/2015 at 01:22

      Dziękuję, Magda :)
      Ja nadal nie wiem, na co chorowała Majka, jaki stopień niedowidzenia ją dotknął, ani czy będzie postepował, czy jest to wada już utrwalona. Z opiekunką ciągle tylko przez telefon, ona wiecznie w niedoczasie, a pracownicy zoo nic nie wiedzą. Ale się dowiem. Pozdrowienia dla leśnej :)

  21. kanionek 18/08/2015 at 19:41

    Kozy moje najlepsze, wieczorem (póxniejszym wieczorem) poodpowiadam Wam wszystkim, a teraz tylko krótka informacja: Majka już jest u nas, jest BARDZO futrzana, trochę wpada na ludzi, rynny, albo do pojemnika z wodą dla gąsek, ale tak poza tym świetnie daje sobie radę. Lasera już ustawiła – ma zakaz zbliżania się, bo narobił wstydu już na samym wejściu. Było małe zamieszanie z wiekiem, bo w książeczce Majka ma wpisane lat 8, ale okazuje się, że tak naprawdę to 3, ale to najmniej istotne. Jak juz się ogarnę z całym inwentarzem, pozamykam drzwi i pogaszę światła, to wrócę do Was :)

  22. kanionek 19/08/2015 at 02:04

    Jest druga w nocy, sześć stopni na zewnątrz (sześć!), kogut pieje w kurniku jak nakręcony, Kanionek już ledwie składa słowa do kupy, czyli: dobranoc :)

  23. aguti 19/08/2015 at 09:51

    A zdjęcie Majeczki to – przepraszam – gdzie?! Bo albom ja ślepa, albo go tu nie ma! Chociaż akurat ta pierwsza opcja nie jest taka znów nieprawdopodobna ;)
    Kanionek, ja Cię pliz, Ty wypełnij te papiery i idź do konowała! Podwyższonej temperatury nie wolno lekceważyć! Naczelna hipochondryczka Szczecina Ci to mówi :) A tak w ogóle, to zrobiłam sobie zdjęcie z ueckermundowymi kozami – specjalnie dla Ciebie i jak obrobię, to podeślę na mail ;) Buziaki i do lekarza biegiem marsz!!!
    PS> A Twoje kurczaki i gąsi są najpiękniejsze na świecie! Myślę, że niedługo będziesz ich miała z pińcet, bo żadnego dobrowolnie ni siłą się nie pozbędziesz ;)

    • kanionek 21/08/2015 at 00:41

      A zdjęcia Majeczki niebawem, za chwilę przekręci się licznik okresu rozliczeniowego z Plusem, i będę mogła poszaleć :)
      A ja właśnie walczę z hipochondrią i biorę ten stan podgorączkowy na przeczekanie ;) Ale obiecuję, że pójdę z tą teczka papeirów do lekarza, jeśli do przyszłego tygodnia nie przejdzie.
      No własnie – kurczaki i gęsi pięknieją z dnia na dzień. Gąski wyglądają teraz jak małe łabędzie, mają coraz więcej białych piórek, a jedna nauczyła się już nawet syczeć!
      A zdjęcia (Twoje) będę mogła pokazać na blogu?

      • aguti 26/08/2015 at 11:58

        O-o-o, zapóźniłam się z odpowiedzią! Dziecię moje jest na miesiąc w domu rodzinnem, w dodatku z chłopakiem i wszystko mnie ze łba wypada… Pewnie, że będziesz mogła wrzucić, jeśli Ci się spodoba, kiedy je w końcu wyślę ;)

  24. piątka 19/08/2015 at 13:34

    Brawo, Kanionku, za wszystko hurtem, ale i za mądrość, by przyjąć chociażby naszą drobniutką pomoc :) niech trochę tego dobrego w końcu do Ciebie wróci! Lecę zrobić przelew pod wieloznacznym tytułem „na szczęście”… i niech Wam się szczęści :*

    • kanionek 21/08/2015 at 00:29

      Dziękuję, Piątka :) Choć to nie mądrość, tylko czysta desperacja, i nadal ciut dziwnie się z tym żebralnikiem czuję, i gdyby nie Wasza szczera i wiecznie bijąca z komentarzy życzliwość, nie zdecydowałabym się na jego uruchomienie. Zawsze byłam typem z gatunku tych, co to w razie ostatecznej katastrofy po prostu idą się powiesić, ale z Wami się nie da. Na bank trafiłabym do piekła na wiekuiste męczarnie ;)

      • piątka 21/08/2015 at 10:41

        …wierzę, Kanionku, właśnie dlatego nie możemy dać Ci zginąć! Czym byłby ten nędzny świat bez Kanionka i Jego Małżonka :D [powinno być chyba „i Małżonka Jego”?] oraz wszystkich Waszych Dzieci?!

        • kanionek 21/08/2015 at 21:59

          Bez Kanionka Gupiego
          i Małżonka Jego
          Oraz Wszystkich Dziwnych Dzieci Amen,
          Świat byłby jak papierowy cyklamen
          A dlaczego?
          Bo nie rymowało mi się nic innego.

          Łii tam, ledwie 14 miesięcy temu nikt nawet nie słyszał o Kanionku, a świat jakoś się kręcił. Nie tak doskonale jak teraz, oczywiście, no ale jakoś tam się jednak kulał do przodu ;)

          • pandeMonia 22/08/2015 at 22:35

            Oraz wszystkich Dziwnych Dzieci Amen
            Co śpią w koziarni cuzamen.
            A dlaczego?
            Bo wielbimy Was co do jednego!

          • nikt wazny 23/08/2015 at 01:17

            Pandemoniu, przypadkiem, bo kliknawszy w Twoj komentarz na liscie ostatnich komentarzy trafilam na Twoj blog. A musze wyznac, ze od dluzszego czasu staram sie juz nie szperac po nowych (dla mnie nowych) blogach, bo ani czasu za bardzo na ich czytanie nie mam, ani glowy (literki cos male, zdania za dlugie itp. przyczyny slabej percepcji).
            Ale jak juz trafilam, to okiem rzucilam, na swoja zgube. Kobiety, Kozy Kanionkowe, Wy wszystkie takie madre i blyskotliwe? I utalentowane literacko w dodatku? Czuje sie jeszcze bardziej glupia i bylejaka. I na co mi to bylo?

          • Bisia 24/08/2015 at 22:20

            Nie wszystkie, nie wszystkie, przecietne tez sa. Uszy do gory. I popatrz nikt nas nie wygania.

          • kanionek 25/08/2015 at 00:36

            To ja mam propozycję, Nikt Wazny. Może faktycznie wpadnij do nas na miesiąc lub dwa, a gwarantuję Ci, że już my z Ciebie wydobędziemy jakiś talent, albo pięć, które do tej pory zwyczajnie nie miały okazji się ujawnić ;)

            Bisia – nie tylko nie wygania, a zaprasza i cieszy się, że wytrzymujecie z Kanionkiem i jego nastrojami. I jeszcze coś bym Wam powiedziała, ale baterie mi się wyczerpały i idę spać :)

          • nikt wazny 25/08/2015 at 02:19

            Kanionku, bardzo mnie wzruszylas swoim zaproszeniem (nawet jesli ono kurtuazyjne ino). Chetnie bym skorzystala, ale ciutke uwiazana jestem, a jak wypuszczam sie juz z domu, to na kilometr max.
            Jesli zas chodzi o ukryte talenty, no nie wiem, nie wiem, czy cos by sie znalazlo. Chociaz mam! Jeden, za to wybujaly: jestem wirtuozem w graniu innym na nerwach.
            Podtrzymujesz zaproszenie?;)

            Bisiu, dziekuje bardzo za slowa otuchy.

          • kanionek 26/08/2015 at 00:00

            Spokojnie, talenty nie uciekną ;) Za rok, za dwa, czy kiedy będziesz mogła. I nie ma mowy o graniu na nerwach – nie będziesz miała okazji. Najpierw krótkie szkolenie z koszenia kosą ręczną, a potem zostawiamy Cię samą na łące i w nogi :D Jak się już obrobisz, Andrzej podrzuci Ci widły i grabie, a jemu możesz mówić co chcesz, bo on wszystko bierze za dobrą monetę :)

          • piątka 25/08/2015 at 16:40

            …niby tak, ale skąd wiesz, ze świat nie udawał do czasu Twoich narodzin?

  25. Ania W. 19/08/2015 at 14:30

    Wakacjuję się, ale z oddali czytam Kanionka, mocno Was wszystkie ściskając. W komentarzach doczytałam o Wsporniku, zaraz zgłębię temat.

    Nad Loarą 23 stopnie w cieniu, bosko…

    Uściski przeogromne, zwłaszcza dla nowej Mieszkanki.

    • kanionek 21/08/2015 at 00:15

      A w nocy jak? Bo u mnie zima!
      A nowa mieszkanka jest tak komicznym stworem, i mówię tu zwłaszcza o wyglądzie zewnętrznym, że serio – dawno się tak z psa nie śmiałam. Tylko nijak nie mogę tego uchwycić na zdjęciach. Co zrobię fotkę, to Majka wygląda pieknie, i trochę jak owczarek długowłosy, a w rzeczywistości jest dwudziestopięciokilogramowym, kudłatym stolikiem do kawy, z jednym uchem klapniętym i spojrzeniem, które zawsze pyta: „że co?”.
      I jest przymilna, i wciąż łazi za nami krok w krok, i przez to nie może się wyspać, a więcej postaram się niedługo napisać w kolejnej notce :)

  26. Lidka 20/08/2015 at 00:09

    Na widok tego PayPala az sie poplakalam. Z RADOSCI! Sciskam mocno.

    • kanionek 20/08/2015 at 23:51

      Lidka :) A ja się cieszę, że dajesz znak zza wielkiej wody, że wciąż tu jesteś. Jak dziś się miewa Wasz kontuzjowany podopieczny? Tyle czasu upłynęło, że pewnie już bryka jak nowy ;)

      • Lidka 21/08/2015 at 00:20

        Dziekuje za troske! Jestem, czytam, wirtualnie glaskam wszystkich mieszkancow Twojej Zagrody. Nasza psinka chodzi bardzo, bardzo powoli. Ciagle robimy cwiczenia i masaze. Niestety, wiazadlo w drugim kolanie rowniez bedzie potrzebowalo zabiegu. Strasznie mnie to zdolowalo. Taki pies potrzebuje opieki 24godziny na dobe. Z jedna kontuzja bylo ciezko, co dopiero z dwoma…
        Pozdrawiam goraco.

  27. kanionek 20/08/2015 at 12:45

    Kozy kochane, jesteśmy już na nowym serwerze :) Wygląda na to, że transfer danych przebiegł pomyślnie. Przepraszam (znów), ale muszę lecieć – jedziemy do lokalnego znachora od maszyn rolniczych i innych starych gratów, bo dziura w wydechu powoli doprasza się o mandat ;) Na pewno będę tu wieczorem i skrobnę trzy słowa, a nowy wpis mam już prawie gotowy (oczywiście, że poznacie Majkę, a oprócz niej jeszcze jedną niespodziankę), a teraz trzy buziaki od leśnej pokraki i do zobaczenia :-*

    • mp 20/08/2015 at 17:03

      Niedźwiadek przyjechał też ??? ;-)
      Na morfologię i OB zdefrauduj kasę ze wspornika, bo przypuszczam, że wątpię, żeby pan dochtor był tak wyrywny i nowiuśkiej pacjentce chciał zafundować.

      • kanionek 20/08/2015 at 23:25

        No tak, dla niego będę „nowiuśka”, tylko że jednak i nadal wciąż stara. Starsza niż węgiel.
        No i myślałam, że oni skąpią na takie ekscesy, jak rezonans magnetyczny lub plomba w kolorze innym, niż czarny, ale że już nawet na strzykawce i laborantce oszczędzają?
        I nieee, misio nie przyjechał (tak w ogóle to jest ONA, ta wielka niedźwiedzica, i nie mogliśmy jej nawet obejrzeć, bo coś tam jej poprawiali na wybiegu, a ona zamknięta w pomieszczeniu waliła w obite blachą drzwi z zapamiętaniem godnym początkującego perkusisty), ani nawet lama (lamy mają bardzo ciekawy zgryz), ani w ogóle nikt nowy prócz Majki, tylko wydarzyło się coś, na co długo czekaliśmy, i juz straciliśmy nadzieję, a tu proszę – stało się. Mocno poniewczasie. Ale nic więcej nie powiem!

        • mitenki 20/08/2015 at 23:38

          Ale jak to nie powiesz?? Przecież nas ciekawość zeżre!

        • ciociasamozło 21/08/2015 at 10:07

          Kanion! Ty weź mnie nie denerwuj, bo ja tu zaraz wyjeżdżam hen od internetów a Ty jakieś zapowiedzi robisz jakby się miało małe Kanioniątko urodzić ;)
          Nie dość, że standardowy reisefieber mam jak stąd do MachuPicchu (nie, nie jadę tam, mój stan jest absolutnie nieproporcjonalny do planowanej podróży), to jeszcze Ty budujesz napięcie jak stary dobry Hitchcock. Nawet duża ilość ptaków się zgadza :)

          • kanionek 21/08/2015 at 10:43

            Dobra, zajrzałam na chwilę i pluję sobie w brodę, bo czas mnie goni, a teraz muszę Was uspokoić – Ciociu, TYLKO duża ilość ptaków się zgadza, a jak duża to się jeszcze okaże. Teraz się domyślacie? Jeśli nie, to trudno, musicie poczekać :D Co to za niespodzianka, o której wszyscy wiedzą? ;-P
            PS. Namierzyliśmy używane poszycie dachowe, za niewielkie pieniądze, na tę przeciekającą komórkę z sianem, i próbujemy się do niego dorwać. Kontakt z właścicielem utrudniony i transport jeszcze niepewny, ale może dziś się uda.

          • ciociasamozło 21/08/2015 at 11:17

            Ok, juz sie czuje trochę lepiej ;)
            Nie Kanioniątko, nie niedźwiedź, nie lama, nie koń…
            Ale, że co ? Kaczki coś zniosły???? Druga tura kurczaków z grilla? Pawie? Złapaliście jaszczompia?
            Nie dane mi zaznać spokoju ;)
            Trzymam kciuki za dach na komórkę. I nie pluj sobie za bardzo w brodę bo będziesz niepoważnie wyglądać w trakcie negocjacji dachowych, a to wszystko przez moja wyobraźnię :)

          • kanionek 21/08/2015 at 21:46

            No tak, podczas negocjacji cenowych z lokalnymi dilerami nie ma co liczyć na zniżkę za niepełnosprawność umysłową, a strużka śliny cieknąca z kącika ust mogłaby zostac odebrana jako przejaw erotycznego zainteresowania sprzedającym. Jednakowoż i mimo wszystko, z brodą nieoplutą, choć w sukni plugawej będąc, otrzymałam zniżkę, czyli jeden kawałek pogiętej blachodachówki z demobilu gratis.
            A kaczki jak na razie nic nie znoszą. Wręcz przeciwnie – WYNOSZĄ. Piąta rano, a kaczki juz myk-myk-myk pod furtką, i lecą wyżreć kurczakom pszenicę. No i weź, Ciocia, PAWIE?! Choć może masz rację. W naszym cyrku brakuje już tylko pawia na środku podwórka, żeby się darł wniebogłosy i robił wiatr tym swoim wachlarzem w tyłku. A lama zamieszka na strychu i będzie pluć na listonosza przez to małe okienko :)

        • pluskat 21/08/2015 at 10:09

          To dlatego wybrałaś sobie położną ?

          • piątka 21/08/2015 at 10:36

            Pluskat, też od razu o tym pomyślałam :D

          • kanionek 21/08/2015 at 22:04

            Ale ja sobie nie wybrałam! To znaczy nie wiem, czy mogę sobie wybrać, że sobie nie wybieram? Czy jednak muszę wypełnić formularz, bo pani mi go dała i ani słowem nie pisnęła, że to jest opcja, a nie mus. Ja bym się nie zdziwiła, gdyby położną wciskali nawet facetom. W końcu jest równouprawnienie.

          • zeroerhaplus 25/08/2015 at 06:21

            W sumie położna by Ci się przydała – w sensie łażenia za Tobą i nawijania w kółko „weź no się już połóż, bo późno”.

          • kanionek 25/08/2015 at 22:58

            :D
            Musiałabym jej w końcu przyłożyć (bo jestem siostra przyłożna), żeby sama się położyła i nie truła d…, bo mi w robocie przeszkadza ;)

  28. mitenki 20/08/2015 at 21:56

    Niedźwiadek będzie? Myślałam, że lamę weźmiesz :D
    A ja bym namawiała na konika Przewalskiego. Nie wiem jaki on duży jest, ale zawsze za zwierzę pociągowe mógłby robić – drzewo z lasu przyciągnąć czy do miasta zawieźć jak Gwiazdolot odmówi współpracy. Bierz konika!
    Wczoraj doznałam lekkiego zawału. Niby wiedziałam, że będzie zmiana serwera, ale ta nicość z napisem „coś, coś tam. Kanionek” mnie zaszokowała, bo myślałam że to będzie myk i już a nie 30 godzin braku nadawania.
    Od wizyty u dochtora się nie wymiguj, co to dla Cię skrobnąć te kilka kartek A4?? Notki i komentarze piszesz dłuższe! A że to bez sensu jest zorganizowane, bo większość tych danych o pacjencie jest w systemie i można by to wydrukować, dopisać co trzeba, podpisać i gotowe.
    MP – chcesz powiedzieć, że lekarze nie chcą wypisywać skierowań na tak podstawowe badania??

    Ciekawa jestem jak Twój zwierzyniec zareagował na Majeczkę? Swoją drogą, urocze imię :)
    Koszyczek popieram, dorzucę grosik z początkiem miesiąca :)

    • kanionek 20/08/2015 at 23:44

      Koniki mi się bardzo, BARDZO! Zwłaszcza te mniejsze, bo dużych się boję. No ale kuń jaki by mały nie był, i tak zje duużo więcej, niż koza. Przypuszczam, że zjadłby za pięc kóz, albo i lepiej. No i koniki raczej nie były do wzięcia.
      Mówisz, że zawału dostałaś? Ja sobie paznokcie do kolan obgryzłam z tych nerw, czy na pewno wszystko się uda. A do tego panowie z poprzedniej firmy odwalili numer, który w ostatniej chwili postawił całą akcję pod znakiem zapytania, ale to już nieważne. Małżonek odwalił kawał roboty i nie zgubił ani grama zawartości, i możemy odetchnąć z ulgą (odpukać), bo TAM zaczęły się dziać naprawdę dziwne rzeczy. Nie wiem – za dużo klientów panowie sobie przytulili, albo serwer z niemieckiego złomowiska do reszty przerdzewiał… Cokolwiek to było, już nas nie dotyka ;)

      A zwierzyniec reagował różnie – wiecie, że kozy od razu się zorientowały, że mają do czynienia z nowym psem? Więc nie jest tak, że dla nich każdy pies to jeden pies, a Irena po pierwszym „niuchu” odskoczyła dwa metry do tyłu i już chciała brać nogi za pas, ale stado akurat było pod jabłonką, więc jednak łakomstwo zwyciężyło. Koniec końców wszyscy się zaakceptowali, i tylko Gamoń jest na fochu i warczy na Majkę, ale i jemu kiedyś przejdzie.

      Miałam dzisiaj do Ciebie dzwonić, i znów nic z tego nie wyszło (dzień niezaplanowanych wrażeń), a gdy zaczęłam pisać odpowiedź na Twój komentarz jakąś godzinę temu, Atos postanowił zaplątać się w kable i spanikować, i pooooszedł! Razem z moją lampką nocną i laptopem. Lampka miała wkręconą taką miniświetlówkę 11W, która się stłukła w drobny mak, i małżonek mówi, że teraz będę miała jeszcze więcej rtęci w organizmie, do kompletu z tą, którą już zjadłam (bo swój przydział rtęci przyjęłam podobno w postaci tuńczyka z puszki z Biedronki). Jak nie urok, to rtęć w kapciach. Może jutro zadzwonię?

      • nikt wazny 21/08/2015 at 00:21

        To budowanie napiecia jest nieco sadystyczne, Kanionku…

        Ta rzekoma „ekologicznosc ” energooszczednych zarowek/swietlowek pelnych rteci to jest cos za co nalezaloby kogos posadzic.

        A co do badan, to w naszej przychodni daja skierowanie na podstawowe badania (i inne jesli sa uzasadnone) bez problemu. Przychodnia jest skomputeryzowana, drukuja wszystko, lacznie z receptami (nie ma problemu z rozczytaniem ich), kartoteki tez maja elektroniczne. Kolejek brak, rejestracja na telefon, na okreslona godzine. I chyba dobrze prosperuje ten biznes, bo w ekspresowym tempie dobudowali ostatnio dodatkowe skrzydlo do budynku. Czyli chyba rzecz w dobrym zarzadzaniu i organizacji.

        • Ola 21/08/2015 at 00:31

          Ej Nikt Ważny, to tak jak u nas. To Ty też stąd? :P

        • kanionek 21/08/2015 at 22:19

          Oooo, jak nowocześnie. A mi pani z okienka zapowiedziała, że jak już jej przyniosę wypełnione papierki wyborcze, to ona to będzie musiała wklepać do systemu, i do lekarza i tak od razu nie pójdę, bo to zajmie ze dwie godziny :D Zrobię więc tak, że w dniu zakupów podrzucę jej najpierw papiery, potem zrobimy zakupy, a po zakupach może już będę legalną pacjentką i dostąpię zaszczytu stąpania po linoleum. A z zapisami na telefon jest tak, że ich nie ma, za to warto przed przyjazdem zadzwonić z pytaniem, czy w ogóle jest jakiś lekarz ;)

      • mitenki 21/08/2015 at 01:09

        Kanionku, możesz nawet i dziś! W sumie to jutro już jest :D

        A wiesz, że dziś sobie pomyślałam: „zadzwonię do Kanionka”, ale nie wiedziałam, o jakiej porze najmniej bym przeszkodziła :)

        I jeszcze muszę pochwalić Kanionkowe kurczaki – są wyjątkowej urody :) A te kreski na oczach? Stara koza ze mnie, a nie umiałabym namalować sobie takiej równej :D

  29. nikt wazny 21/08/2015 at 00:35

    No, ja stad, a Ty skad?;)

    • Ola 21/08/2015 at 00:36

      no , ja ode mnie :)

      • mitenki 21/08/2015 at 00:40

        Toście się dogadały :D

  30. nikt wazny 21/08/2015 at 00:38

    Ahaaaaa;)
    To moze uscisle: poludnie, miasto Z.

    • Ola 22/08/2015 at 02:32

      Poludnie, miasto K. :)

  31. EEG 21/08/2015 at 11:52

    A może zaginione Kurokezy wróciły z zaświatów ? O ile pamiętam, ciał nie znaleziono…
    A też przez moment miałam nadzieję na Kanioniątko…

    • kanionek 21/08/2015 at 21:34

      EEG :) Kanioniątko (o matko z Kanioniątkiem, jak to się trudno pisze!) w moim wieku i ogólnej sytuacji życiowej byłoby ostatecznym dowodem mojego szaleństwa ;)
      [odebrałam e-mail, i jeszcze Tobie nie odpisałam, bo… zabrakło mi wystarczająco dobrych słów :)]

  32. mp 21/08/2015 at 12:57

    U mnie na podstawowe badania skierowanie trudno dostać, bo te są opłacane przez lekarza z jego stawki na pacjenta. Za to nie ma problemu ze skierowaniem do specjalisty- za te lekarze POZ nie płacą . Tylko żeby dostać się do specjalisty, to dopiero trzeba mieć zdrowie :-)
    Jak nie Kanioniątko ani niedźwiadek, to może Wonsz się wykluł z tego ostatniego, zapomnianego jajka ?

    • Lidka 21/08/2015 at 21:14

      To takie straszne napiecie, ze mysle ze nie tyle WONSZ ile SMOK…

      • kanionek 21/08/2015 at 21:24

        Wejścia smoka nie będzie :D
        Kurde blaszka pozłacana, chyba naprawdę przesadziłam z tym napięciem, i jeśli Wam teraz nie zaprezentuję co najmniej żyrafy, i to co najmniej w paski, to będzie foch ;)

      • aga 21/08/2015 at 21:47

        Cos mi się zdaje, że Kanionek znów grilluje jajka

    • kanionek 21/08/2015 at 21:25

      O, i dobrze, że mi przypomniałaś, Mp, że ja Wam jeszcze nie pokazałam, co się wykluło z ostatniego jajka. Pokażę, oczywiście, mam wszystko na zdjęciach.

      • mitenki 21/08/2015 at 21:57

        Dinozaur?

        No kurcze muszę coś dopisać, bo ZŁE pisze, że komentarz za krótki :]

    • nikt wazny 21/08/2015 at 23:21

      Mp. no przecie kazdy lekarz pierwszego kontaktu tak dziala. No i nie wiem, skaf takie roznice, ze w jednej przychodni sknerza straszliwie, a w innej jakos normalniej

  33. thais 21/08/2015 at 21:41

    Kanionek, plis, dawaj szybko nowy wpis, bo ja wchodzę chyba ze 30 razy dziennie, nie mogę się doczekać jak kurczaki, co u kózek i reszty rodzinki (pewnie jajka nastawione :))., a długo dziś nie wytrzymam bo po 4 pobudka do pracy:(

    • kanionek 21/08/2015 at 22:44

      Thais, śpij dobrze, bo jeśli dziś coś zamieszczę, to raczej po północy. Zaraz idę grzać mleko na twaróg zamówiony na sobotę, później przegląd ostatnich zdjęć i filmu, który mi się znów urwał ni w pięć, ni w seler, no i jeszcze trzeba to wszystko na serwer załadować, a transfer zyskuje na prędkości najczęściej dopiero późno w nocy :-/

      • thais 21/08/2015 at 22:50

        ok, rano w pracy wpadnę tu przy kawie :)

  34. kanionek 22/08/2015 at 14:19

    „Budka telefoniczna zbliżała się…”
    Drogie Kozy. Goni mnie nerwicowy pierdolec, a ja biegnę coraz szybciej, żeby przed nim uciec. Biegnę w kółko, oczywiście, bo ludzie z nerwicą już tak mają. W nocy nie pojawił się wpis, gdyż znów musiałam się mocno trzymać kołdry, żeby nie wyjść na dach. Dziś prędkośc internetu wynosi 3 kB/s, aparat fotograficzny odpala się za piętnastym przyciśnięciem przycisku, w trakcie warzenia sera skończył się gaz, a blachodachówka jak na razie zaginęła bez wieści. To są wszystko drobiazgi, pierdoły, które normalnemu człowiekowi nie zrobiłyby krzywdy, ale ale gdy się stoi na skraju nerwicowej przepaści, to byle drobiazg może przesądzić o upadku. Niemniej jeszcze się trzymam, bo nie chcę się poddać. Nienawidzę tych stanów napięcia i myślowych kołowrotków, jestem już za stara na te stare numery, więc chodzę i powtarzam sobie, że jestem szczęśliwa. Wszystko mam. Żyję w pięknej okolicy. Moje gąski robią „miau”, a kozy mam najpiękniejsze na świecie. I że nie muszę zdążyć ze wszystkim (a głosy w głowie mówią „nie pierdol, MUSISZ), a poza tym – i tak zdążę. Jeśli nic z tego nie rozumiecie, to przepraszam, ale MUSZĘ choć spróbować się wytłumaczyć. I tak, wiem, że to minie, przerabiam ten sam scenariusz co kilka tygodni lub miesięcy, a Wy już też o tym wiecie. Dziekuję, przepraszam, Kanionek jaki jest każdy widzi, a skoro nawet młotek nie jest urządzeniem bezawaryjnym, to Kanionek tym bardziej może się czasem zepsuć, prawda? Budka telefoniczna zbliża się, ale mam nadzieję, że mnie tym razem nie połknie. I zrobię ten nowy wpis, nawet gdyby miał być pokraczny jak dziobak. Trzymajcie kciuki za mnie i za dziobaka, a wolny palec u stopy za prędkość mojego netu ;)

    • Ola 22/08/2015 at 17:27

      Kanionek, zamiast zwykłego trzymaj się opowiem Ci bajkę :)
      Był raz sobie Kanionek. Miał Małego Żonka, stado zwierząt bardziej lub mniej uratowanych, dom pośród lasu, łąkę i staw. Wszyscy się bardzo kochali i każdego ranka z ochotą zaczynali dzień. Każdy miał jakieś zadania do wykonania. Trawę skosić, kozy wydoić, wody nanieść, warzywa zebrać, ser uwarzyć, serwer przenieść, i tak dalej i tak dalej… Gąski robiły miau, Laser szczekał na wszystko, Gamoń sie gapił, kury gdakały, kozy beczały. A zadań każdego dnia przybywało i trybiki kręciły się coraz szybciej. Pewnego dnia, gdy Kanionek usiłował wydoić kaczki, popędził koty nad staw a psom kazał wskoczyć na grzędę, Bożena nie wytrzymała. Razem z Irenką, Ziokołkiem i Andrzejkiem obmyśliła plan. Z całą resztą ekipy wstali wcześnie rano, uciszyli Lasera zajumaną skądś kiełbasą i nakazali ciszę pod groźbą jaszczompia Rosołom. Zakradli się wszyscy do sypialni Kanionka, wtramosili go delikatnie z łóżka i Andrzejek z Luckiem zanieśli go do stojącej nieopodal, zapomnianej przez Cebulackich przyczepy kampingowej. Ułożyli wygodnie na posłaniu, zasłonili okno. Dziś Kanionek będzie miał urlop, wyśpi się w spokoju i zrelaksuje, jak na urlopie. Ale co to? Stara przyczepa nagle ruszyła z górki i potoczyła się w dół, leśną drogą w kierunku miasta. Pędziła coraz szybciej i szybciej. Bożenka wpadła w panikę, wszyscy z bekiem ruszyli w pościg. Co to się działo!
      Ciąg dalszy nastąpi…
      /plagiat na motywach Baranka Shauna https://www.youtube.com/watch?v=I4M4yf8OE74/

      • Ola 22/08/2015 at 17:33

        no dobra, może być, że kozy meczały :P

        • kanionek 22/08/2015 at 18:00

          :D :D :D
          Trzymam Cię za słowo, że ciąg dalszy nastąpi. Przyznam, że fajnie jest poczytać o przygodach Kanionka, a nie tylko ciągle o nich pisać ;)

    • buskowianka 22/08/2015 at 17:42

      Kanionku!
      W komentarzach pojawiają się często porady medyczne lub paramedyczne (pij wodę!) więc i ja dorzucę swój grosik. Jak zapędzę się w kołowrotku na tyle, że zaczyna mnie gonić budka telefoniczna to przed ostatecznym przez nią połknięciem ratuje mnie magnez. A że jak czytam, Twoje posiłki nazbyt często składają się z kawy, samej kawy i tylko kawy, to może i u Ciebie magnez pomoże (a jak nie pomoże to może nie zaszkodzi).
      Takżetego, wyślij Małego Żonka po zapas gorzkiej czeko czeko lady :)
      (i chela mag be sześć!)

      • kanionek 22/08/2015 at 17:58

        No właśnie sobie o tym przypomniałam i łyknęłam dziś dwa tabsy Asparaginianu, bo tej Heli spod B6 nie mogę – od razu arytmia. Ale zasadniczo to ja mam problem z głową, od zawsze :) O tyle niegroźny, że jeszcze nikogo nie zamordowałam, ani nawet nie zamknęłam w piwnicy, każąc się smarować jakimś kremem, ale mnie to wykańcza. No nic, przejdzie, jak zawsze. A wpis dla Was będzie nudny, ale chociaż zdjęcia będą. Powoli ładują się na serwer :)

  35. pluskat 22/08/2015 at 18:07

    Kanionku, a daj sobie spokoj z nowym wpisem, jeśli źle się czujesz. Przecież poczekamy. Ja jeszcze o piciu, w końcu każdy ma prawo do swoich obsesji. Przez cały dzień słucham Zięby, który twierdzi, że wielu chorób dałoby się uniknąć, gdybyśmy uzupełniali brakujące witaminy i minerały, a przede wszystkim byli odpowiednio nawodnieni. Ale sama woda przelatuje przez człowieka i tylko wypłukuje z niego minerały. Zięba radzi wziąć szczyptę soli kłodawskiej na język i dopiero pić wodę. Po jakimś czasie to daje efekty. Podobno stwierdzono, że jedynie podając zwierzętom minerały, wyeliminowano kilkaset chorób. Kozy mają swoją kostkę soli do lizania, prawda? Wiem, że Twoje problemy są innej natury, ale przecież ciało z duchem jest powiązane i jedno drugie wspiera, albo ciągnie w dół.

    • kanionek 23/08/2015 at 22:50

      Dziękuję, Pluskat :) Wiem, że masz rację z tym piciem wody, tylko jak sobie wyrobić nawyk? Bo zapominam. Wiem, że ludzie chodzą z butelkami mineralnej przy sobie, ale mi taka butelka będzie tylko przeszkadzać, a do tego jeszcze woreczek z solą na szyi? I może ja mam jakiś głupi organizm, bo nie jestem w stanie wcisnąć w siebie więcej, niż 3/4 szklanki wody naraz. Dwa razy w życiu miałam badanie USG, przed którym trzeba się opić jak na weselu, i dla mnie najgorsza nie była próba utrzymania tego wszystkiego w pęcherzu, tylko właśnie wypicia dwóch litrów wody.

  36. wiadomo 23/08/2015 at 00:10

    Kanionku, czy dostałaś moją odpowiedź na mejla parę dni temu?

    • kanionek 23/08/2015 at 18:07

      Wiadomo – chyba mi uciekła Twoja odpowiedź, być może podczas przeprowadzki zawartości konta, przepraszam. Jeśli to nie problem, czy możesz wysłać jeszcze raz? Teraz już adres info@kanionek.pl działa bez zarzutu :)

  37. zeroerhaplus 23/08/2015 at 19:27

    Kanionku złoty, po pierwsze, to ja sobie wy-pra-szam!!! Złote krany!!!
    Po drugie, gratuluję decyzji ze wspornikiem, tylko małe „ale” mi się nasuwa: Może byś tak podała SWIFT czy tam BIC dla zagramanicznych, co pajpala ni mają?

    Fajnie wejść na kanionka.pl po przerwie; usprawiedliwienie przyniosę jutro, muszę też nadrobić czytanie komentarzy, ale to dopiero też jutro… chyba się spalę z niecierpliwości :)

    • kanionek 23/08/2015 at 22:43

      Czyli coś pomyliłam, tak? Złote klamki…?
      A ciągnąc dalej ten złoty wątek – zawsze możesz użyć swojej karty Visa GOLD :D

      A tak całkiem serio – oczywiście i rzeczywiście, zupełnie o tym nie pomyślałam (ostatnio rzadko myślę, jak to zombie), postaram się nadrobić niedociągnięcia w bliżej nieokreślonym terminie. I teraz to JA jestem ciekawa, gdzieżeś bywała, gdy Cię nie było?

      • zeroerhaplus 24/08/2015 at 16:53

        Hyhy visa gold, nooo, faktycznie :))

        Postanowiłam podejść poważnie do sprawy i przeliczyć, co złote w domu i ogrodzie. Wyszło mi:
        – złotooki, żywe, sztuk trzy (co one robią o tej porze w chałupie?),
        – na złotym podziale, boską proporcją tudzież zwanym, ramek kilka na zdjęcia opartych,
        – parę złotych myśli, ale to nie nasze, tylko pożyczone,
        – złote oczy mojego kochanego kocura,
        – złota rączka – raz małżonka, raz moja.
        Złotych polskich brak, ale za to sześćdziesiąt trzy grosze mam, może być? Gronkowca złocistego nie stwierdzono. Ale za czterdzieści lat będziemy obchodzić złote gody, jak dożyjemy. Wtedy porozmawiamy poważnie :)

        Gdzie bywałam, ach gdzie? Nigdzie :) To znaczy nie nastąpiła żadna zmiana miejsca, chciałam powiedzieć. Historia jest prosta: lato jest u nas czasem odwiedzin krewnych i znajomych króliczka, znaczy się, że nas odwiedzają. I zawsze staram się zapewnić odwiedzającym jakąś rozrywkę. A to wody braknie, a to powódź dookoła, takie tam. Tym razem tak się starałam usprawnić zasięg internetu w obejściu, że aż szlag trafił całą sieć. Chcąc naprawić swój błąd drążyłam tak głęboko, że aż się formatowania dysku dokopałam ;)
        Wczoraj nasz komputer zaczął działać ponownie :))
        Ot, zdarza się :)

        • kanionek 24/08/2015 at 17:10

          Zapomniałaś, że jeszcze przed złotymi godami czeka Was złota jesień życia, czy jakoś tak :D
          No, to sobie gruntowne porządki w kompie zrobiłaś. A kiedy piszesz o braku wody lub powodzi, że już nie wspomnę o łapaniu zasięgu w siatkę na motyle, to… zupełnie nie wiem, co mi to przypomina :)

          • zeroerhaplus 25/08/2015 at 08:39

            Masz rację, złociutka!
            (weź mnie puknij, to nie tak łatwo przestać)

  38. diabel-w-buraczkach 24/08/2015 at 13:18

    Ogórka nie ma?? Sa naprawde tereny, gdzie tego nie ma na tony? Bo ja myslalam, ze to tsunami z mizerii, lawina kiszonych i ogólny zalew podluznych obiektów o zielonej skórce jest powszechny! Moi rodzice, dysponujacy 1 mala grzadeczka, wiadrami rozdaja na prawo i lewo i maja juz ogórczane koszmary w nocy…

    • kanionek 24/08/2015 at 17:18

      No widzisz, jaki ten świat niesprawiedliwy? W ubiegłym roku wybrałam 30 najładniejszych sadzonek z osobiście dopieszczonej rozsady, a zostało mi się może sześć. Ogórków zebrałam może 15 kg. W tym roku sadzonek było około pięćdziesięciu, z czego obecnie w ogrodzie ledwie żyje parę rachitycznych roślin długości do metra, a ogórków zebrałam też piętnaście, ale sztuk. A połowa z nich gorzka. I w ogóle podobno nasze władze zastanawiają się nad ogłoszeniem stanu klęski żywiołowej. Tyle, że u mnie ogórki, prócz suszy, muszą też znosić ataki szkodników (ślimaki, przędziorki i inne żarłoryje), bo nie pryskam, a w ogrodzie bywam w tym roku raz na dwa tygodnie. Dynia za to poszła w siłę, opanowała połowę ogrodu, a jeden z jej owoców już chyba waży więcej, niż ja. Ale Twoim rodzicom też nie zazdroszczę, bo jak się ma za dużo, to się człowiek martwi, że się zmarnuje, i też kłopot :)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa