Głupi ma szczęście, czyli żeby wygrać trzeba grać – w inkubator sportowy

W dzisiejszym odcinku miało być o czymś innym, ale jak zwykle będzie o czymś innym. To znaczy w ogóle miało nie być dzisiejszego odcinka, albowiem Kanionek powinien był montować siatkę przeciw owadom w uchylnym okienku koziarni, ale zaczął padać deszcz i zamiast siatki zrobiłam inkubator. I oczywiście MUSIAŁAM Wam go pokazać, no bo jak się już zaczęło prowadzić życie, za przeproszeniem, publiczne, to trzeba ujawniać z tego życia szczegóły, prawda?

No to tak. Jajka sztuk piętnaście przez ponad tydzień zbierane, z nabożeństwem do pudełka odkładane, dłużej czekać nie mogły, więc się w końcu wzięłam i zrobiłam ten inkubator. Wykonany w niespełna godzinę, staropolską metodą “na odpierdol”, inkubator wygląda tak:

inku2

(Oczywiście żeby zrobić profesjonalny inkubator, to trzeba mieć termostat, czujniki temperatury, wiatraczki do wymuszania obiegu powietrza i różne takie, ale że ze mnie inżynier jak z koziej… jak z grzejnika harmonia, to mam taki inkubator, o jakim nie śniło się filozofom w najgorszych koszmarach. No ale nie psujmy sobie tej uroczystej chwili jakimś miałkim narzekaniem.)

Kabina wykonana została z kartonu, który akurat miałam, bo ciągle zbieram kartony, choćby po to, by w nich wysyłać ser (przy okazji – do końca lipca nie biorę już żadnych zamówień, bo więcej nie wydoję). Szczęście głupiego chciało, żeby pokrywka z innego kartonu (dokładnie po avocado, które ostatni raz jadłam 20 lat temu i to tylko dlatego, że dla legwana kupiłam) idealnie pasowała na karton główny, zwany odtąd kabiną inkubatora.

Kupiłam dziś ceramiczną oprawkę do żarówek (1,60 zł), kabel z przełącznikiem (6,50 zł) oraz żarówkę 60W (dlaczego tyle? bo głupiego szczęśliwe oko taką sobie na oko wybrało) za jedyne 1,50 zł, i połączywszy wszystko w jedność uzyskałam strop z oświetleniem. Proszę zwrócić uwagę na zmyślnie przepleciony przez naturalnie występujące w kartonie otwory kabel – w ten sposób unikamy niepożądanego przesuwania się kabla i opuszczania żarówki w jajka, prawda.

pokrywa inku

pokrywa inku2

Co my tam jeszcze mamy w kabinie inkubatora. Na dnie zaległ gruby na 5 cm styropian (ponieważ myślałam, że inkubator będzie stał na podłodze, ale szczęście idioty znów mi dopisało i inkubator idealnie mieści się we wnęce regału, który w ubiegłym roku przytargałam sobie z garażu), na styropianie cienka warstwa słomy (no nie wiem, żeby tak swojsko było?), a na słomie kawałek siatki wolierowej, po to by jajka ładnie i równo się układały, a nie grzęzły w tej słomie, krzywo i niechlujnie, jak menel w autobusie.

No i szybka w tym piekarniku – znalazłam w moich starych rupieciach do budowy terrariów taki prostokątny kawałek pleksi i zamiarowałam go zużyć na załatanie dziury w zbiorniku na deszczówkę (którą to dziurę zrobiłam sama, skuwając lód na powierzchni wody zimą, gdy z takim impetem wbiłam w lód stalowy pręt, że przebił on warstwę lodu, dno zbiornika, Ziemię na wylot i jeszcze dźgnął jakiegoś Bogu ducha winnego Chińczyka w tyłek), ale ostatecznie mam przecież drugi zbiornik, którego obecnie używam, więc kawałek pleksi poszedł na wizjer inkubatora. Jak go zamontowałam? No przecież, że taśmą! Obustronnie klejącą, ma się rozumieć. Otwór pod okienko wycięłam mniejszy od szybki, nakleiłam wzdłuż boków otworu taśmę, na nią tę szybkę, i włala! Wszystko widać, jak w telewizorze.

szybka w inku

No to przystąpiłam do pomiaru temperatury wewnątrz, przy zapalonej żarówce. Oczywiście w Unii Eurowiejskiej nie ma już “zwykłych” żarówek, więc moja nazywa się “żarówką wstrząsoodporną, nie do użytku domowego”. Ale do inkubatora nadaje się jak znalazł, a jeśli kurczaki tuż po udanych lęgach zrobią sobie w inkubatorze huczną imprezę, to żarówka wstrząsoodporna będzie sobie dłubać w nosie i całkiem nic z tych przytupów nie robić.

I mówię Wam, że szczęście głupiego lepsze jest o niebo od takiego na przykład urodzenia w czepku, bo pod czepkiem pocą się włosy, a szczęście głupiemu nic, tylko cały czas dopisuje, tak jak mi. Cóż się bowiem okazało – po dwóch godzinach naświetlania słomy, siatki i termometru, uzyskałam w kabinie temperaturę 42 stopnie Celsjusza. Tak, to oczywiście ciut za gorąco dla kurczaków, ale od czego są otwory wentylacyjne? Dźgnęłam karton kilka razy zatemperowanym ołówkiem i wkrótce było dużo lepiej, bo 38 stopni.

Dla powodzenia sztucznej inkubacji znaczenie ma również wilgotność powietrza wewnątrz inkubatora, i tu już muszę całkowicie zdać się na łut szczęścia, bo higrometru nie mogę nigdzie znaleźć. Może go kiedyś zepsułam i wyrzuciłam. Oprócz łutu przyda mi się również odpowiedzialne i rzetelne podejście operatora Energa SA do umownej obietnicy świadczenia usługi nieprzerwanej dostawy prądu, no i tu już nie wiem, czy jestem wystarczająco głupia, by na tyle szczęścia zasłużyć.

A skoro jesteśmy przy prądzie – jeśli jesteście tak niewymownie ogarnięci w temacie elektryki i energii elektrycznej jak ja, to cieszcie się, że głupi prócz szczęścia może jeszcze liczyć na Internet. I gdybyście się chcieli kiedyś dowiedzieć, ile zapłacicie za 21 dni grzania jaj żarówką, to tu jest bardzo uczynny kalkulator: uczynny kalkulator.

A jeśli nie wiecie, ile płacicie za 1kWh, a kalkulator żąda takich niedorzecznych danych, to tu jest aktualna tabelka z cenami różnych dostawców prądu: aktualna i bardzo uczynna tabelka

No i z tabelki mi wynikło, że jadę na taryfie G11 oraz że płacę 0,62 zł za jedną kilowatogodzinę, i gdybym grzała jaja non stop przez cały miesiąc, to zapłaciłabym za to 26,78 zł. Ale że będę je grzać tylko przez 21 dni, a przecież MUSZĘ wiedzieć dokładnie ile zapłacę, to używając nie tak już skomplikowanej matematyki – pomnożyłam i podzieliłam co trzeba, wpisałam nowe dane do kalkulatora oszukując system, który liczy koszt miesięczny, i wyszło mi 18,75 zł. Sumując koszt ogrzewania i koszt zakupu żarówki z kablem otrzymałam kwotę 28,35 zł. Zważywszy na to, iż jedna zielononóżka kosztuje średnio 17 zł, to jeśli wyklują mi się choć dwie, będę się cieszyć jak głupi do sera. A propos sera – znacie to powiedzenie, że szewc bez butów chodzi? No to wiedzcie, że ten, kto robi ser, chodzi bez sera, a nawet bez mleka. Czy już wspominałam, że do końca lipca żadnych nowych zamówień nie zrealizuję? A oszustka Bożena, wbrew swoim zapowiedziom, daje zamiast więcej – coraz mniej mleka. No ale tak to jest ze starymi kozami, co już z niejednego podwórka stare buty jadły, a przy okazji nażarły się jakimś cudem rozumu.

No ale wróćmy do mnie i mojego wspaniałego prototypu masowej wylęgarni. Po tym, jak kilka razy chciałam się dostać do środka inkubatora, i za każdym razem musiałam zdejmować ciasno spasowaną pokrywkę z majtającą się żarówką, poszłam po rozum do głowy, i znalazłszy jakieś tam nędzne jego resztki, wymyśliłam taką oto z boku klapkę:

klapka

klapka2

Klapka wycięta nożykiem do tapet, a sznureczek klapkę odwodzący składa się w całości ze starej smyczy od telefonu. Jak to czasem dobrze mieć dom pełen nieprzydatnych gratów, z których można zrobić całkiem w pytkę inkubator. W następnym odcinku: bomba domowej roboty z odpadków kuchennych, sody oczyszczonej i przepalonego bezpiecznika, oraz mikser ze sznurka i starej klawiatury. A klapka jest po to, by dłoń przez nią wsunąwszy można było jajka codziennie dwa razy obrócić, co podobno kura robi i człowiek też musi (na pewno widzieliście, jak faceci czasem łapią się za okolice rozporka i tak jakoś dziwnie przy tym gmerają. No, to już wiecie dlaczego – jajka trzeba obracać.)

PS. A jeśli, nie daj bób, w dwudziestym pierwszym dniu szczęście mnie opuści, i nic mi się nie wykluje, to będę robić interesy z Żozefin i jej jedyną kurą, która chce wysiadywać jajka. A przynajmniej w tamtym roku chciała. A jeśli i z tego nic nie wyniknie, to pójdę w końcu wypełnić ten kupon lotto, bo podobno żeby wygrać, trzeba grać – WIEDZIELIŚCIE O TYM?

PPS. A że mi się trochę nudziło w oczekiwaniu na wyniki pomiarów temperatury, to dla jaj narysowałam na kartonie kurczaki. W konkursach malarstwa jaskiniowego brałabym pierwsze miejsca, jak muzułmanin żony. Czyli bez umiaru.

inku jaskiniowy

jajko i krzyżyk

inku3

PKS. A jeszcze Aguti mi wysłała tę fotkę z kozłem, który chciał ją obedrzeć z sukienki, a że zdjęcie bardzo ładne, to postanowiłam opublikować, nawet jeśli przyćmi blask i odbierze całą chwałę mojemu inkubatorowi. Oto przed Państwem Aguti, sukienka, i Czarny Charakter:

Aguti z koziołkiem

No bardzo mi się ta fotka podoba :)

 

 

 

 

90 thoughts on “Głupi ma szczęście, czyli żeby wygrać trzeba grać – w inkubator sportowy

  1. Modra 09/07/2015 at 00:54

    O jaaaa cięęę! Ależ popis inżynierskich zdolności!
    Podoba mi się pies stróżujący w inkubatorze pod postacią termometru. Tu Rudy Ryj nie miałby szans :-)
    A krzyżyki na jajkach to czemu służą? Czy to znak nawigacji dla kurczaka, gdzie ma dziobnąć skorupę – jak już postanowi się wykluć?

    • kanionek 09/07/2015 at 01:13

      Modra – chyba „popeliniarskich zdolności tandetnej sztuki prowizorki” chciałaś napisać ;) A krzyżyki, to tak jak Shal napisała – żeby gupia kwoka widziała, że obróciła. Po drugiej stronie namalowałam kółka…
      A wiesz, gdzie kurczak dziobie, żeby wyjść z jajka? Każde jajko ma „ostry” i „tępy” koniec. No i w tym „tępym” jest tzw. komora powietrzna, oddzielona od zawartości jajka cienką błonką (ona się powiększa w miarę rozwoju zarodka i ubywania białka i żółtka). No i kurczak najpierw przebija dziobem tę błonkę, żeby zaczerpnąć powietrza, a później wali w skorupkę, właśnie w tym „tępym” końcu :)
      E-mail dotarł?

  2. shal 09/07/2015 at 00:55

    Nie dość,że piękny,to jeszcze jakże funkcjonalny ten inkubator.Życzę 15 nowych dzieci,bo wiesz,że świeżo wyklute pisklęta jako pierwszą istotę zobaczą Ciebie i będą za mamę uważać.

    • kanionek 09/07/2015 at 01:15

      Kozy, kury… Jestem matką uniwersalną, różne dziadostwo się już za mną ciągnęło ;) Oby coś z tego wyszło, bo jak już wyjdzie, to dalej damy radę. Dzięki, Shal :)

  3. shal 09/07/2015 at 01:00

    Krzyżyki są po to żeby kwoka wiedziała,czy dane jajo było odwracane w kolejnym cyklu.No i oczywiście dla kurczaków ,żeby równo stukały się wykluwając.

  4. Izabelka 09/07/2015 at 08:16

    Już na sam pierwszy rzut oka widać zdolnego projektanta. Inkubator Kanionku Twój, do złudzenia przypomina najlepsze (pod kątem sprawności, niekoniecznie wzornictwa) piecyki do pieczenia ciast! Tylko takiego pokrętła mi z przodu brakowało, co to otwiera front by blachę włożyć.
    Jedno pytanie mi chodzi po głowie: czy Uni kury nie nakazujom oznakować jakoś? Jak zakolczykowane kozy? Pierścionki na kurzych stopkach? Głupio pytam, ale mnie sie widzi, że Uni wszystko muszom mieć zaksiengowane…

    • kanionek 09/07/2015 at 14:52

      Ha, ha :) Dzięki, Izabelka. Na szczęście nie – Uni się kurczaków jeszcze nie czepiajo, ale kto wie co będzie za kilka lat?
      A pokrętło się dorobi, gdy po tych trzech tygodniach stanie się jasne jak zapalona żarówka, że Kanionka inkubator nie działa jak należy ;) I wtedy przerobię go na piecyk do drożdżówek, czy coś.

  5. -EW 09/07/2015 at 09:14

    A jak sprytnie wplotłaś wentylację w motyw zdobniczy telewizora. Okoliczności są tak sprzyjające ,że kurza młodzież wystawi Ci tam jakiś teatrzyk. „Kurczę blade” Kurza twarz”, w każdym razie warto zawczasu pokombinować- wiesz kura a literatura.

    • zeroerhaplus 09/07/2015 at 12:37

      „Teatrzyk Zielona Nóżka ma zaszczyt przedstawić…” dokładnie, EW!
      Wiedziałam, że coś mi to przypomina i dzięki Tobie wiem już, co :)

      • kanionek 09/07/2015 at 14:05

        O, to dzięki Wam ja już też wiem, co mi to wszystko przypomina. A tak sobie głowę wczoraj łamałam – co i co? Okienko Pankracego mi się tylko przypomniało, pewnie ze względu na psa z termometru.

    • kanionek 09/07/2015 at 14:48

      -EW – Rany kurczaka! Ja ciągle zapominam, że tu czytają ludzie, którzy potrafią rysować. Pokazuję te bohomazy, a później taki wstyd przed Tobą i Diabłem! :D
      Teatrzyk, jak rany… Nie wiem, skąd Wam się biorą te wszystkie romantyczne wyobrażenia. Wiesz, jak to NAPRAWDĘ będzie wyglądało? To będą dantejskie sceny!
      „-Gdzie są nasze ziarka!?
      – Ty, Felicjan, posuń się konusie, bo w łeb dam!
      – Weź się, Kartoniuszu Żałosny, sam posuń, a w łeb to ja też dać mogę dać!
      – Ja, KARTONIUSZ? Niedojdo nieopierzona, ty lepiej spójrz na swoje nogi. Kto ma takie nogi? Zielone, jak u chwasta!
      – Sam się chlastaj! Moje nogi to moja sprawa, panie, a jak mówię się posuń, to mówię. Czy ta żarówka musi tak grzać? I kiedy pójdziemy do lasu?”

      Za dobrze znam ten kurzy naród, żeby się laurki i teatrzyków spodziewać ;)

      • Bisia 09/07/2015 at 14:59

        Ja sie tak nie bawie, ja uzalezniona jestem totalnie, a mialam sie greckiego tylko uczyc z tego ustrojstwa co do Ciebie teraz pisze. A tylko sprawdzam czy nowy wpis / komentarz jest.
        Dyskusja pomiedzy nienarodzonymi genialna

        • kanionek 09/07/2015 at 15:05

          Bisia, ale jak to – greckiego? Tam teraz straszno i niepewnie. Nawet na wakacje. No chyba, że mus. A te literki przedziwne już masz opanowane? Jacie :) To ja korzystając z przerwy w deszczu idę skrobać okolice koziego okienka, i nic już nie będę pisać, a Ty się ucz :)

          • Bisia 09/07/2015 at 15:40

            Ja z tego drugiego greckojezycznego kraju w UE pisze do Ciebie. Jeden kryzys juz mielismy, teraz nie jest tak zle. Moze jakos przetrwamy.
            Greckie literki to pikus, czytac nauczylam sie w pierwszym roku ( niezbyt dobrze ale zawsze)natomiast zrozumiec co oni do mnie mowia to ni groma i cho… A teraz gdy „postanawiam poprawe i wiecej grzechow nie pamietam” pojawiasz sie Ty z ze swoimi kozami, kurami, psami i kotami i wynalazkami. No dobra to juz klikne w ta zakladke z lekcja greckiego:'(

          • kanionek 09/07/2015 at 17:24

            No tak, nie pomyślałam o Cyprze, bo najgłośniej jest o Grecji. A tak w ogóle – poza koniecznością nauki trudnego języka – chwalisz sobie życie egzotyczne?

            Tak dla kontrastu – zdążyłam jedynie napełnić 13 butelek deszczówką, podlać co nieco w szklarni, zrobić obchód ogrodu (wiatr złamał najwyższy krzak ogórecznika, truskawki nadal dojrzewają, a w trawie pod płotem znalazłam ukrytą kiść dorodnych malin), sprawdzić temperaturę w inku (37,9 i ani drgnie), umyć jedno okienko koziarni, i już nadeszła burza z gradobiciem, a temperatura spadła do 15 stopni. W sumie to już sama nie wiem, gdzie jest bardziej egzotycznie – na dalekich wyspach, czy tu ;)

          • Bisia 10/07/2015 at 07:23

            Ciekawe gdzie ta slynna wtyczka to umiesci.
            Fakt, teraz krajobrazy z Twoich zdjec i filmikow sa bardzo egzotyczne dla mnie.
            Zycie calkiem calkiem, szczegolnie, ze sie juz przyzwyczailam do wyspiarkskiej „beztroski”. Jak ktos lubi miec wszystko na czas, ladnie poukladne a bledy i nierzetelnosc doprowadzaja do szalu to zdecydowanie … nie polecam.
            No i gdy Ty placzesz, ze 30 stopni w lipcu to bardzo goraco, to my tutaj mowimy o jaki fajny chlodny lipiec :)

          • kanionek 10/07/2015 at 14:05

            A to jednak nie jadę na Cypr :D
            Czy jest takie miejsce na ziemi, gdzie przez cały rok temperatura wynosi od 20 do 25 stopni, czasem pada deszcz, a czasem nie, i dodatkowo nie ma tam trzystu kąsających owadów na metr sześcienny powietrza? Jeśli jest, to pakuję kozy i jadę.

          • zeroerhaplus 14/07/2015 at 21:27

            Podobno na Maderze tak jest…
            Tylko nie wiem, jak tam z owadami. Pewnie mają komary wilekości bombowców, bo nic nie jest idealne ; )

      • piątka 09/07/2015 at 17:16

        …i koniecznie jeden musi się nazywać Nogi Sterczące Na Przekór w hołdzie wróbelkom, please…

        • kanionek 09/07/2015 at 17:31

          …i oby to nie były Nogi Sterczące Do Góry Ze Sztywnego Kadłubka ;)
          Tak SERIO serio, to nie liczę na sukces za tym pierwszym razem, za to mam nadzieję wyciągnąć dużo wniosków na przyszłość i razem następnym nie dać ciała na żadnym inkubacyjnym polu :)

          • piątka 10/07/2015 at 10:20

            :))) rozsądne podejście, Kanionku, ale chyba masz dobrą rąkę do zwierzyny, skoro z kozami sukces 100%, to może i tu… tfu, tfu, nie zapeszam!

          • kanionek 10/07/2015 at 14:16

            No tak, ale kóz nie musiałam wysiadywać. Chociaż… Tyle się z nimi nasiedziałam zimą w koziarni, że trochę jakbym je wysiedziała ;)

      • -EW 14/07/2015 at 11:51

        Kanionku! A czy znasz jedną z najśmieszniejszych książek świata pod tytułem „Jajko i ja” Betty McDonald? Bo tam też jedna inteligentna kontra ujarzmiana natura.

        • kanionek 14/07/2015 at 13:01

          No nieee, nie znam, a teraz przecież będę musiała poznać! Jeszcze nie przeczytałam „Błogosławieni, którzy robią ser”, że nie wspomnę o „Wodnikowym wzgórzu”, a tu kolejna pozycja. Ale dzięki za podpowiedź, -EW, bo jeśli zabawna, to mi się przyda, dla podniesienia morale :)

          • -EW 14/07/2015 at 23:44

            To jest stara dosyć książka. Pisana w latach 40. Zobaczysz okład na udręczoną pracami gospodarskimi duszę. Sam patron Teatrzyku Zielona Gęś pisał do Natalii:
            A absolutnie nam niczego dowieść
            nie będzie mogła żadna jędza zła.
            I znowu razem przeczytamy powieść
            „Jajko i ja”

  6. pluskat 09/07/2015 at 09:26

    No, cos pieknego, ja bym tam przez caly dzien gapila sie w taki telewizor. Jak juz Kanionek cos zrobi… Trzy tygodnie, mowisz?

    • kanionek 09/07/2015 at 14:36

      No właśnie, trzy tygodnie! Wydaje się tak strasznie długo. Też się gapię, bo maniakalnie sprawdzam temperaturę. Okazuje się bowiem, że jak każdy prototyp, i mój inkubator wymagał kilku poprawek. Dziś rano przypomniałam sobie, że przecież stacja pogodowa małżonka ma wbudowany higrometr, więc wcisnęłam toto do środka, i – o zgrozo! – pal diabli higrometr, bo termometr pokazał 41 stopni. I czy ja wpadłam w panikę? Oczywiście, że wpadłam w panikę! No ale okazało się, że całkiem niepotrzebnie. Po prostu czarna obudowa stacji się nagrzała i wskazanie termometru było fałszywe. Po małym przemeblowaniu okazało się za to, że temperatura jest… za niska. Tylko 36,1 stopnia. A ponieważ zarówno stacja, jak i termometr z pieskiem się nagrzewają i nie mówią prawdy, to wetknęłam przez dziurkę wentylacyjną sondę termometru do mleka – sonda ma 15 cm, czujnik temperatury jest na samym jej koniuszku (wiem, bo termometr JUŻ się zdążył raz rozlecieć, i musiałam go sklejać), telewizorek z wyświetlaczem pozostaje na zewnątrz inkubatora, więc wskazanie termometru do mleka jest najbardziej wiarygodne. No i wskazanie wskazało 36,5 stopnia, czyli nadal za mało. Pokombinowałam z wysokością zawieszenia żarówki i otworami wentylacyjnymi i już jest OK. Za to wiem, że w nocy nie było prądu, bo budzik elektroniczny mi się zrestartował, no i to by było na tyle, jeśli chodzi o rzetelność Energi SA ;)

  7. Iwona 09/07/2015 at 10:00

    Po tygodniu komora powietrzna powinna być też wyraźnie widoczna, pod światło. Niech Ci wysiedzi całą 15. Pomysłowy Kanionek powinno się mówić, nie Dobromir. A wiesz, że „kurdybanek” zastąpił w moim słowniku inne słowo na „k”, jakoś podpasował :-D

    • kanionek 09/07/2015 at 14:23

      Tak, komorę malutką nawet już teraz widać, jak się od boku jajka poświeci, ale wiem, że ona będzie się powiększać. Kurdybanek, mówisz? Dla mnie jednak zbyt zdrobniałe to przekleństwo. Za to widzę siebie, jak wołam do kogoś: „ty kurdybanie cuchnący!”. Tak, tym możnaby już kogoś obrazić :)

  8. bila 09/07/2015 at 10:02

    Imponujące! Tak właśnie powstają genialne wynalazki. Jak wiem, że inkubator już wynaleziono, ale TAKI INKUBATOR? Jestem zwolenniczką recyclingu w różnych postaciach i Twoja pomysłowość jest niezrównana. Fotografuj, proszę, czasem okienko tego telewizorka, ja już się szykuję na oglądanie serialu. Albo, tentego, historyjki obrazkowej. Lubię:)
    Też mi się podoba to zdjęcie.

    • kanionek 09/07/2015 at 14:19

      O tak, recykling to zdecydowanie ładne określenie dla zbieractwa i lepienia prowizorek ;) Mogę fotografować, tylko wiesz… Tam się nic nie będzie działo przez bardzo długi czas :) No chyba, że znó wyciągnę te nieszczęsne kredki. A wiecie, że Chińczyk nie dał w kredkach czerwonego? I w ogóle to nie kredki, tylko takie grube walce tłusto mażące – niby że świecowe, ale rozmazują się jak margaryna i nadają się chyba tylko dla dzieci, do mazania po ścianach i asfalcie (czy dzieci jeszcze rysują po asfalcie?).

  9. aguti 09/07/2015 at 11:14

    Jezusie Nazareński, jestę celebrytkom!!! Kanionek mię na blogu umieścił! Znaczy się – bywam na salonach! :D
    Inkubator odebrał mi mowę, co nie zdarza się wcale zbyt często :) Ja mam dwie lewe ręce do wszystkiego i wzorem swojego byłego męża (tfu!) wolę kupić „nowe, gotowe” niż zrobić coś z niczego, bo i tak mi nie wyjdzie. W zasadzie powinnaś ten wynalazek opatentować – jeszcze być profity ciągnęła :D

    • kanionek 09/07/2015 at 14:15

      O tak. Myślę, że nie miałabym również problemu z uzyskaniem atestów i certyfikatu bezpieczeństwa :D
      Takie zdjęcia, jak Twoje, są ozdobą tego, ekhem, wątpliwego salonu, więc ten. A czarny kozioł – pierwsza klasa. Te uszy, te rogi, ta maść i ten połysk. I typowo kozie skupienie na tym, co człowiek ma dla niego w dłoniach :)

  10. mitenki 09/07/2015 at 11:32

    Nie mam czasu, gdyż albowiem pędzę w świat, ale napiszę…

    Najlepszy inkubator jaki kiedykolwiek widziałam!!! W PYTKĘ!!!

    • kanionek 09/07/2015 at 14:08

      Dziękuję, Mitenki, choć już pewnie tego nie przeczytasz, pędząc przez świat. Jak wrócisz, zdaj relację co, gdzie i jak na tym świecie, bo ja nosa poza inkubator teraz nie wystawię ;)

      • mitenki 13/07/2015 at 03:45

        Już to chyba kiedyś tu pisałam – jesteś Kanionku jak Adam Słodowy i MacGyver w jednym :D Na Twoim miejscu nie poprzestałabym na jednym urządzeniu, ale wypuściła w świat całą serię – „Kanionkubator na każdą kieszeń”. Ekologiczny, tani w zakupie i eksploatacji, nie ma problemu z częściami zamiennymi, ciekawa stylistyka. Czego chcieć więcej?
        Chyba tylko 100 % wykluwalności :)
        Co tam w świecie? Ano jakiś mniej przyjazny się zrobił odkąd zasiliłam szeregi bezrobotnych. A dodatkowo – jako że nieszczęścia chodzą parami – sypnęło się zdrowie. I tak sobie krążę między przychodnią a urzędem pracy. Nic ciekawego…
        Wysyłam Ci coś emalią :)

        • kanionek 13/07/2015 at 14:02

          Janusz Słodowy i MacProwizorka – wszystko w osobie jednego Kanionka ;)
          „Kanionkubator” – podoba mi się. Tradycyjne inkubatory trzeba dezynfekować (bodaj po każdy lęgu), a w moim sprawa jest prosta – wystarczy nowy karton!
          I masz rację – percepcja się zmienia wraz z punktem siedzenia, a zdrowie bardzo lubi się psuć w najmniej odpowiednich momentach. Utrata pracy i zdrowia wiążą się często ze sobą, bo gdy siada psycha, to i ciało reaguje. Oby nic poważnego, Mitenki, a ja Ciebie mogę jedynie zapewnić, że to wszystko minie, przewali się, jak szarańcza przez pustynię, i będzie lepiej, tylko zaciśnij zęby i przeczekaj.

          • kanionek 13/07/2015 at 14:08

            Aha, Mitenki! Dziękuję za e-mail, odpowiem najprawdopodobniej wieczorem, bo już robota mnie wzywa, a w ogóle nie mogę się doczekać listonosza z klawiaturą, bo to kopiowanie literek mnie wqrwia. Powiem tylko – fajnie to zrobiłaś :)

          • mitenki 14/07/2015 at 13:40

            Wiem że minie, gdyż jak to powiedział pan Lec – „Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija.”
            Odpisuj, odpisuj, bo powstają następne. I wciąż będą powstawać, póki nie powiesz „mojaś ty najpiękniejsza” :D

          • kanionek 14/07/2015 at 14:28

            Ta z przekrzywioną głową – śmiechłam! Mitenki, PRAWIE Ci obiecuję, że dzisiaj odpiszę. Zabezpieczenie na porodówce już zrobiłam, niedługo przekłądam ser do foremek, potem tylko ściółka w koziarni i podlewanie w szklarni (200 litrów wody złapane w butelki – ha!), i jeśli nic nowego nie wyskoczy, to odpowiem :) I NAPRAWDĘ wielkie dzięki, Mitenki :)

  11. pluskat 09/07/2015 at 12:35

    moze zrobimy inkubator sportowy?
    ja obstawiam 4 zbuki, 8 dziewczynek, 4 rosoly

    • zeroerhaplus 09/07/2015 at 12:41

      Super pomysł! :)
      6 zbuków, 6 dziewczyn, 3 kogutki
      Jak wygram, zrobię sobie jajecznicę ;)

      • kanionek 09/07/2015 at 14:04

        Jacie!!! NIE POLICZYŁAŚ JAJEK NA ZDJĘCIU? Zeroerha, natychmiast odejdź od tego gara, w którym mieszasz podejrzane zielsko, bo musiałaś się nawdychać szkodliwych oparów i nie jesteś sobą :D
        Ale to szesnaste jajko dorzuciłam sama nie wiem po co – najmniejsze jest, wyciągnięte jakieś wzdłuż, i jeśli w ogóle coś z tego wyjdzie, to najpewniej dżdżownica. Obstawiasz dżdżownicę, czy szklana kula podpowiada Ci coś innego? Ciekawam :)

        • zeroerhaplus 09/07/2015 at 18:16

          Ajjjjajaj, jaj, jaj nie policzyłam, jak to tak ;))
          Nieee, no słowo daję, ktoś dołożył przed chwilą, przecież było piętnaście :)
          Szesnaste w takim razie typuję na tasiemca. Będziesz celebrytkom (nie mylić z celebrytką, którą się potem sama staniesz) na gramy (centymetry?) sprzedawać i zostaniesz sławną i bogatą hodowczynią tasiemców.
          Albo może Ci zapełzło jakieś węże jajeczko do inkubatora? Jak już terrarium, to może choć jeden wężyk się przemyci? Dasz mu potem na imię Pankracy :)

          Zmieniam typowanie: 6 na jajecznicę, 6 panien, 3 chłopaki, jeden wonsz.

          • kanionek 09/07/2015 at 22:35

            Wonsz Pankracy
            co z kurczakiem z jednej jadał tacy
            w nosie miał innych wonszów zwyczaje
            gdyż od dziecka był kurzym jajem

            No właśnie nie wiem, jak się tym celebrytkom tasiemce sprzedaje, ale chyba na jajeczka :)

          • zeroerhaplus 10/07/2015 at 00:10

            :D
            Celebrytkom na wagę, celebrytom na jajeczka =)

          • kanionek 10/07/2015 at 14:25

            No weź, ja to sobie zaraz wszystko wyobrażam! Pełzające po jajkach celebrytów tasiemce… I zaraz mi się odechciewa dzikiego seksu z Johnem McGinley.

    • kanionek 09/07/2015 at 14:06

      Wy to jednak optymistki jesteście :)

      • bila 10/07/2015 at 10:09

        OOO to ja też obstawiam! 2 chłopaki, 10 dziewczyn, 2 puste i jeden Bazyliszek, chłe, chłe… Bo one ponoć się z jaj wykluwają. Kogucich.

        • kanionek 10/07/2015 at 14:17

          No dobra, a to szesnaste jajko? Wonsz, jak sugeruje Zeroerhaplus, czy jednak coś innego?

          • Modra 10/07/2015 at 17:57

            Sugeruję że szprotka, po odleżeniu w tym jeb..ckim słońcu od razu w postaci anchois, może być, że okaże się już filetowana..

          • kanionek 10/07/2015 at 18:45

            :D
            Ripka w jajcu? Jak to śpiewał Panasewicz – wszystko się może zdarzyć. Ale jeśli już musi być rybka, to czemu nie złota…

  12. zeroerhaplus 09/07/2015 at 12:42

    Kanionku, jestem z Ciebie dumna :)))
    I to wszystko tak sama?
    Już Ci żona w takim razie nie potrzebna ;)

    • kanionek 09/07/2015 at 13:59

      No żona może nie, ale liczyłam na to, że w naszym związku Ty byłabyś mężem. I taki inkubator zrobiłabyś przy użyciu wiertarki i mądrych przyrządów, a nie jak ja – domek z kartonu to pierwszy lepszy bezdomny umie zrobić ;-P
      I jeszcze musiałabyś zobaczyć moje oświetlenie górne w pokoju – też wczoraj robiłam. Konstrukcja i okablowanie godne szanującego się, hinduskiego miasteczka na zapadłej prowincji… Jestem Księżną Prowizorek, co tu kryć.

      • aguti 09/07/2015 at 14:01

        O, przepraszam! – ja zrobić nie umiem! Przypominam uprzejmie.

        • kanionek 09/07/2015 at 14:55

          A bo widocznie jeszcze nie musiałaś :) Potrzeba jest matką wynalazków, i jak się zdarzy w życiu mus i konieczność, to ta matka wtedy przychodzi i wysiaduje w nas jajo umiejętności ;)

      • zeroerhaplus 09/07/2015 at 18:27

        Noooo…….
        Wszystko przez tę hereto, tfu, heterozygotę, tfu, co ja to chciałam powiedzieć… Może zacytuję mojego brata: „Wiesz siostra, gejem niestety nie można się stać dnia na dzień… ” :))

        A co do prowizorek, to ja bardzo przepraszam, ale o tytuł księżnej bym się pokłóciła….hm.

        Oświetlenie zrobiłaś? Kanionku, zaczynam się o Ciebie niepokoić ;))

        • kanionek 09/07/2015 at 22:39

          No właśnie, nie można, a szkoda. Człowiek miałby jakiś wybór.
          O tytuły nie musimy się kłócić, bo Ty żyjesz przeca w całkiem innym księstwie, i możesz się tam mianować kim tylko zechcesz. A ja w swoim cebulackim grajdołku jestem prawowitą Księżną Na Hipotecznych (a tym samym hipotetycznych) Włościach ;)

        • zeroerhaplus 10/07/2015 at 00:13

          Ta jes, Wasza Wysokość!!! :))

          • diabel-w-buraczkach 10/07/2015 at 12:30

            Musze powiedziec ze Wasza Wysokosc na tych Wlosciach coraz lepiej sobie radzi, olsniewajac nas, maluczkich…
            Serio, Wykluwacz wymiata!

          • kanionek 10/07/2015 at 14:14

            Wolałabym, żeby zamiast wymiatać – wylęgał ;)
            Chyba przydałby mi się jeden z Twoich pięknych, łagodnych Aniołów, co to je tak z bezimiennych i bezdomnych kawałeczków drewna składasz – czuwałby nad tą magiczną stroną przedsięwzięcia, której nie dopilnuje mędrca szkiełko i oko ;)
            A ja z drewna umiem zrobić tylko ogień, jak na przykład przed chwilą, gdy poszłam napalić w piecu centralnym, żeby ciepłą wodę do zmywania garów mieć. Ty anioły, ja ognie piekielne, każdy coś umie, prawda?

  13. ekolandia 09/07/2015 at 13:17

    Wspaniały inkubator. Jako makieta projektowa na wydziale architektury dostałabyś 5 – (minus za kurze freski ludyczne, ale sama forma w pytkę modernistyczna i duże panoramiczne przeszklenie ;)

    • kanionek 09/07/2015 at 13:54

      Ha, ha :) Przyznam, że mi również najbardziej w tym wszystkim podoba się okienko Pankracego – widać to jakaś pozostałość po hobbystycznym budowaniu terrariów.

  14. wiadomo 09/07/2015 at 18:31

    O ja cie, dziewczyny. No co Wy tak, inkubator i inkubator, no owszem, niezly.
    Ale czy nikt nie zwrocil uwagi na ten smaczek o odwracaniu jajek?
    A moze juz o tym wiedzialyscie i tylko ja jak ta glupia …
    Kanionku, nie pamietam, kiedy smialam sie w glos, tak po prostu, dzieki za to.

    • kanionek 09/07/2015 at 22:45

      Alesh proshę :) Ja sama nie wiedziałam, dopiero przy okazji tego inkubatora do mnie dotarło, więc jednak warto uczyć się nowych rzeczy ;)
      Bajdełej, właśnie muszę obrócić jajka po raz drugi. Essu, czy ja będę o tym pamiętać, dwa razy każdego dnia, czyli w sumie 36 razy (bo na trzy dni przed wylęgiem zaprzestaje się tej zabawy w rożen)? Kozy obrócić, jajka wydoić, sery podlać, rozsady uwarzyć, spragnionych nakarmić i głodnych napoić, cztery razy po dwa razy, wiszące dziady, gadające obrazy, chyba mi się we łbie zakręciło, więc idę te jaja obrócić krzyżykiem do góry ;)

  15. Ynk 09/07/2015 at 20:51

    Ale jajki sobie (i nam) robisz! Pudłoturniej kółko i krzyżyk rozgrywany przez Zbuki kontra Rosoły ;-)
    Szacun, szczęka na klawiaturze i bravissimo. Inkubator marki Provizor, seria szare na złote, oprócz swej niewątpliwej praktycznej przydatności ma urok starego radia, co to zielonym okiem niegdyś migało.

    • kanionek 09/07/2015 at 22:51

      :D
      A jeśli w Pudłoturnieju zapadnie remis, dojdzie do jajkoczynów i obrzucania się jajami. Czyli jednak jajecznica ;)
      Miała ci moja babcia piękne, stare radio. Na gdańskiej Oruni, w starej kamienicy, gdzie się w piecach paliło i pod puchową pierzyną spało. A radio szumiało, trzeszczało, i grało… Żebym ja za młodu wiedziała, jaka się na starość zrobię sentymentalna, tobym tamto radio pod pachę i chodu. A tak – nie wiadomo, co się z nim stało. Z prawdziwego drewna obudowę miało!
      Dobra, idę kręcić jajami, jak dyskdżokej na weselu.

  16. mp 09/07/2015 at 23:20

    Jaka prowizorka ??? Jak dla mnie- pełna profeska ! Prototyp do przetestowania, a jak się sprawdzi, to seryjna produkcja ze sklejki i na olx pójdą jak złoto :) Najbardziej podziwiam Twój perfekcjonizm w wyliczaniu parametrów- temperatury, wilgotności , zużycia energii. Ja zazwyczaj idę na żywioł, i na własnej skórze przetestowałam, że nie zawsze głupiemu szczęście sprzyja … Choć nadspodziewanie często :)

    • kanionek 10/07/2015 at 14:09

      Żywioł zdarza się i Kanionkom, ale tutaj sprawa jest nie tylko pilna, ale i delikatna. W końcu jajek coraz mniej, Rudy Ryj zacieśnia kręgi, i trzeba się spieszyć, jednocześnie bacząc, by bezcennych jajek nie zmarnować (moje święte jajka!), stąd to laboratoryjne zacięcie ;)
      No dobra, jestem pedantką („pedant, szczególarz, dobrze….”).

      • Ania W. 10/07/2015 at 21:15

        „Vabank”! I coś jeszcze muszę dopisać, bo tak mam komęt tu szort…

        • kanionek 10/07/2015 at 23:02

          Tak jest! :D

  17. wersja druga 10/07/2015 at 10:15

    jacie! mnie to się nawet patyczaki nie wylęgły, bo nie dopilnowałam wilgotności. więc tym bardziej podziwiam za ambicję i trzymam kciuki za pomyślność :)

    • kanionek 10/07/2015 at 14:21

      Dziękuję, Wersjo Druga, a z patyczakami i nie tylko to czasem tak jest, że im bardziej człowiek się stara, tym mniej z tego wychodzi. Wystaw sobie, moja koleżanka z podstawówki miała patyczaka, takiego prostego, bez falban i farfocli na nogach. No i trzymanie go w słoiku szybko jej się znudziło, a że patyczak lubił żreć trzykrotkę (bardzo popularna roślina doniczkowa za czasów mojej młodości), to go po prostu posadziła na jednym ze zwisających pędów, i on tam sobie siedział i żarł, od czasu do czasu zmieniając pozycję. Jakież było jej zdumienie, gdy po kilku miesiącach miała już w domu dziesiątki patyczaków! Widać dzięki dużej ilości roślin doniczkowych miała tę wymarzoną przez patyczaka wilgotność :)

  18. zerojedynkowa 10/07/2015 at 14:54

    Masz talent Kanionku. Niewątpliwy. I do budowania i do opisywania. „Inkubator” wejdzie do mojej ścisłej czołówki ulubionych Twoich wpisów. Na pierwszym miejscu mam „Kupowanie kitu”, drugie to „zabawa Kotka (?) z wężem” i teraz to. No, dla mnie bomba!
    Ale ad rem. Kiedyś, gdy miałam w domu papużki faliste i moja Świrka złożyła 7 czy 8 jajeczek (wielkości ziarna białej fasoli) mój chłopak zrobił „tester jajeczny” do sprawdzania czy jajeczka są zapłodnione: w tekturze na samym środku wyciął dziurkę (ciut mniejszą od jajeczka). Zapłodnienie sprawdzaliśmy przykładając tester do jajeczka, a jajeczko w pobliże mocnego światła (żarówki na przykład). Pisklaczka po kilku dniach było całkiem dobrze widać. Myślę, że z kurzymi jajkami można postąpić podobnie.
    Życzę Ci 100% zapłodnienia i wyklucia.
    JAJEK oczywiście ;) zapłodnienia jajek i wyklucia piskląt. :D

    • kanionek 10/07/2015 at 16:07

      Dzięki, Zerojedynkowa :)
      Pomysł na prześwietlanie jajek zerżnęłam już z jakiejś strony internetowej, a szczęściem głupiego wszystkie niezbędne elementy do siebie pasują: okienko latarki ma średnicę identyczną ze średnicą tutki od papieru toaletowego, a na końcu tego podświetlanego tunelu idealnie układa się jajko, tym szerszym, „tępym” końcem. Po włączeniu latarki całość wygląda trochę jak lampa solna – jajo całe wypełnia się bladopomarańczowym światłem i ujawnia wszystkie sekrety :)

      • Modra 10/07/2015 at 18:16

        Czy to znaczy, że w tych 16 jajkach zobaczyłaś już Kanionku zarodki zanim wybrałaś je do wylegania? Jeśli tak, to nie powinno być żadnych zbuków chyba? Uprasza się o wybaczenie za ignorancję, ale ja miastowy człowiek jestem :-) Jako dziecko osłuchiwałam jajka przed gotowaniem, bo bałam się, że ugotuje pisklaczka. Wyobraźnia podsuwała mi przerażające obrazy jak zdzieram po kawałeczku skorupkę, potem podnoszę kawałeczek białka na łyżeczce, a tam ukazuje mi się ugotowany mini pisklaczek. Brrrr, co za makabreska. I skąd mi się to brało nie mam pojęcia. Chyba myślałam, ze w każdym jajku siedzi Humty Dumpty. Bo wiecie, że to o jajku jest ?

        • kanionek 10/07/2015 at 18:43

          „Humpty Dumpty sat on a wall.
          Humpty Dumpty had a great fall.
          All the king’s horses and all the king’s men
          Couldn’t put Humpty together again”

          :) A w „Po drugiej stronie lustra” Humpty gada z Alicją. Lewis Carroll to miał łeb jak sklep. 1001 drobiazgów.

          Niestety, nie da się metodą prześwietlania ustalić obecności zarodka (o czym też dowiedziałam się z netu, bo jajkologiem nie jestem), więc mamy tu loterię z prawdziwego zdarzenia :)

          Ech, kto nie próbował dziecięciem będąc ogrzewać jajka pod lampką, w nadziei na słodkiego, puszystego, żółtego kurczaczka? Ale koszmaru z udziałem jajka na twardo nie znam – widać wyobraźni mi nie wystarczyło :D

          • zerojedynkowa 13/07/2015 at 08:54

            Tak od razu po zapłodnieniu to faktycznie nie widać zarodka, ale po kilku dniach – na bank. (To właśnie na fermach kurzych ktoś prześwietla jajka, żeby sprawdzić czy są zarodki – nie mogę sobie tylko przypomnieć w którym dniu od rozpoczęcia wysiadywania.) Nieustająco życzę powodzenia!

  19. kanionek 11/07/2015 at 13:03

    Kozy wydojone, koty i kury nakarmione, gary pozmywane, jajka i sery obrócone, szklarnia podlana, nowa-używana klawiatura zamówiona (bo kolejne litery wyzionęły ducha), teraz czas na sprzątanie w kurniku, dla odmiany, a potem wreszcie ta siatka w okienku. Lipiec w tym roku niezwykle ciekawy – trochę upału, trochę gradobicia, trochę deszczu, a teraz 13 stopni i wiatr łeb urywa. I chyba powinnam przestać czytać o inkubacji jajek, bo się tylko denerwuję, a nic już mądrzejszego w tym moim inku nie wymyślę.

    • EEG 11/07/2015 at 16:02

      To kiedy John przyjeżdża na ten dziki seks? Bo rozumiem, że Ty do NY nie bardzo masz czas… Nie wiedziałam, kto zacz, więc sobie wyguglałam. Po nazwisku człowieka nie znam, no ale się okazało, że z twarzy to i owszem. I -patrz jaki szczęśliwy zbieg okoliczności! – ma w Soho bar bistro do spółki z moim kandydatem namber łan do dzikiego seksu ! Tak, że tego…jak już bedzie jechał, to niech zabierze kolegę. To podjadę tak na sobotę ( w tygodniu niestety pracuję).
      Dwa razy dziennie wchodzę i czytam, nieustająco podziwiam i uwielbiam.

      • Ania W. 11/07/2015 at 21:23

        I niech Boskiego Keanu Reevesa ze sobą wezmą, bo ja z kolei się na niego zasadzam. A masz stodołę, Kanionku? Będziemy tak jak w Skiroławkach? Na sianie? Czy jakieś namioty postawimy…?

        • kanionek 11/07/2015 at 22:51

          Czytałaś „Raz w roku w Skiroławkach”?! Dzięki, że mi przypomniałaś – kolejna książka, którą chciałabym przeczytać jeszcze raz :)
          mam siano na strychu obory, ale dajcie spokój – jak się rozpędzicie z erotycznymi życzeniami, to w USA floty powietrznej zabraknie, żeby te wszystkie życzenia dostarczyć ;)

      • kanionek 11/07/2015 at 22:58

        No więc John mówi, że oni z Willemem jak najbardziej i w ogóle, ale rozumiesz – baru nie mogą tak bez opieki zostawić. Ale kto wie, może po sezonie…? No w każdym razie gorąco pozdrawiają i ślą całusy :)

        • Ania W. 11/07/2015 at 23:03

          Na strychu obory nie może być, bo do romantyki musi być stodoła. I niech te Amerykańce nie wymyślają, tylko wsiadają w drimlajnera i walą do Polski. Pewnie im wprost nie powiedziałaś, że chodzi o dziki seks, tylko coś o kozach nawinęłaś i dlatego się wahają. I powtarzam, BKR-a niech zabiorą, bo ja mam oficjalne pozwolenie od męża, że z Reevsem mogę (ja się zgodziłam na Angelinę dlań). He he, nie przewidział chłop, że my tu taką przedsiębiorczość prowadzimy… Ale czym jest zaimportowanie z USA kilku rębnych chłopów, skoro inkubator chałupniczo wykonałaś!

          • kanionek 11/07/2015 at 23:17

            Czekaj, czekaj… Ty dobrze gadasz. Skoro inkubator zrobiłam, to teraz kolej na urządzenie do klonowania facetów. Po co nam używane oryginały, w dodatku – faktycznie – nie wiadomo po której stronie baru najczęściej siedzące? Wyśle się całkiem niewinną prośbę o autograf i pukiel włosów (póki jeszcze mają), a potem do roboty! Sklonuje się ze dwudziestu najbardziej pożądanych na świecie, i otworzymy wypożyczalnię. To znaczy burdel taki, ale nowoczesny :)

  20. Ania W. 11/07/2015 at 21:28

    EEG i Kanion – a te Wasze chłopaki niech viagrę z NY też wezmą, bo starowate trochę :)

    • EEG 11/07/2015 at 23:03

      Ojtam, ojtam, co to jest 60 lat dla młodego mężczyzny. A Twój Kijanka raptem 9 lat młodszy :) to też niech weźmie.

  21. Ania W. 11/07/2015 at 23:05

    Dziewięć lat robi różnicę :), a ponadto Kijanek jest nieśmiertelny, więc się nie zużywa. A te Wasze to się rozsypują i do tego pewnie jeszcze w tym barze popijają :)

  22. ciociasamozło 14/07/2015 at 13:46

    To ja się do inkubatora sportowego dołączę:
    5 zatrzyma się na pajęczynce, 6 dziewczynek, 4 Rosoły, jeden Pokemon.

    • kanionek 14/07/2015 at 14:26

      Hm. Wczoraj znów świeciłam jajkami po suficie, i powiem Ci, że to chyba ten Pokemon taki leniwy i najwolniej się rozwija. Bo poza nim – wszystkie pajęczynki rosną w siłę :)

      I wiecie co? Klawiatura się sama z siebie naprawiła! Co oznacza tylko tyle, że coś jej się pitoli na stykach, i niedługo zdechnie całkiem. No ale nic, dzisiaj ma przyjść ta nowa-używana.

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa