Jak przyrządzić kota w kapuście, czyli Skarpety Powstańca III

Spójrzcie, spójrzcie
Stoję, ja stoję
Tańczę, ja tańczę
Walczę, ja walczę

(…)”

Siekiera, z płyty “Jak punk to punk”, 1988

 

Znalezione w internetach:

“Goats are like potato chips. You can’t have just one… or two… or three…”

Ja bym to rozszerzyła na koźlęta. Że też są jak czipsy i najpierw chcesz choć jednego, później myślisz – w sumie czemu by nie dwa? A kończysz na całej paczce i jeszcze ci mało.

Tymczasem paczka Tradycji nadal fabrycznie zamknięta, a że od czytania o czipsach człowiek się zaraz głodny robi, to na końcu zamieszczam przepis na gołąbki z kota.

W sobotę było już na tyle ciepło i miło, że chwyciliśmy za kosy i grabie, i zebraliśmy kilka kupek “dzikiej słomy”. Kiedyś już o tym pisałam, ale cierpię na syndrom patefonu i będę powtarzać. “Dzika słoma” to suche badyle, głównie wybujałych na półtora metra pokrzyw, które świetnie się sprawdzają w roli zarówno ściółki ogrodowej, jak i podzwierzęcej. Ścielę nią kurczakom i kozom, a do ogrodu nadaje się po uprzednim podeptaniu na drobne. Łamie się lekko i chętnie, jak górna dwójka na nagryzionym widelcu, jest leciutka i nie grozi zawleczeniem nasion chwastów do ogrodu (pod warunkiem, że wyhodowaliśmy sobie porządne, pokrzywowe pole, a nie jakąś skundloną mieszankę wielogatunkową).

kosy dwie

Kosie, kosiskom i koszeniu zamierzam kiedyś poświęcić cały wpis, bo sporo się napracowałam, żeby opanować sztukę władania tą bronią, zgłębić tajemnice idealnego kosiska (nasze zrobiliśmy sami), że nie wspomnę o klepaniu ostrza (myślicie, że do tego nadaje się pierwszy lepszy młotek?). Opanowanie powyższego jest jednym z niewielu w moim życiu dowodów na to, że jeśli bardzo chcę, to się czegoś nauczę, dlatego koniecznie będę musiała to opisać.

Tu jedna z kupek, wielogatunkowa, więc z przeznaczeniem na ściółkę dla zwierząt:

kupka słomy

Ze wstydem przyznaję, że spuchłam jak zapalenie okostnej już po pół godzinie machania kosą, ale wszystko zrzuciłam na karb zbyt ciepłego ubioru, a przecież nie mogłam się już wtedy rozebrać, bo zaraz by mnie przewiało, prawda. No ale pięć kupek już mamy, a jak się do sprawy przyłożymy, to w tydzień lub miesiąc słomę z całej łąki zbierzemy.

Skoro jesteśmy przy akcentach optymistycznych, to patrzcie Państwo na Atosa:

ja stoję

i walczę

No dobrze, PRAWIE sam stoi, bo trochę się jednak opiera o lewą nogę małżonka, no i nadal nie jest w stanie zrobić jednego kroku naprzód, ale STOI. I jak widać jest bardzo zadowolony. A te dziwne kierpce, co je Państwo widzą na tylnych stopach Atosa, to Psie Skarpety Trekkingowe wersja 3.0, czyli już ze wzmocnieniem warstwy najbardziej narażonej na ścieranie (łatki dżinsowe) oraz oplotem z taśmy izolacyjnej (bo czerwona była taka ładna) zapobiegającej zsuwaniu podczas zasuwania. Bo Antoni już od dłuższego czasu pełza w pozycji przedziwnej: przednie łapy idą normalnie, tylne zasuwają trochę na kolanach, a trochę na skierowanych ku tyłowi stopach. Tak, film by tu wiele wyjaśnił.

No ale przynajmniej nie ciągnie zadu ułożonego bokiem, jak na początku, i coraz częściej unosi cały tył do góry, choć staje na odwiniętych do tyłu palcach. Tu fotka podczas układania się do pozycji leżącej, lub z niej wstawania:

to ja już pójdę

A tak się dzieje, gdy tylne łapy doznają nagłego, niekontrolowanego wyprostu:

albo może usiądę

No i ktoś tu bardzo nie lubi, gdy to nie on jest w centrum uwagi:

co ci zasłaniam

I oczywiście będą również kozy. Tak się pije herbatkę z melisy:

dwie damy przy herbacie

A tak się sprawdza, czy w korytku na porodówce nie zostało aby coś do zjedzenia, gdy się nie chce chodzić dookoła:

zostało coś

Przepierzenie w koziarni okazuje się być bardzo poręcznym wieszakiem na gałęzie świerkowe:

wieszak na gryzaki

wieszak na gryzaki2

To jest jedyna słuszna pozycja podczas lizania kostki solnej z selenem:

dobry ten selen

Natomiast tę z miedzią można już lizać normalnie:

miedź też niczego sobie
A ogonek foksteriera wygląda tak:

psi ogonek

Zrobiliśmy też częściowe, wiosenne porządki w koziarni, to jest małżonek wytargał widłami ciężką masę ubitej słomy ze żłobu, który służy za wagon sypialny, a ja wywoziłam materiał taczką i zrzucałam na małym wybiegu dla kurczaków. Obok rosnącej kupy niezalatującej świeżością słomy zaległ potwornie czymś zmęczony Gonzales, i za nic miał rosnące z każdą przywiezioną taczką ryzyko, że to wszystko zawali mu się na głowę. No cóż. Nam zazwyczaj niewiele trzeba, i w ogóle jesteśmy podli, i tak właśnie narodził się Przepis Na Kota W Kapuście.

Przepis na kota w kapuście. Bierzemy jednego niedużego, leniwego kota (musi być tak leniwy, że nie ruszy się z miejsca choćby gównem padało), okładamy liśćmi kapusty, dodajemy zioła i przyprawy oraz – dla dekoracji – kawałek marchewki. Potem już tylko czekamy, aż nam to wszystko ładnie dojdzie w marcowym słoneczku, i włala!
Dla lubiących odważne kombinacje, ekskluzywna rada Szefa Obory – jeśli gotujecie latem, warto wzbogacić potrawę rozdeptanym pomidorem.

kot w kapuście 1

kot w kapuściee

kot w kapuście

 

PS. Po czym poznacie, który z kolejnych wpisów będzie o narodzinach koziołków? Po tytule. Będzie szedł jakoś tak: Obożeobożeoboże, czyli omójbożejezusmaria.

95 thoughts on “Jak przyrządzić kota w kapuście, czyli Skarpety Powstańca III

  1. mitenki 09/03/2015 at 04:18

    Uśmiałam się, aż się usmarkałam :D
    Atos vel Matos dzielnym kawalerem jest! I niewykluczone, że te nosze któreś w pocie czoła zapewne wyciosała/uszyła itepe, fcale a fcale się nie przydadzą! I tego mu Kanionkowe Kozy życzą!
    I proszę nie robić z poważnego kota waryjata i gołąbków tudzież nie robić! :D Jaj nie robić, bo od jaj to Rosoły som! :D Nie wiem co to za kapelutek ma na dwóch ostatnich zdjęciach, ale przez nie się właśnie usmarkałam :D
    Ja myślę, że post o narodzinach koźlaczków będzie miał zupełnie inny tytuł – „Alleluja!” i dalej co tam będziesz chciała (ja nie mam aż takiej wyobraźni).
    Za to mam kłeszczyn – bo Bożenka rozmiarem talii w niczym nie ustępuje Tradycji, a nawet zaryzykowałabym twierdzenie, że ją przewyższa – więc nie czekasz już na koziołki od niej?

    • kanionek 09/03/2015 at 11:22

      Jeśli chodzi o kapelusik Gonzalesa, to został on wykonany z kapusty i marchewki, a dokładniej: rondo kapelusza stanowi podstawa głąba od kapusty, z wydziobaną w centrum przez kurczaki dziurką. W dziurkę idealnie wpasowany został kawałek marchewki, a dokładniej ta część od czubka :)
      Wszystkie materiały dostępne były pod ręką, gdyż wcześniej wyniosłam kurczakom ścinki różnych warzyw – one mają na wybiegu taki minikompostownik, mający służyć za kopalnię robaków. Na kompostownik wyrzucam wciąż jadalne resztki, obierki itd., a kury co chcą, to zjedzą, a czego nie zjedzą, to się przekompostuje. Cieszę się, że kapelusik sprawił tyle radości, a Gonzales mówi – no ba, ładnemu we wszystkim ładnie :D

      Bożenka. Na „tamtą” ciążę, wyczekiwaną w okolicach listopada i grudnia, to już nie ma co liczyć, bo Bożena jest u nas ponad 5 miesięcy i musiałaby się już rozwiązać. Natomiast niewykluczone, że Andrzej „dał radę” i Bożena jest nosicielką „nowej” ciąży. Ale co do Bożeny to ja się już boję spekulować – ona po prostu zawsze, odkąd ją znam, wyglądała jakby była w ciąży ;)

  2. mitenki 09/03/2015 at 04:29

    I teraz nie wiem, czy na temat innych postów produkować się tutaj, czy grzecznie pisać jak należy pod każdym?

    Hmm… pomyślę o tym jutro, znaczy się w dzień.

    • kanionek 09/03/2015 at 11:23

      Pisz tutaj, jeśli masz ochotę – i tak przecież wszędzie mamy groch z kapustą :)

  3. Lidka 09/03/2015 at 04:58

    Omatkoboska, Antoni powstal!
    Co do wylizywania, to nasz pitbul tez wylizuje kocice Bejbisie, ktora przewraca sie na plecy i tak sie z tego cieszy, ze rozdziawia paszcze i taki dziwny dzwiek wydaje, jak bardzo szybko wydychane a-a-a-a-a-a.
    Tak sie usmialam z golabkow z kota, ze tak jak i @mitenki, az sie posmarkalam. Pozdrawiam goraco.

  4. diabel-w-buraczkach 09/03/2015 at 07:36

    Antoni! :) No pieknie, teraz to juz bedzie z górki, zobaczysz!

    A Gonzalesa to ja rozumiem. Tez sie tak czuje jak wyjdzie pierwsze, wiosenne slonce, takie co juz nie tylko swieci, ale temperature pozadna produkuje. Tez sie klade, najlepiej na plazy, i sie nie rusze, dopóki komara nie przytne w tych cieplych promieniach. U-WIEL-BIAM. Ciekawe czy mój malzonek tez taki zlosliwy wetdy jest i kladzie mi patyki na glowe…

    • kanionek 09/03/2015 at 11:26

      Ja bym ukradkiem sprawdziła, czy nie ma w kompie specjalnego folderu, a w nim zestawu kompromitujących zdjęć z Diabłem w Patyczkach :D

  5. ciociasamozło 09/03/2015 at 10:10

    Kot w kapuście, Diabeł w buraczkach, Atos w skarpetach, Tradycja w ciąży a Kanionek w nerwach ;)
    Nie ma co się nabijać z Gonzalesa, on jest kot-Zen i byle marchewka na głowie jego spokoju nie zmąci. Też bym tak chciała (nie w sensie marchewki na głowie, tylko niezmąconego spokoju). Siadaj Kanionku często koło Gonzalesa, to Ci się może udzieli ;)
    Skarpetki trekkingowe wymiatają!
    Do wzmacniania mozna jeszcze użyć srebrnej taśmy (choc czerwona, izolacyjna jak sądze, też gustowna). Przyszło mi do głowy, że fajny, choć sztywny, małościeralny materiał można uzyskać z jakiejś starej torby sportowej (np. zrobić z tego pokrowiec na obecne skarpety).

    Baardzo chcę historii o kosach i koszeniu! Serio, serio sami żeście kosy robili?!

    • kanionek 09/03/2015 at 11:33

      No właśnie właśnie, taśmę srebrną mam w planie kupić, moze będzie bardziej wytrzymała od tej czerwonej izolacyjnej. Nad pokrowcami też myślę, torby sportoweej nie mam, ale odpowiedni materiał się znajdzie, tylko te moje zdolności krawieckie… :-/
      Samiśmy kosiska robili, Kanionek zimą dwa lata temu kilka długich nocy poświęcił na edukację, i każde z nas ma kosisko dopasowane do wzrostu i długości odnóży ;) Napiszę, ale to będzie długa historia i muszę złapać wenę ku temu ;)

      Ależ mi się udziela, nawet jeśli nie siedzę obok Gonzalesa :D Śpiąca i zmęczona jestem przez cały dzień. Czy to już Zen?

      • ciociasamozło 09/03/2015 at 12:56

        No nie, rycie zaspanym ryjem w byle podłoże nie jest równoznaczne z lotosem na spokojnej tafli jeziora. Jeśli masz to co ja, to to jest wata w mózgu i wewnętrzna telepka a nie Zen. Osobiście dążyłabym do jasności umysłu i odśrodkowego spokoju :)
        No ale może senność i zmeczenie to pierwszy krok wtajemniczenia ;)

        • kanionek 09/03/2015 at 22:08

          Coś mi przypomina, coś mi przypomina, widok znajomy ten. Wata w mózgu jest, a co do telepki – u mnie bardziej tak zwana krótkość nerwu ;) Czyli mam dużo cierpliwości, ale wydawana jest w bardzo małych dawkach jednorazowych :D

          • ciociasamozło 10/03/2015 at 09:36

            Krótkość nerwu! tego określenia mi brakowało! Te jednorazowe dawki u mnie są coraz mniejsze :( . I nerw mi się wyraźnie skraca w obecności Młodego.

            A telepka wewnetrzna jest ze względu na myślotok. Mecząca, dręcząca, niekonstruktywna galopada myśli: co powinnam a czego nie zrobiłam, co nade mną wisi (czasem od wielu lat), a dlaczego tak głupio powiedziałam pani w sklepie pół roku temu…
            I ciągłe poczucie, że napewno zapomniałam o czymś b. ważnym :(((

          • kanionek 10/03/2015 at 20:26

            A mi też pewien młody działa na nerw coraz krótszy. Andrzej się zrobił odważny i dla treningu i wypróbowania nowych mocy rozstawia mi kozy po kątach. Ziokołek oberwał rogami „za darmo”, gdy sobie grzecznie leżał na ściółce, Irena na widok Andrzeja próbuje mi wejść do kieszeni, i tylko Bożena jeszcze ma odwagę mu się postawić, ale najczęściej też ucieka.

            ZNAM TĘ TELEPKĘ! Opisałaś zdzirę na tyle dokładnie, że nie mam wątpliwości, iż to nasza wspólna znajoma. Nienawidzę jej. Czasem ten stan napięcia tak się nakręci, że już nie wiem sama, co mną telepie, a przede wszystkim jak przerwać ten zaklęty krąg, i mam ochotę udać się na zabieg wycięcia płatu czołowego. Mnie to dopada w wersji „na ostro” przynajmniej kilka razy do roku i trwa różnie – od kilku dni do kilku tygodni. Trzymaj się, Ciocia :-*

          • ciociasamozło 10/03/2015 at 22:16

            Trzymam się trzymam bo puścić nie mogę ;P
            Nie wiem czy gorsza forma ostra a jebutna, czy przewlekła ćmiąco-upierdliwa ;)
            Tak czy owak na pohybel zdzirze!

  6. Eli 09/03/2015 at 12:13

    Wpis o narodzinach? Grozisz nam? :D Kanionku a kto Ciebie wtedy z obory wyciągnie ;-)

    • kanionek 09/03/2015 at 22:06

      A po co zaraz wyciągać – już mi małżonek obiecywał łóżko do koziarni wstawić, to i klaptopa sobie tam podłączę :D
      Stay tuned!

  7. pluskat 09/03/2015 at 16:02

    Antos Powstaniec! Kapelusik twarzowy, a Gonzales pewnie niskocisnieniowiec. Dzika slome pewnie trudno kosic i kose trzeba czesto klepac. Ja tez kosze, ale kosa spalinowa. Ciekawa jestem Twoich upraw w slomie, jak sie sadzi? Nie kopie sie ogrodka, tylko robi dziure pod kazda rozsade? A te warzywa, ktore sie sieje?

    • kanionek 09/03/2015 at 21:39

      Dokładnie tak – sadzonki w dziurę w słomie. A siane, jak np. marchew, też w sumie prosto – w rowek w słomie :D
      Ta słoma (i w części eksperymentalnej nr 2 – próchno z lasu) uratowała mój ogród podczas ubiegłorocznej suszy. Nawet trawa w niektórych miejscach podwórka wymiękła i zżółkła, a w ogrodzie, pod grubą warstwą ściółki, utrzymywała się sensowna wilgoć. Podlewałam głównie pomidory, bo w szklarni panowały istne tropiki, ogórki (do tej pory nie wiem, czy to było potrzebne) i te miejsca, gdzie ściółki było za mało. W tym roku warstwę mam już tak grubą, że nie powinna się „zużyć” zbyt szybko. A kapustę np. wysiewałam do tych tekturowych rolek, które zostają po papierze toaletowym, i gdy sadzonki były gotowe, robiłam w ziemi dziurę odpowiedniej średnicy za pomocą kawałka rury pcv, potem siup – tę rolkę z sadzonką do dziury, i dopiero wtedy ostrożnie obkładałam słomą ziemię dokoła sadzonki, no a między rzędami to już łatwizna. Jeszcze sobie dla jaj wysiałam rzodkiewkę pomiędzy rzędami kapusty, tak prosto w słomę bez ceregieli, nakryłam kapuściane pole namiotem z firanek, a gdy któregoś razu przypomniałam sobie o tych rzodkiewkach, były wielkości buraczków ;) I co najciekawsze – soczyste i jędrne, a nie zdrewniałe. Matko, rozpisałam się.

      Najbardziej podobała mi się uprawa sałaty (różnych odmian) w próchnie. Tzn. wysiałam nasiona NA ZIEMIĘ, nie do ziemi, na takim placyku ziemi w kształcie kółka, a potem całość zasypałam kilkoma wiadrami „zrębek” mojej roboty. Wyszła warstwa grubości 3-4 cm. A „zrębki”, z braku prawdziwych, robiłam tak: w lutym i marcu, zanim ruszyła wegetacja, zwoziłam z lasu przy pomocy roweru spróchniałe kawałki drewna. Takie, które rozsypywały się niemalże pod dotknięciem. I potem już w ogródku siekałam je siekierą na drobne, układając gotowy materiał na kupkę. Nasiekałam tego sporo, warstwy grubości 5-6 cm wystarczyło mi na około 10 m2. Plus kółko z sałatą :)

      No i co było w tym fajnego – zrębki trzymały wilgoć jak ta lala, gdy sałaty porosły bardzo łatwo się je wyrywało, a do tego nie były upieprzone piaskiem po deszczu, bo nie miały z piaskiem styczności. Mam gdzieś fotki i obiecuję zamieścić!

      Aha, dziką słomę kosi się łatwo, tylko nasze ugory to teren bardzo nierówny i nie można kosy prowadzić tuż przy ziemi, więc kosi się trochę nienaturalnie, w sensie pozycji. No i klepię tylko raz w roku, a na bieżąco podostrzam kamienną osełką do kos. I to już trzeba robić kilka razy w trakcie koszenia.

      • pluskat 09/03/2015 at 22:41

        Bardzo to ciekawe, jutro ide do lasu po prochno. Taki ogrodek pewnie wyglada troche jak pobojowisko. A jakis wiekszy kompost robisz, czy tylko ten u kurczakow?

        • kanionek 10/03/2015 at 01:26

          Tak, większy kompostownik mam w ogrodzie, tak sobie leży w narożniku. Nic zaawansowanego, metodą Babci wrzucam na niego wszelkie zło: odpadki warzywne, skoszoną trawę, trochę zużytej ściółki od zwierzątek, liście jakieś… Co się nawinie ;)

          Ogródek z początku wygląda dziwnie, bo każdy jest przyzwyczajony do widoku ziemi, a tu jakoś tak… beżowo. Ale gdy wszystko już pięknie rośnie, to widać głównie rośliny i można odetchnąć ;) Pluskat, tylko żeby nie było, że nie uprzedzałam. Weź sobie kalkulator i przelicz, ile objętościowo wyjdzie Ci zrobić „zrębek” na metr kwadratowy zakładając, że robisz warstwę co najmniej 5 cm, a cieńszej nie ma sensu. Trochę się wdepcze w ziemię, trochę wiatr rozwieje (choć w grubej warstwie trzyma się znakomicie). No i uwierz – DUŻO tego potrzebujesz. No chyba, że zrobisz sobie właśnie taki eksperymentalny zakątek tylko. Jeszcze jedna zaleta tego badziewia: mniej chwastów!

          • pluskat 10/03/2015 at 08:04

            wiem, ja tylko pod kwiaty, a las mam pod bokiem, widze duzo prochna. zrobie tez grzadke eksperymentalna z portulaka ostatnio zakachalam sie w tej salacie.

  8. Fredzia 09/03/2015 at 16:28

    Chciałam zdementować jednoosobowo, że ja nie wstrzymuję, bo obstawiałam Lany Poniedziałek a tu dopiero marzec się zaczął, więc spokojna moja rozczochrana.
    Atosowi podziękuj za wzruchę pozytywną kontra mainstreamowym mediom, których efekt ogranicza się do łez bezsilności.
    Tobie też się danki należą za optymizm mimo wszystko, trzymanie głowy wysoko i produkowanie naszych uśmiechów, bo przecież wiemy, że z nerwów zjadłaś już paliczki do trzeciego pokolenia wstecz.
    I zazdroszczę Ci, bo masz słońce, a ja tylko prognozy twierdzące, że powinnam je widzieć i czuć. No cóż, może trafiam na pogodynkę z innego wymiaru.
    Chociaż ostatnio po jednym opowiadaniu sci-fi zostało mi wrażenie, że nasza gwiazda jak na niestabilną kobietę przystało potrafi bardzo szybko i boleśnie zakończyć życie na Ziemi, więc może nie ma się co tak cieszyć z jej bliskiego sąsiedztwa ;)

    • kanionek 09/03/2015 at 21:57

      Fredzia, u mnie jak na marchewkowym polu – wszystko się może zdarzyć. Nawet wylanie koziołków z kąpielą w lany poniedziałek. Tradycja sobie ze mnie jaja robi – oficjalne źródła donoszą, że kozy pierwiastki zaczynają budować wymię na miesiąc przed porodem, max 6 tygodni. Miesiąc minął, chiałam zauważyć, już chyba kilka dni temu. Te cycki to ona sobie chyba od parady zrobiła.

      Może oglądasz północnokoreańską prognozę pogody? U nich zawsze słońce i uśmiechnięci wodzowie :) W sumie u nas wodzowie też zazwyczaj uśmiechnięci, ale może nie drążmy tematu.
      I jaki optymizm? Jakie „trzymanie głowy wysoko”? Niech mi wolno będzie zauważyć, że trzymam głowę na poziomie koziej waginy, a to nawet nie metr nad ziemią. Porodówkę mam już wyposażoną, małżonek na moją „prośbę kategoryczną” zainstalował w niej dziś bardzo stabilny i bezpieczny wodopój, sianko świeże doniosłam, słoma zmieniona, zawiasy naoliwione i drzwi już wiszą – nic, tylko rodzić. I chyba sama będę musiała, skoro NIKT nie chce.

      • pluskat 09/03/2015 at 22:33

        widzialam, ze juz drzwi zawisly, bedzie na dniach, jestem pewna, w koncu koza ma cycki nie od parady.

        • kanionek 10/03/2015 at 20:46

          No właśnie ten… Ja tu nie chcę siać zamętu i paniki, ale właśnie powiedziałam małżonkowi, że jutro urodzą się koziołki. Oczywiście uradował się niezmiernie, choć akurat nie z tego, że będą, tylko że tyle ma uciechy z mojej szajby ;) No ale jak nie jutro, to najdalej pojutrze, bo już chyba bardziej te więzadła nie mogą zmięknąć…

          • ciociasamozło 10/03/2015 at 22:10

            I myślisz, że ja teraz zasnę po tych miękkich więzadłach?!

          • kanionek 10/03/2015 at 22:21

            A ja?? Ja nie wiem, czy mam nie spać i zaglądać z latarką, czy właśnie iść spać jak najszybciej, żeby wstać jak najwcześniej (i zaglądać z latarką)! A jeszcze jutro musimy jechać do miasta :-/
            Dobrze ta laska ze Stanów napisała – najpierw przez miesiąc przed porodem wyrywasz kudły z głowy, a potem jedziesz na zakupy/bierzesz prysznic, a koza wtedy rodzi. Grrr!
            Ale może nie urodzi? Może poczeka na gupiego Kanionka? Podobno niektóre czekają na ososbę, która się nimi opiekuje. Jezu, może poczeka…

  9. zeroerhaplus 10/03/2015 at 09:15

    Uff, przebrnęłam przez morza i zatoki komentarzy, nie zgadzając się jednak z Kanionkiem, że sekcja komentarzy zasycha…

    Zaskoczona ilością nowinek zdecydowałam się na prywatne rozdanie oskarów za minione tygodnie:
    – najlepszy scenariusz – kosiska. Jednogłośnie.
    – za scenografię stanowczo porodówka z porożem, ze szczególnym uwzględnieniem drzwi,
    – najlepszy film akcji z elementami komediowymi (albo na odwrót) – Rosoły dwa.
    – nagroda specjalna za całokształt – Pies Antoni oraz spółka.

    A dla Kanionka buzi za reżyserię :)

    • ciociasamozło 10/03/2015 at 09:43

      A jak Tradycja urodzi sanki to dostanie za efekty specjalne ?

      • zeroerhaplus 10/03/2015 at 10:21

        Musowo :)
        Albo Kanionek zbierze za montaż ;)

      • Iwona 10/03/2015 at 15:16

        Tradycja jest słodka i pluszowa, jak miś, to będą pluszowe sanki ;-). A Bożena, jak nic połkneła beczkę po kapuście, dębową pewnie i jej tam puchnie, ta beczka, no nie ma innej opcji, gruba, jak beczka.

      • kanionek 10/03/2015 at 20:38

        No nie wiem, nie wiem. Tyle się nażarłam nerwów, tyle nakombinowałam z tą porodówką, drzwiami, miskami, małżonka niecnie wykorzystując również, że jeśli ona zamierza urodzić sanki, to niech one lepiej będą wygodne, z napędem elektrycznym i GPSem. I wtedy pogadamy o nagrodach za osiągnięcia ;)

    • kanionek 10/03/2015 at 20:16

      @Zeroerhaplus
      Dostałam buziaczka?? Dziękuję :)
      Skoro odważyłaś się rzucić w wiry i odmęty Kanionka, to znaczy, że się już wygrzebałaś z zimowego kopca. Czyli, że u Ciebie też wiosna?
      Ja dziś nacięłam wierzby, we wiadro wetknęłam (pęk w pasie grubszy ode mnie), ciut wody im wlałam, i niedługo będę klecić te wierzbowe ławki!
      Jedna będzie od wschodniej ściany domu, pod starą papierówką, a druga w ogrodzie, też jakoś pod jabłonią. A reszta witek w płot, na próbę.

      • zeroerhaplus 11/03/2015 at 11:43

        Aha, aha, a widzisz, a ja się zdecydowałam (po dłuższym a bezmyślnym gapieniu się na okoliczną przyrodę, czyli sąsiedzki podszyt leśny) na leszczynę. Schemat ten sam, czyli płotek a la plecionka, ale roślinka bardziej mi do otoczenia pasuje. Z tym, że leszczynę niestety się trudniej ukorzenia (zamiast wtyknąć trzeba przygiąć, że tak z grubsza temat potraktuję), ale że my nie damy rady?? ;)
        I nie zapomnę nigdy, kto mi poddał pomysł :)
        Niech Ci rosną witki wierzbowe na potęgę, kozy też się ucieszą ;))

        Wiosna, wiosna.. krokuski, ptaszki i nawet trzmiela w dniu pierwszego marca widzielim :) Trochę ogłupiały (a w zasadzie ogłupiała, bo to ona), ale liczy się :) Przebiśniegi już powoli przekwitają…

  10. Ola 10/03/2015 at 09:39

    Wata w mózgu… To jest coś, co mi zalega od dłuższego czasu. Bym chciała być leniwcem i sobie wisieć na gałęzi, o. Albo Gonzalesem kotem bym chciała. Być. Czytam, odwiedzam i palcem ruszyć nie mogę, żeby ślad po sobie zostawić. Ale jak Atos na łapy powstał? No jakże tak. Oczy mokre mi się zrobiły. Atosie, piesonie, jesteś dzielny! I Twoje Państwo też :)
    Chciałam też przy okazji się wypowiedzieć na temat Antka. I Janka. Oraz Anielki i Karusia. I Serca Amicisa. I Łyska. KURDE! Rogasia już nie zmogłam. Przecież to jest przemoc jakaś na umysłach małych dziecków stosowana. Traumatyczne przeżycia! A! I jeszcze Chłopcy z Placu Broni i biedny Nemeczek…

    • ciociasamozło 10/03/2015 at 09:48

      Nigdy nie dałam rady ani Psa, który jeździł koleją, ani Lassie wróć, ani paru innych pozycji z krzywdą niesprawiedliwą i niezawinioną.
      Masz Ola rację, to przemoc na dziecięcych umysłach!

    • zeroerhaplus 10/03/2015 at 10:23

      A baśnie Andersena?! Biedna stokrotka, dziewczynka z zapałkami i takie tam inne??
      Hę?

      • Lidka 10/03/2015 at 12:14

        A bracia Grimm? Brrrr…

        • Ola 10/03/2015 at 12:25

          Anderseny i Grimmy, to jakieś nierzeczywiste jest. Nie wiem jak Wam, ale baśń o koźlątkach, które połknął wilk – Kanionku wybacz ;-) – jakoś mi nigdy nie zaszkodziła. Natomiast te wszystkie opowiastki o Psach koleją i Łyskach w kopalni bardzo :(
          Tak a propos koźlątek, to muszę Wam się do czegoś przyznać. Kupiłam w owadzie jagnięcinę. I przyrządziłam. I chciałam zjeść. I pomyślałam nad talerzem o tym, że to 8-miesięczne jagnię. I kurczę blade, po obiedzie…

        • ciociasamozło 10/03/2015 at 12:47

          Baśnie Grimm są mroczne, ale jakoś obcięte paluchy i piety złych sióstr mnie nie ruszały. A biedne zwierzęta tak.
          U Andersena też jest ta nuta nieszczęścia, której czytanie mnie wykańcza.
          Psy i Łyski jednak bardziej.

          • Lidka 10/03/2015 at 13:40

            Moja Mama byla nauczycielka polskiego, wiec jako nauczycielskie dziecko musialam swiecic przykladem i przelknac wszystkie lektury obowiazkowe. Pamietam, ze mialam zlamane serce dlugo po przeczytaniu niektorych.
            Ostatnio obejrzalam film z Richardem Gere pod tytulem „Hatchi”. Film oparty na historii prawdziwej. Polecam i nie polecam. Pobeczalam sie.

    • Ania W. 10/03/2015 at 17:43

      Boże, a pamiętacie hardkorowy film pt. „Biały Bim Czarne Ucho”? Zrobił mi traumę na tysiąc lat!

      • kanionek 10/03/2015 at 22:28

        Ania W. – o, ja tego nie znam! Rozumiem, że tym lepiej dla mnie?

        • Ania W. 11/03/2015 at 13:20

          Naprawdę Ci zazdroszczę…

    • kanionek 10/03/2015 at 20:32

      Kto by nie chciał być Gonzalesem…
      A Atos na łapy powstaje na razie tylko przy naszej pomocy, ale fajne jest to, że lekko podparty „trzymie się kupy” ;) Bo przecież jeszcze miesiąc czy dwa temu, połowa Atosa była bezwładnym bagażem. Ale jeszcze wciąż długa przed nim droga.

      Te lektury były koszmarne, ale może miały na celu właśnie wzbudzenie w nas silnych emocji? Żebyśmy nauczyli się empatii i zrozumieli, co to znaczy zrobić komuś krzywdę? Może…
      Niemniej jednak nadal uważam, że trafiają dziecko jak obuchem w łeb w zbyt młodym wieku. I jeszcze przypomniała mi się historia Juranda i powiem Wam, że długimi tygodniami nie mogłam się pogodzić z tym, że można człowiekowi obciąć język. Brr.

      • nikt wazny 11/03/2015 at 04:11

        Mysle, ze choc wali to dzieci obuchem po glowie, potrzebne jednak jest. Bo jak inaczej uczyc wrazliwosci na cudze cierpienie?
        Pamietam, ze majac lat 4 czy 5 szlochalam dlugo po ostatnim odcinku kreskowki „Prosze slonia”. A tam harcorowo raczej nie bylo przeciez.
        A „Bialy Bim Czarne Ucho” to przede wszystkim ksiazka. Mam ja do dzis.

      • zeroerhaplus 11/03/2015 at 11:47

        No to mi w takim razie wytłumacz, czemu beczałam namiętnie przy Coralgolu? Zawsze?
        Przecież tam to się już kompletnie nic nie działo…

        • Modra 11/03/2015 at 12:52

          No nie, tam się działo! Coralgol był więziony, wykorzystywany przez porywaczy, nie mógł wrócić do domu. Baaardzo nad nim rozpaczałam.

  11. kanionek 10/03/2015 at 21:02

    Lidka, znalazłam tytuł „Hachi: A Dog’s Tale”,z Rysiem Girem, więc to musi być to. Mówisz, że się pobeczałaś? To nie wiem, czy chcę obejrzeć. Jestem beznadziejną fanką dobrych zakończeń, zwłaszcza gdy w filmie chodzi o zwierzaki.
    A kto oglądał „Mr. Popper’s Penguins” z 2011 r.? Taka tam, sympatyczna komedyjka :)

    • Kachna 10/03/2015 at 21:10

      Kanionku, film jest płaczliwy ale baaardzo pozytywnie nastrajający mimo wszystko – więcej nie napiszę bo spojlerowac nie będę.

      Atos – buziak w skarpetę – a co!

      Ściskam Was Wszystkie – Wszystkich

      P.S. Majla dostałam. Trawię.
      Dziękuję Ci.

      • kanionek 10/03/2015 at 22:25

        Kachna, traw spokojnie, byle na zdrowie ;)
        No to się rozejrzę za tym filmem. Ale pewnie i tak będę płakać, w końcu płakałam na „How To Train Your Dragon”, czy jak ten film się nazywał. Nie ze smutku, tylko jakiegoś wzruszenia nieokreślonego ;)

        • Ania W. 10/03/2015 at 23:10

          Kanionku, też tak miałam na Smoku, w momencie, w którym Szczerbatek ratuje czkawkę… A i chyba już Wam opowiedziałam o porucie z racji łez na „Barbie- Akademia Księżniczek’… Zapomniałam -skoro o wzruszeniu mowa- że całuję Atosa prosto w mokry nos!

          • kanionek 10/03/2015 at 23:48

            Ja to w ogóle… Rozmarzyłam się, że też chciałabym mieć smoka. Oni te zwierzaki tak sprytnie rysują, że serce przez oczy do nich wyłazi ;)
            Atos ucałowany, dziękuje i robi maślane oczy :)
            Też lubisz psie nosy? Zawsze mnie fascynowało, że potrafią być tak zimne nawet w środku lata. I lubię sobie „zrobić pieczątkę” psim nosem na czole. Może takie rzeczy też się leczy, więc gdy już trafię do psychiatryka, to się nie przyznam.

          • Lidka 11/03/2015 at 02:49

            Ja tez kocham psie nosy. Zawsze mokre, zimne i wielkie, jak guzik od zimowego plaszcza. Nieodlacznym towarzyszem psiego nosa jest takze psi oddech. Bardzo czesto bywa jedynym „namacalnym” dowodem na lasuchowanie w kociej kuwecie…

        • ciociasamozło 11/03/2015 at 09:40

          Taki płacz jak na Smoku to ja nawet lubię i czesto uskuteczniam ;)
          Moja siostra ma oczy w jeszcze bardziej mokrym miejscu i jest w stanie smarkać przy reklamach.

          Był jeden film, który wywołał u mnie ryk nie do opanowania dopiero po wyjściu z kina: „Przełamując fale” von Triera. Jechałam tramwajem i głośno szlochałam.

          • Modra 11/03/2015 at 13:07

            Też płakałam i na ‚Biedroneczko, biedroneczko’ Loacha. Takie filmy o tak absolutnie głębokiej, niemożliwej do zniesienia niesprawiedliwości i wykorzystaniu. Ale trening zaczęłam dużo wcześniej od filmu ,Lecą żurawie’ i filmów w cyklu ‚W starym kinie’ – z Trędowatą włącznie. Lessie nie zniosłam, tak jak baśni o zwierzętach Andersena i wierszy Konopnickiej. Poszło mi jednak zdecydowanie w troskę nad losem zwierząt, co chyba od „Łyska z pokładu.. się zaczęło. Jakoś z literatury i z obserwacji życia mi wychodziło, że dzieci, które odratowano z absolutnej krzywdy, mają często szansę wyrosnąć na nieczułych i okrutnych dorosłych. Okrutnych wobec i ludzi i zwierząt. Gatunek ludzki postrzegam raczej jako przereklamowaną jakość i potencjał. Stwardniało mi wtedy moje czarne serduszko. Nad zwierzętami człowiek nie zna litości, ot żywina użytkowa. Jak nie ta, to inna. I z tego powodu ostatecznie stałam się jedną z tych wariatek od ratowania zwierząt. Za dużo krzywdy, za mało miłości – jak powiedziała mi jednak stara hrabinia, po analizie mojego światopoglądu.

          • pluskat 11/03/2015 at 15:14

            a ja na „Tanczac w ciemnosciach” i nie mialam chusteczki, masakra

          • Ynk 11/03/2015 at 16:08

            O tak. „Przełamując fale” i „Tańcząc w ciemnościach” sponiewierało mną na długi czas. Poczułam się oszukana. Jak naiwne, chociaż już nie niewinne, dziecko. Czy nie powinno się zabronić robienia takich filmów? Niby wiemy, że życie nie jest sprawiedliwe, ale żeby AŻ TAK?

      • Lidka 10/03/2015 at 23:02

        @Kachna

        A gdzies Ty, Kozo, zaginela nam?!

        • Kachna 11/03/2015 at 10:38

          Lidka – otorbiam się….
          Ale idzie mi całkiem średnio.
          Ściskam.

          • Ynk 11/03/2015 at 16:04

            :-) Kachnaa.. Średnio to lepiej niż marnie. Początkowo trudno strawić osobiście swoje własne toksyny. Szarpią. Może równoleglość otorbień ulży choć trochę? :-)

    • Lidka 10/03/2015 at 22:09

      Zakonczenie tego filmu jest takie pol- smutne. Pokazuje jak gleboka moze byc psia milosc i przywiazanie do czlowieka. Film piekny. A w Rysiu Girze troche sie podkochuje…

      • kanionek 10/03/2015 at 22:23

        Ja się w nim kiedyś też ;)

        • ciociasamozło 11/03/2015 at 09:27

          Hmm. Chyba nie znam takiej co kiedyś by nie miała fazy Rysia Giry ;)
          Aczkolwiek u mnie dłużej chyba pozostał w sercu Antoś Banderka, Pierś Wrosła i Kijanka Zrywna.

          • zeroerhaplus 11/03/2015 at 11:51

            Niniejszym zakładam Klub Tych Co To Nigdy Nie Miały Jazdy Na Rysia, jako reakcja na Ciocisamezło rzucenie rękawicy ;)
            Jako,że jestem pierwszym członkiem, zastrzegam sobie pozycję skarbnika :)

          • ciociasamozło 11/03/2015 at 12:17

            Zeroerhaplus, nigdy? nawet po Sommersby?

          • zeroerhaplus 11/03/2015 at 12:27

            Jak teraz jeszcze dodam, że nie piłam somersby, to mnie zlinczujecie ;))
            No po prostu chłopa nie cierpię, nic nie zrobisz. Nie ten typ i kropka. A tera idę zguglować odpowiednią reklamę ;)

          • Lidka 11/03/2015 at 14:03

            #zeroerhaplus

            Matkoboska, to Ty Kozo wykluczasz ze swojego Klubu tak okolo 90% zenskiej polowy swiata! Ja po obejrzeniu Sommersby to juz bylam po uszy w Rysiu zakochana!
            Pije poranna kawe i nadrabiam czytanie „nocnych” komentarzy. Pozdrawiam, wreszcie wiosennie.

          • ciociasamozło 11/03/2015 at 15:25

            Cześć Lidka, ja przy kawie popołudniowej ;) Zeroerhaplus zakłada klub dla wyjątkowej i nielicznej grupy, ale ciekawam na jaki typ ma jazdę. Zeroerhaplus, zdradzisz?

          • zeroerhaplus 11/03/2015 at 15:50

            Ranyboskie, kobiety, ja myślałam, że Rysio w reklamie cyderka zagrał, a to film jest, tak? Już zarządzam oglądanie w chałupie!
            Poinformuję po obejrzeniu, czy mi coś w jajnikach się poruszyło na jego widok, czy nie ;)

            @ Lidka
            Cieszy mnie niepomiernie, że ci lody odeszły :)
            A co do klubu, to ma szansę być on w takim razie elitarnym ;)

            @ Ciociasamozło
            Bo widzisz, ja takie mordy bardziej zakazane lubię, nie wiem czemu.. Majchrzak mi się podoba, Iggy Pop, a jak byłam młodsza to oczywiście Cobain, ale i Johnny Rotten… ;)
            No i na przykład stary Gajos (nie mylić z młodym Gajosem).. czyli mieszanka towarzyska. Nie ma reguł.

          • Modra 11/03/2015 at 16:03

            O to to @ciocia! Majchrzak baaardzo mi podeszedł był i to od dawna, jaki on piękny jest u Kolskiego w filmach. I z typów męskich to Nick Cave też bardzo i Dawid Bowie jak w latach się obsunął. Uważam go zresztą za jednego z najpiękniejszych mężczyzn ever. A ‚z młodzieży’ teraz to Matthew McConaughey, jak przestał być gogusiem i życie wyryło mu się na paszczy :-)

          • Ynk 11/03/2015 at 16:47

            To poznaj, Ciocia – nie miałam fazy na Rysia;-) Nigdy. Ani przed Sommersby, ani w trakcie, ani po. Też wolę tych brzydalowatych, chudych, z dużymi… nosami, nerwowych z lekka, mogą być rudawi z bladoniebieskimi oczami, jak Eric Stolz w „The Passion of Ayn Rand”, albo mieć taki głos, jak Alan Rickman, albo być nieprzewidywalni (i chudzi), jak Jeremy Irons, Daniel Day-Lewis a z młodszych Edward Norton. Coś z nich emanuje, a z Ryśka jakoś nie, no kauczukowy jest on dla mnie, mimo że buddysta ;-))

          • Iwona 11/03/2015 at 16:52

            Jean Reno i Daniel Day-Lewis, Gary Oldman, o młodzieży się nie wypowiadam, bo twarzy z nazwiskiem nie kojarzę.

          • Ynk 11/03/2015 at 16:52

            No dobra, z tych pięknych może być Henry Cavill :-)

          • ciociasamozło 11/03/2015 at 20:02

            Taka piękna dyskusja o męskiej urodzie, chciałam coś mądrego dodać, ale
            KANIONEK URODZIŁ!!!! znaczy TRADYCJA URODZIŁA!
            I chwilowo (podkreślam – chwilowo) wszelka męska uroda jakoś przybladła ;)

  12. kanionek 10/03/2015 at 21:06

    Ola, trzeba było pomyśleć, że jeśli taki np. niespełna trzymiesięczny Andrzej został już ojcem, to ośmiomiesięczne jagnię to pewnie już stara, złośliwa owca była ;)
    Przynajmniej obiad by się nie zmarnował ;)

    • Ola 11/03/2015 at 00:02

      O! Może to złośliwa owca była! Jagnięcina, patrz :O
      Ale że Pecik taki złośliwiec się robi? Rogami dźga? Słodziak taki z miną niewinną? Ale dla Ciebie grzeczny chyba???

      • ciociasamozło 11/03/2015 at 09:30

        Może Peciasty próbuje dziewczyny pogonić, żeby szybciej rodziły i znowu chętne były ;)
        Kanionku, a Irence, jakby jej więzadła zmiękły, to osobną porodówkę będziesz klecić ;P

        • zeroerhaplus 11/03/2015 at 11:55

          Na razie, to więzadła miękną głównie Kanionkowi ;P

          No sorry, nie mogłam się oprzeć ;)
          Kanionek, wybaaaaacz!!

          A jak Tradycja dziś urodzi, to obiecuję, że to mnie uroczyście zmiękną więzadła.
          Howgh.

          • kanionek 11/03/2015 at 16:43

            Zeroerha, nie wiem jak to zrobisz, ale teraz już MUSISZ. Mięknij, kobieto, we wszystkich więzadłach i odszczekowywuj :D

          • Iwona 11/03/2015 at 16:45

            @ Kanionek
            RODZI?!!!!

        • zeroerhaplus 11/03/2015 at 11:58

          Oczywiście uroczyście obiecuję, a nie uroczyście zmiękną…. starość, panie, starość i demencja ;)

          • ciociasamozło 11/03/2015 at 12:12

            @Zeroerhaplus, znaczy substancja szara Ci zmiękła?

            Swoją drogą uważam, że poród pierworodnych jak najbardziej można uczcić uroczystym zmięknieciem więzadeł ;)
            Mnie tam chyba wszystko zmięknie, jak Tradycja urodzi. I raczej ostrzegam niż obiecuję.

          • zeroerhaplus 11/03/2015 at 12:33

            U mnie to raczej zwapniała, Ciociu, ale substancja dziękuje za komplement ;)

            Hihi, już słyszę komunikat w radio: w związku z narodzeniem nowej Tradycji prosimy wszystkich słuchaczy o uroczystą minutę zmięknięcia wiązadeł..

          • ciociasamozło 11/03/2015 at 15:35

            Dobrze, że wapnieje, to bardziej estetyczne od rozmiękania ;P

    • Lidka 11/03/2015 at 18:54

      @Ynk

      W takim badz razie moj Stary by Ci sie spodobal: dlugi, chudy, niebieskie slepia i wielki nos. A Jeremy Irons to moja milosc od lat.

  13. Lidka 11/03/2015 at 14:22

    A ogladal ktos „Marley and me”? To film o zupelnie szczesliwym psie, zadnej przemocy. Pierwszy raz w zyciu widzialam mojego malzonka chlipiacego zupelnie jak ja.

    • ciociasamozło 11/03/2015 at 15:27

      Marleya czytałam i beczałam :)

      • baba aga 11/03/2015 at 17:02

        Też czytałam i beczałam. Jeśli dobrze zrozumiałam to chyba już dziś, bo zeroerhaplus musi zmięknąć, czy to już???!!!?!?!?

        • kanionek 11/03/2015 at 17:09

          Polecam wszystkim nowy wpis :D
          Kocham cały świat, a teraz lecę z powrotem do koziarni, bo maluchy wydudliły wszystko z jednego cycka, a drugi pełny i chyba będę musiała im jakoś pomóc.

          • Ynk 11/03/2015 at 17:13

            Ściskam, gratuluję i cieszę sęe razem z Tobą!
            Przytulasy dla Noworodków i Tradycji :-)

  14. zeroerhaplus 12/03/2015 at 22:18

    Kanionku, odszczekuję uroczyście: HAU, HAU, HAUUUUUUUUUUUUUUU!!!
    Mogę wejść pod stół nawet.
    I więzadła mi opadły całkiem!!
    (nie zamieszczę foto, bo to niecenzuralne)
    Jesteś wielka!!!!
    :D

    • kanionek 12/03/2015 at 23:31

      :D
      Powiem Ci, że przy „Kanionek, wybacz!” chichrałam diabolicznie, bo wtedy już było po wszystkim :D

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa