Na górze róże, na dole śluz, czyli rzecz o tym, że jeszcze nie już

No i w nocy było minus sześć i ziemia mi zamarzła, a miałam w planie wkopać słupki pod siatkę ochronną dla tej róży z poprzedniego wpisu. Za to na niedzielę meteo wieszczy plus dziesięć, to sobie poszaleję. Aha, i bardzo dużo żonkili mi powyłaziło, i to tyle w temacie kwiatków, a teraz przejdźmy do kwestii Ptasiego Radia.

Czy wszystkie firmy w roli telenękaczy zatrudniają takie świergoczące panienki, czy to tylko ja mam do nich szczęście? “Dzień dobry, ćwir-ćwir, nazywam się tiulu-lulu, czy mam największą przyjemność i wielokrotny orgazm z panią ciułit-ciułit, i czy mogę pani przedstawić ćwierkającą ofertę, tiurli-tiurli-laj?”. Odebrałam dziś aż dwa takie telefony, jeden w sprawie OC na samochód, a drugi od mojego dostawcy Internetu w sprawie niesłusznie naliczonej opłaty za nieaktywowaną usługę. To znaczy nie myślcie sobie, że sami zadzwonili, żeby mnie poinformować, że wystawili mi fakturę za coś, z czego nie korzystam.

Najpierw musiałam z własnej, choć przymuszonej woli, wybrać znienawidzony numer i odbyć piętnastominutową rozmowę z konsultantem, przerywaną muzyczką i dłużącymi się pasmami ciszy (najmocniej panią przepraszam i dziękuję za cierpliwość). I to było wczoraj. I pan sprawdził w systemie i przyznał, że zaszła omyłka, za co bardzo strasznie i niezmiernie, niemożliwie i niesamowicie mnie przeprasza, i dodał jeszcze, jakby na pocieszenie, że nigdy wcześniej nie zdarzył mu się taki przypadek. Cóż, tak samo mówi mój małżonek o mnie, ale nie zbaczajmy z tematu. No więc pan przyznał, padł na pokutny groch w imieniu firmy, a w moim imieniu wysłał reklamację i prosił czekać na jej kojące skutki w postaci korekty do faktury.

A dziś dzwoni do mnie pani tiurli tiurli laj i słodko wwierca mi w ucho informację, że to wszystko nieprawda, reklamację o kant wróbelka potłuc, bo ja tę usługę mam. No i wtedy już NIE WYCZYMIEŁAM, bo przez te kozie ciąże jestem napięta jak pręt zbrojeniowy, i pękłam. I naśladując odgłos godowy krogulca* poinformowałam panią, że mnie zaraz trafi latający szlag i niech ona lepiej jeszcze raz sprawdzi w swoim systemie, bo chyba nie na darmo wczoraj jej kolega na grochu klęczał. Krogulec widać robi wrażenie na sikorkach, bo pani czem prędzej sprawdziła JESZCZE RAZ w systemie (przysięgam na godność tukana, to są jej słowa) i cóż się nagle i natenczas, natychmiastowo i niezwłocznie, bo w niecałe pięć sekund okazało? Że jednak nie mam tej usługi. I – oczywiście – mam czekać na fakturę korygującą.

No więc z krogulczej ciekawości pytam gromkim głosem – ILE RAZY trzeba “sprawdzać w systemie”, żeby w końcu ujrzeć jedyną słuszną prawdę czarno na czarnym? To znaczy tej pani już nie pytałam, bo jestem stara jak węgiel i wiem, że nie ma sensu. Strata czasu i zawracanie sikorki. Usłyszałabym jakieś pokrętne ćwierkanie, znowu przepraszanie, w ukłonach gięcie, klienta naciągnięcie też dobre zajęcie itd., a tymczasem przecież ja mam kozę w ciąży i ona akurat wtedy mogła urodzić. Więc tylko podziękowałam, pożegnałam się z panią, wygładziłam dziobem wkurwione piórka i poleciałam do Tradycji.

A u Tradycji po staremu – śluzowate gluty, cysterenka z mleczkiem, prezentacja sanek poprzez powłoki brzuszne (raz płoza, raz fragment drewnianego oparcia), smoczy apetyt i humorek nienajgorszy. Dużo leżenia, spojrzeń w dal i przytulania. Zanim ona się rozwiąże, ja osiwieję jak Geralt z Rivii.

PS. Co prawda nie wiem, jak brzmi odgłos godowy krogulca, ale wyobrażam go sobie jako donośne i złowróżbne zawołanie w stylu: szarpnę cię za pióra jak mokrego szczura i będę brał cię w Gietrzwałdzie.

PPS. I przystrzygłam Tradycji ślicznie ogonek (bo czytałam, że w trakcie porodu zawsze się ubabrze we krwi i innych takich, i niektórzy golą kozom nawet cały zad), i wygląda, ten ogonek, jak u foksteriera. Zapomniałam zrobić zdjęcie, więc wrzucam Atosa podczas wieczornych masaży.

Antoni dopieszczon

72 thoughts on “Na górze róże, na dole śluz, czyli rzecz o tym, że jeszcze nie już

  1. Anika 07/03/2015 at 00:50

    Tak się wszystko u Ciebie szybko dzieje… To tyle czasu już minęło, że Tradycja będzie rodzić?? A tak niedawno lekceważyła sobie Andrzejka (zaradna bestyjka).
    A małżonek jak się czuje w roli koziego dziadka? Wszak nie dowierzał i żarty stroił – należy Ci się jakaś porządna rehabilitacja dobrego imienia, czyż nie?
    Pozdrawiam i trzymam kciuki, żeby wszystko poszło jak należy (żebyś była na miejscu o czasie).

    • kanionek 07/03/2015 at 12:05

      Dzięki, Anika :)
      I widzisz, okazuje się, że czas u mnie płynie normalnie, tylko ja u królewny objawy źle odczytywałam. Tradycja miała prawo być obojętna na wdzięczenie się Andrzeja wtedy, gdy o tym pisałam, bo musiała już być zakocona. Do tej pory nie wiem, ani JAK, ani KIEDY on tego cudownego skoku dokonał. Ale może nie bez powodu kozły mają takie długie bagnety… A choć z kozami spędzam sporo czasu, to jednak nie 24/7, i mogłam przegapić “standing heat”, czyli tę fazę rui, gdy koza stoi grzecznie i wręcz zaprasza kozła do akcji ;) A ponieważ wystarczy jeden, skuteczny skok, to w sumie nietrudno przegapić. Nie ma to jak uczyć się w drodze własnych doświadczeń.

      No i gdy Tradycja się rozwiąże, wyjaśni się zagadka pt. “kiedy”. Odliczę po prostu te przeciętne 150 dni i wszystko wyjdzie na jaw.
      Przy okazji – czytałam historię człowieka, któremu urodziła się parka kózek. Trzymał je razem do czasu ukończenia przez nie 3 miesięcy życia, bo mniej więcej w tym wieku koziołki już mogą, choć nie muszą, dojrzeć płciowo. Jakież było jego zdziwienie, gdy za cztery miesiące kózka z tego rodzeństwa urodziła własne młode! Zaszła w ciążę w wieku dwóch miesięcy, a o takich przypadkach chyba nawet książki nie wspominają. Pamiętam Tradycję, gdy miała 2 miesiące – była mniejsza od Atosa…

  2. Lidka 07/03/2015 at 03:08

    Wydaje mi sie, ze data Tradycyjnego rozwiazania to nas wszystkich w OK zaskoczy.
    Zazdroszcze wiosny i tych zonkili. Moje ulubione. I zolte tulipany tez.
    Wczoraj kolezanka z Anglii napisala mi, ze wlasnie wykosila w ogrodku trawe pierwszy raz w tym roku i teraz napawa sie jej zapachem. “A co to TRAWA??”, zapytalam. Pozdrawiam goraco Kanionka i Obore.

    • kanionek 07/03/2015 at 11:54

      No trawa to u mnie jeszcze jest w fazie wytartego dywanu, więc do angielskiej wiosny wciąż daleko.
      Lidka, jak tam Wasz pacjent?

      • Lidka 07/03/2015 at 13:01

        Dziekujemy za troske i pamiec! Bardzo nam milo i bardzo nam potrzebne wsparcie psychiczne, bo codzien prawie rycze z nerwow. Pitbulbulek bedzie pacjentem drugiego kwietnia. Juz ma wyznaczony termin operacji. Przez pierwsze dwa tygodnie zajme sie nim ja, bo vet powiedzial, ze pierwsze dni po operacji sa bardzo wazne, a pozniej pomoze nam sasiad, ktory akurat od kwietnia powiekszy grono bezrobotnych. Takie szczescie w nieszczesciu, czy nieszczescie w nieszczesciu…Bedzie dobrze. Jedyna zagadka jest to, jak zmusic aktywnego psa do lezenia przez pol roku?

        • kanionek 07/03/2015 at 16:23

          O matko z pitem i “bulem”, ja Tobie nie podpowiem – nasz Atos nie poleżał zbyt długo. Już po trzech tygodniach od urazu próbował wejść na moje łóżko i zastałam go w pozycji pionowej, z przednimi łapami na materacu, tyłkiem prawie pod łóżkiem i dużym wytrzeszczem oczu. Z kolei Laser, którego wzięłam sobie na kark ze złamaną łapą, naqurwiał po domu z gipsem jak motorówka, i przed wskakiwaniem na łóżko ten zielony kawał twardego usztywnienia wcale go nie powstrzymywał.
          Nie martw się na zapas (łatwo powiedzieć, wiem), i od razu przyjmij, że na pewne rzeczy nie będziesz miała wpływu. Buziaki dla Was :-*

  3. EEG 07/03/2015 at 12:33

    Na górze róże koloru czerwonego,
    Tradycja urodzi dwudziestego szóstego!

    • kanionek 07/03/2015 at 16:17

      Czary czynisz? :D
      A tak serio – ja już nie prorokuję, przerasta mnie to. Wczoraj mi się wydawało, że to będzie dziś, a przedwczoraj – że wczoraj. Dziś stwierdzam, że równie dobrze godzina zero może wybić za tydzień ;)

  4. Barbarella 07/03/2015 at 14:46

    Oesusmaryja, i ty tak SAMA będziesz przyjmować ten poród, normalnie jak na filmach “Domek na prerii” czy nie przymierzając “Przeminęło z wiatrem”? Nagrzejesz dużo gorącej wody, podrzesz prześcieradła i dawaj, przemy?
    (zawsze się zastanawiam, na jaki huk im ta gorąca woda)
    A masz cygaro, zeby po wszystkim zapalić?

    • kanionek 07/03/2015 at 16:30

      Prawdę mówiąc mam ogromną nadzieję, że moja rola ograniczy się do zerkania zza rogu, posprzątania po fakcie, i tego cygara. Z braku cygara mogę ostatecznie napalić w piecu.
      Co do gorącej wody mam taką teorię, silnie wspomaganą przez lektury z czasów szkolnych. Otóż zaraz po urodzeniu trzeba dziecko wrzucić na trzy zdrowaśki do wrzątku, żeby je odkazić. Swoją drogą – kto z Was, po lekturze “Antka”, mógł spać spokojnie?

      • ciociasamozło 08/03/2015 at 18:02

        wg mnie gorąca woda jest po to, żeby zająć tych co się niepotrzebnie pod nogami plączą.
        Ewentualnie na herbatkę/kawę dla położnej.

  5. Ania W. 07/03/2015 at 15:27

    I białą koszulę z podwiniętymi rękawami oraz kamizelkę. Tak mi się kojarzy, że położnik na filmach zawsze był tak przyodziany. I miał wąsy. Masz wąsy na podorędziu?

    • kanionek 07/03/2015 at 16:32

      Wąsy się wykombinuje, ale BIAŁĄ koszulę?? W środku lasu, po kilku miesiącach bez wody, “trzy dni po końskiej zarazie”? Zdaje się, że jestem kompletnie nieprzygotowana!

  6. pluskat 07/03/2015 at 16:11

    Trzymam kciuki, ze tez takie ewenementy zawsze wypadaja w weekend! mam nadzieje, ze sie obedzie bez weterynarza.

    • kanionek 07/03/2015 at 16:37

      Jeśli będzie bez komplikacji, to luzik (luzik z zawałem i migreną, ale luzik), natomiast gdyby coś miało się skwasić, to pani weterynarz od bydła kiedyś mi obiecała, że przyjedzie w każdy dzień i o każdej porze. No i nie wiem wcale, czy to będzie w ten weekend! Nic już nie wiem. Ale podobno filozofowie tak mają ;)

  7. pandeMonia 07/03/2015 at 16:43

    :D
    Jesteś bardzo podobna w tym szamotaniu się do mojego Małża. Otóż kiedy mi odeszły wody przy pierwszym dziecku, poszłam się wykąpać ze spokojem. Wołam Małża, żeby przyszedł z ręcznikiem, wszedł bez ręcznika, potem z ręcznikiem, ale zakręcił się w kółko, wyszedł z nim i czekał pod drzwiami z DRUGIEJ STRONY niż ja.

    • kanionek 07/03/2015 at 22:24

      Mnie nerwy zjadają w tak wielu okolicznościach życiowych, że nie jestem w stanie ich wymienić. Na to powinni przyznawać grupę inwalidzką. Każdy jeden egzamin, nieważne czy w szkole, na prawo jazdy, czy nawet jakiś nieistotny, bez ocen i gratyfikacji – stres. Ale nie taki “normalny” stres, jaki przeżywa większość ludzi, tylko taki z gatunku paraliżujących i powodujących pustkę w umyśle. To samo tyczy się rozmów kwalifikacyjnych – pamiętam swoje imię i nazwisko, i niewiele poza tym. Pamiętam taką historię: na pewne stanowisko w pewnej firmie poleciła mnie swemu szefowi znajoma. Człowiek zaprosił mnie na rozmowę, wcześniej przejrzał moje papiery, i generalnie był bardziej niż skłonny mnie zatrudnić. Na rozmowie byłam w stanie wydukać jakieś pięć niekoniecznie związanych logicznie do kupy słów, spociłam się jak mysz w nieklimatyzowanym kościele, wyszłam czerwona i umęczona niczym dziecko z piekarnika. A należy dodać, że facet był normalny i żadna z moich reakcji nie była niczym sensownym uzasadniona.
      Zostałam zatrudniona i po jakimś miesiącu poszłam do szefa zapytać, czy jest z mojej pracy zadowolony (mam jakiś taki zwyczaj, że sama pytam, nie czekając na ewentualne “zjebki” po czasie). Był BARDZO zadowolony. Ale uczciwie powiedział mi też, że gdyby nie klnięcie się w żywy kamień, padanie na kolana i przysięganie na żywot własnej matki, w wykonaniu tej znajomej, która mnie polecała, i stukrotne zapewnienie go że nie jestem debilem, to nie zatrudniłby mnie :D
      Zmierzam do tego, że choć posiadłam już chyba wszelką dostępną wiedzę teoretyczną na temat kozich porodów (wiem nawet, jak wygląda wydalone łożysko), to gdy przyjdzie co do czego, będę stać w miejscu, machać rękami, puszczać bąbelki nosem i mamrotać coś po urugwajsku. Albo biegać w tę i z powrotem z wiadrem, jedną rękawiczką i siatką bandaży. Ale to tylko w przypadku, gdy żaden z tych rekwizytów nie będzie potrzebny.
      I dlatego właśnie uważam, że należy mi się renta, Wysoki Sądzie.

  8. kanionek 07/03/2015 at 22:30

    A ponieważ ostatnio coś Was mało i sekcja komentarzy więdnie i usycha, to chciałam zapytać wprost i oficjalnie: czy jest na sali Iwona, albo Ciociasamozło?
    Bo mam pytanie o te gałązki wierzbowe wtykane w ziemię, a nie pamiętam, która z Was o nich wspominała. Kiedy je ukorzeniać? Bo niedawno nadleśnictwo robiło wycinkę chaszczy w rowach i trochę wierzby padło. Pozbierałam grubsze gałęzie dla kóz (kochają tę korę) i zauważyłam, że wciąż są suche i łatwo się łamią, znakiem tego pewnie jeszcze nie wznowiły życia po zimowej śmierci.
    Czekać więc aż ruszą soki, czy można już teraz w ziemię wtykać i liczyć na ukorzenienie?

    • Iwona 08/03/2015 at 07:26

      Obecna cały czas :). Ostatnio jakoś trudno mi sensowną wypowiedź sklecić, to się nie odzywam, ale jestem. A te gałązki wierzby spokojnie możesz wtykać, i teraz i jak soki pójdą też. Ja swoich jeszcze nie przycinałam, w tym tygodniu mam zamiar zabrać się za winogron i inne krzewy do przycięcia. Jakaś rozmemłana jestem, jeszcze wiosennego bzika nie dostałam :D.

      • kanionek 08/03/2015 at 20:22

        Mi też trudno sensowną sklecić, więc piszę co popadnie. A winogrona kupuję już drugi rok. Mam od trzech dni pootwierane zakładki z ofertami sadzonek i… jeszcze niczego nie kupiłam. Tutaj była winorośl, piękna, rozrośnięta, pień przy ziemi miała grubości mojej ręki, a pamiętnej zimy sprzed czterech lat przemarzła i nigdy nie powstała.
        Została się po niej pergola, ale i tak nie posadzę tam nowych sadzonek, bo w głupim miejscu jest. Prawie cały dzień w cieniu świerków, i po zachodniej stronie.

        Jaką masz odmianę winogrona? Ja szukam takiej, która jest odporna na mrozy i dość szybko dojrzewa, bo takie, które nadają się do spożycia dopiero pod koniec października na bank dostaną u mnie po dupie każdego roku.

        I też rozmemłana jestem i wściekła na samą siebie, że niby wiosna, a mi się nic robić nie chce :-/ I jak już się zmuszę, to i tak za pół godziny z sił opadam, jak jakiś puch marny.

        • Iwona 08/03/2015 at 20:58

          Winogrono mam fioletowe i żółte, oba przyciągnełam z domu rodzinnego idąc za synową ;-). To fioletowe odporne na wszystko, nic go się nie ima. Żółte jest delikatne, pryskam je od grzyba i okrywam korzenie obornikiem na zimę. Też mi przemarzło tamtej pamiętnej zimy, ale odbiło od korzeni. Nazw nie znam, bo najstarsi górale nie pamiętają, jakie to odmiany ;-)

          • Iwona 08/03/2015 at 21:06

            żółte przemarzło, fioletowe nie, rośnie na potęgę. Tu w okolicy wiele osób je ma, a w tym roku zamierzam pozyskać sadzonki różowego i takiego fioletowego, mega słodkiego.

          • kanionek 08/03/2015 at 21:17

            Aaaa, kurczę, Ty wiesz ile jest “fioletowych” na rynku? :D
            I każdy sprzedawca swój ogonek chwali!
            A oprócz pryskania – stosujesz jakieś specjalne nawozy do winorośli, czy samo jedzie na byle czym?

          • ciociasamozło 08/03/2015 at 21:52

            Kanionku, a chcesz bardziej na wino, czy do jedzenia?
            My też mamy na działce jakieś odmiany co to nazwy zaginęły w pomroce dziejów. Jedne są duże, różowe, b smaczne do jedzenia, ale i na wino dobre, trochę wcześniej dojrzewają (połowa września). Drugie ciemne, dojrzewające jakiś tydzień, dwa później, b. zwarte grona, na wino ok., bardziej odporne na mrozy. Jedne i drugie przemarzły kilka razy ale jakoś odbijały. Nawożone od wielkiego dzwonu, jak się przypomni. Może z raz do roku kompost, raz na kilka lat nawóz do winogron. Chyba nigdy niczym nie pryskaliśmy. Jedyne co jest robione regularnie to przycinanie, bo jeden taki u mnie w domu jak się dorwie do sekatora…
            Jak znajdę zdjęcia to Ci prześlę, może już takie widziałaś i wiesz jak się nazywają.

          • kanionek 08/03/2015 at 22:42

            Szukam takich do jedzenia, a raczej – obżerania się bez pamięci ;) Bo żebym jeszcze miejsce i czas na naukę robienia wina znalazła… Może na emeryturze ;)
            Myślałam też o produkcji rodzynków na własne potrzeby, ale do tego pewnie trzeba jakichś specjalnych odmian, pewnie bezpestkowych. Więc generalnie szukam takich winogron, które się garściami z krzaka rwie prosto do pyszczka :)

          • Iwona 08/03/2015 at 21:59

            @ Kanionek
            Tylko obornik, na wiosnę przekopuję delikatnie, taki pozimowy, jest w sam raz, przeleżakowany. P

    • Ynk 08/03/2015 at 08:52

      Więdnie? Usycha?? No co Ty? Oddech wstrzymałyśmy i wytrzeszczamy się na monitor coraz bledsze/bardziej różowe (zależnie od indywidualnych predyspozycji), niektóre speechless z emocji. No bo co? Dopingować Naturę, która wie co robi? Ciebie dopingować nie trzeba, bo widać-słychać-i-czuć, że nie stygniesz. Ale jeśli potrzebny Ci sygnał werbalny, żeśmy tu som, to – śmy som. Obserwujom, myślami krzepić starajom. Nom :-)

      • Iwona 08/03/2015 at 10:47

        No właśnie, Obora czeka na wstrzymanym oddechu :-D

      • kanionek 08/03/2015 at 20:32

        Oczywiście, że Wasze znaki i sygnały są mi potrzebne, bo do kogo ja mam gadać o tej koziej szajbie? Małżonek już ucieka na mój widok ;)
        Toteż dziękuję za znak i oddycham spokojnie :)

    • ciociasamozło 08/03/2015 at 17:57

      Więdnięcie i usychanie sobie wypraszam (zwłaszcza to więdnięcie jakoś me myśli stacza na niepokojące tory kierujące wprost do drogerii z Bardzo Drogim Kremem 40+).
      Ja nie więdnę i nie usycham tylko śpię. Może mam niedoczynność tarczycy, może coś ruskie nad W-wą rozpylają, ale od kilku dni ziewam aż do załzawienia, znienacka stukam czółkiem w klawiaturę/biurko/talerz i ogólnie ograniczyłabym aktywność do odciskania profilu na miękkiej poduszce (z przerwami na jedzenie).
      Od wierzby to nie ja. Więc, ponieważ Szanownemu Państwu się nie przydam a kotek wlazł mi na kolana i mruczy, to ja idę spać.
      Sorry, poprawka, kotek mruczy bo jeszcze żryć nie dostał, najpierw karmienie, potem spanie.

      • kanionek 08/03/2015 at 20:38

        O matko bez wierzby – mam tak samo. Niedoczynność tarczycy na wszelki wypadek sama sobie wykluczyłam, bo nie chce mi się (!) robić badań. Ruskich zawsze wygodnie podejrzewać, a ja mam do nich bardzo blisko. No i słynne “przesilenie wiosenne” oraz “niedobory witamin na przedwiośniu”, też są dobrymi usprawiedliwieniami. Ale mimo wszystko zła jestem na siebie, że aż tak bardzo do niczego się nie nadaję. Poleguję sobie z kozami na słomie, zaglądam Tradycji już nawet do nosa, a Andrzej spogląda na mnie coraz dziwniej i dziwniej. Jeszcze trochę tak z nimi poleżę, a uzna, że zostałam jego czwartą dziewczyną :-/

        • ciociasamozło 08/03/2015 at 21:30

          Mnie już brakuje wymówek, żeby zalec z psem na nogach i kotem na brzuchu.
          No właśnie jak się ruszyłam, żeby kota nakarmić to mnie ruszyło sumienie i łazienkę umyłam. Powiedz, że jestem dzielna ;)
          Na czwartą dziewczynę Andrzeja to chyba nie masz szans, ani rogów, ani ciepłego oddechu ze żwacza,

          Przez chwilę zastanawiałam się czy nie mam celiakii, ale wizja rezygnacji z chleba i makaronu chyba mnie wyleczyła.

  9. Ania W. 07/03/2015 at 22:44

    Wiem, że nie mnie wywołujesz do tablicy, ale to ja mam Kanionka otwartego non-stop i ponadto jestem na lekkiej bani, bo obalamy szampejna (Koza córka u Babci), to se tu napiszę! A co!

    Kozie porody!

    • kanionek 07/03/2015 at 23:18

      :D
      Bawcie się dobrze :)
      Ja obalam herbatę, dorzucam do pieca, i dręczę Google hasłami typu: when do first fresheners start making their udder. Jak zwykle dowiaduję się, że to wszystko zależy od konkretnej kozy, ale i tak nie jestem zdolna do żadnej pracy twórczej, więc sobie choć poczytam. I znalazłam przepis na jeszcze jeden ciekawy produkt z użyciem koziego mleka, ale na razie nic nie powiem. Najpierw chciałabym to mleko zobaczyć…

      • hanka 08/03/2015 at 07:21

        Kanionek, przez Ciebie cała Obora ma już nerwy napięte jak postronki! Niektóre kozy muszą sobie nawet łyknąć co nieco na uspokojenie:-) W sprawie wierzby – to prawidłowo, sadzonki trzeba przed ruszeniem wegetacji zebrać, możesz chwilę w chłodzie przetrzymać i pod koniec marca posadzić.

        • kanionek 08/03/2015 at 20:40

          Aha. Ale tak o suchym pysku je trzymać, te gałązki, czy do wazonu jednak włożyć?

          • mp 09/03/2015 at 18:33

            Co do wierzbowych gałązek- najprościej część do wazonu, a część wetknąć w ziemię :) Ja mam wierzbę mandżurską – kilkumetrowa, choć przycinana do gołego pnia, a wyrosła z dekoracyjnej gałązki, kupionej do wazonu na Wielkanoc . Co roku tnę gałęzie na świąteczne dekoracje i zawsze ukorzeniają się w wodzie, aż żal mi je potem wyrzucać- tyle że na moim 0,05 ha to plantacji wierzby mandżurskiej raczej nie uskutecznię :) Ale jeśli chcesz powtykać gdzieś u siebie na dzikich Polach patyki, to chętnie Ci podeślę.

          • kanionek 09/03/2015 at 21:46

            To jest ta wierzba, która ma poskręcane gałązki? Piękne są :) Gdybyś się strasznie nudziła… I chciałoby Ci się toto pakować i wysyłać… To nie wzgardziłabym kilkoma badylkami :)

      • Ynk 08/03/2015 at 22:12

        Kumys? Kozi kumys Ci chlupocze po myśli? Bo jak tak, to mimo że procentowe napoje mnie nie nęcą jakoś szczególnie, podstawiłabym kubeczek z wiewiórką ;-)

        • kanionek 08/03/2015 at 22:51

          Wierzba na kumysie pędzona :D Ławka już by pewnie z tego nie wyszła, ale może huśtawka? Albo wręcz karuzela? :D

  10. karolka 08/03/2015 at 07:20

    dzien dobry,
    no to skoro sekcja zdycha, to tylko dam znac, ze tez czytam. namietnie. dlatego, ze mieszkanie na wsi i kozy byly moim marzeniem od dziecinstwa. wiec wiesz – jestes moim ulubionym bohaterem dnia codziennego. ;-)
    bo moje zycie potoczylo sie tak, ze rodzice zabronili mi technikum ogrodniczego. skonczylam liceum i jakies studia nawet. mieszkam w miescie, mam dwojke dzieci i tkwie w nieudanym malzenstwie.
    i codziennie sprawdzam „czy to juz”. ;-)
    k.

    • kanionek 08/03/2015 at 21:05

      Ale wciąż jeszcze nie wszystko stracone przecież :) Ja mieszkałam w mieście przez 36 lat i choć zawsze gdzieś tam kołatała mi myśl o domku nad jeziorem (tak, właśnie nad jeziorem, ale w środku lasu oczywiście), to prawdę mówiąc nie wierzyłam, że kiedykolwiek “wyjdę z bloku”. Wspominana tu już wcześniej Amelia zrealizowała swoje marzenia dopiero wtedy, gdy jej dzieci mogły już samodzielnie prowadzić pojazdy mechaniczne ;) I zrealizowała je praktycznie sama, na przekór wszystkiemu i wszystkim.
      Ale miło mi, że mnie odwiedzasz i sprawdzasz “czy to już”. Mam nadzieję, że “już” nastąpi niedługo, a zdjęcia małych Ziokołków uśmiechną Was wszystkich :)

  11. bila 08/03/2015 at 09:15

    Ja zaczynam dzień od porannej kawy z Renatą i sprawdzenia newsów z Obory. Mój Pierwszy MĄż pyta czy już któraś urodziła? A ja że jeszcze nie. Taki poranny rytuał

    • kanionek 08/03/2015 at 21:10

      :)
      Mam nadzieję, że to nie taki sam rytuał, jak u mnie, czyli: wracam z koziarni po ostatnim karmieniu, odstawiam wiadro, zdejmuję wietnamską kurtkę, a małżonek pyta “to ile ci się dzisiaj urodziło kózek, Kanionku?”. A ja mu na to, że “dzisiaj tylko osiemnaście”. I TAK go to bawi, że nie mogę się doczekać, jak mu mina zrzednie, gdy któregoś dnia zobaczy te koziołki brykające po koziarni :)

      Pozdrów Renatę, i oby nigdy Wam nie zabrakło kawy!

  12. baba aga 08/03/2015 at 16:50

    Melduje się posłusznie, że ja też czytam czujnie.
    przepraszam bo nie mogę sie oprzeć, Karolka a dlaczego tkwisz w nieudanym??? Może chcesz o tym pogadać, bo ja sie ostatnio zrobiłam specjalistka od rozwodów i nowych początków, początek chyba zawsze jest nowy, to od lepszych początków, nowego życia itp. Sama tez jestem przykładem, że warto, wychowałam sama dwójkę dzieci, potem utkwiłam w kiepskim związku a w wieku 37 lat zrobiłam rewolucję i było warto. Kanionek obiecał forum to może jakiś kącik porady babci agi ;-)

    • Ania W. 08/03/2015 at 20:13

      Popieram babę Agę, ja też za sobą mam rewolucję i sobie chwalę!

    • kanionek 08/03/2015 at 21:12

      @baba Aga
      Właśnie za chwilę ściągam próbne forum :) Najpierw trzeba będzie zobaczyć co i jak, a gdy już “będę ogarniać” – kącik porad masz jak w banku :)

  13. czubatka 08/03/2015 at 17:20

    Jestem i ja. Zaglądam do Obory codziennie, ale jak nic mądrego do głowy nie przychodzi to nie piszę.Czytając Twoje przygotowania do porodu Tradycji przypomniało mi się jak mój 6-letni wtedy syn przyjął poród naszej kotki Frani. Dzwonił do mnie do pracy co kilka minut i meldował: są 2, 3, 4, 5!!!! koteczków. Do dnia dzisiejszego pamięta kolejność w jakiej się kocięta rodziły. Co prawda kotka to nie to samo co koza, ale Matka Natura da radę zobaczysz.
    Uściski dla Twojej gromadki i całej Oborolandii.

    • kanionek 08/03/2015 at 21:23

      Dziękujemy i odwzajemniamy :)
      No i widzisz. Prawie każdy ma za sobą takie doświadczenia – a to kotka, a to suczka, a ja? Mi się do tej pory tylko gryzonie rozmnażały, psy zawsze miałam płci męskiej, a jedyna sunia była ze schroniska, więc wysterylizowana. Nic większego od szynszyli “mi się” nie rozmnożyło, a i wtedy porodu nie widziałam.

      A koza to już większy zwierz. Ukochana koza. I zarówno dla mnie, jak i dla niej, to będzie pierwszy raz. Choć wygląda na to, że z nas dwóch tylko ja robię z tego zagadnienie ;)

  14. Iwona 08/03/2015 at 18:40

    Kiedyś mieliśmy świnkę morską i kotkę żyjącą w idealnej symbiozie, a ponieważ świnka nie wykazywała chęci chodzenia po gładkiej podłodze (trzeba było brać na ręce i przenieść na dywan lub łóżko i tam popylała), miała tylko spód od klatki. Kotka często ucinała sobie drzemki u świnki, no czysta przyjaźń :). Pewnego dnia przybiegła zapłakana córka i zrozumiałam tylko “kotka”, “świnka”. No masz doigrałam się, kotka nie zdzierżyła i w końcu instynkt zadziałał, i zeżarła świnkę. I lecę za zaryczanym dzieckiem i jatki się spodziewam, a tam biedna świnka wciśnięta w kąt za plecami kotki, a ona zadowolona leży z czterema kociętami :D. Zabrałam oczywiście kotkę z przychówkiem na jej legowisko, ale wróciła, i tak kilka razy, w końcu zabrałam świnkę, kotka się z kociętami przeniosła do niej. Nie było rady machnęłam ręką,zabrałam świnkę dopiero, jak kocięta mobilne bardziej się zrobiły, a kotka uciekała do niej, żeby od dzieci odpocząć. A córka na pytanie czemu płakała, odpowiedziała “nie wiem” :P

    • pandeMonia 08/03/2015 at 19:22

      Matko! Widzisz, z tej przyjaźni kota i świnki to kotka w ciążę zaszła! I co? Podobne do tatusia?

      Wszystkim Paniom życzę uśmiechu z okazji MDK!

  15. Iwona 08/03/2015 at 20:04

    PandeMoniu, świnka była kobietą ;-).

    • ciociasamozło 08/03/2015 at 21:14

      no to jeszcze nie dość, że międzygatunkowe to jeszcze gendery ;P

      • kanionek 08/03/2015 at 21:28

        Zwierzęca wersja Seksmisji. Kopernik była kobietą!

        Ja pamiętam, jak mój nieodżałowany pies Szeryf, szczenięciem jeszcze będąc, przynosił pod klatkę szynszyli swoje piszczące zabawki. Podsuwał bliżej łapką, i tak zabawnie przekrzywiał głowę dziwując się, dlaczego ta wielka, puszysta mysz nie chce się z nim bawić.
        Hm. Czy jest w Internecie tyle miejsca, żeby pomieścić wszystkie historie o zwierzakach? Bo ja chyba mogłabym o nich bez końca :)

        • Iwona 08/03/2015 at 21:49

          Ha, to u mnie młoda wilczurka brała kotkę Kazię (tą samą co wyżej) za głowę i tak ją taszczyła. Widok masakryczny, głowa kota w paszczy psa, reszta kota ciągnie się po ziemi, ja zobaczyłam przez okno, lecę, wrzeszczę, Kora puściła Kazię, i położyła się skruszona w kąciku, kotka się otrząsneła i poszła się koło niej połażyć. Sytuacja powtarzała się nagminnie, a mąż stwierdził, czemu ja się tak ekscytuję, przecież, gdyby kot nie chciał być maltretowany to by uciekł. I od tamtej pory bez słowa obserwowałam, jak Kora Kazię maltretuje, nosi za głowę w zębach, obślinia, mamle, tarmosi, nie wytrzymałam, jak zobaczyłam, że nie dość, że targa kota za głowę, to jeszcze wywija nim, jak szmatą, znów się wydarłam, bo już widziałam kota bez głowy. Proceder oczywiście trwał w najlepsze, aż obie panie podrosły i durne zabawy przestały je bawić. Mije nerwy oczywiście nikogo nie interesowały :-D

          • kanionek 08/03/2015 at 22:40

            :D
            U nas Atos obrabia Gonzalesa (bo Kotek się nie daje) jęzorem i “wyiskuje” z “pcheł”. Gonzales po tych zabiegach wygląda jak klient fryzjera, co umie czesać tylko na “mokrą Włoszkę”, ale i tak go ciągnie do Antoniego :)

      • pandeMonia 08/03/2015 at 21:33

        Ale adoptowały, czy listonosz?

        • pandeMonia 08/03/2015 at 21:33

          Wrzuciło mnie tu, a miało piętro wyżej z tym listonoszem.

          • kanionek 08/03/2015 at 21:49

            No bo to właśnie tak wrzuca. Trzeba pisać, do kogo się pisze. Idę grzebać w tym forum.

        • Iwona 08/03/2015 at 21:53

          Jestem dyskretna i tolerancyjna, nie wnikam w prywatne życie moich podopiecznych,a przychówek przygarnełam i wychowałam, jak swoje :-D

  16. Iwona 08/03/2015 at 22:17

    @ Kanionek
    A byłaś na stronie Winnice Polskie? Tam są ciekawe informacje.

    • Iwona 08/03/2015 at 22:41

      @ Kanionek
      Zobacz w sklepie sadowniczy.pl, kupuję u nich i naprawdę mają dobre sadzonki.

    • kanionek 08/03/2015 at 22:49

      Omatko, Iwona… Dużo tam tych ciekawych informacji? Bo nie wiem, czy jeszcze mam miejsce w głowie ;)

      • Iwona 08/03/2015 at 23:06

        Rozumiem, przeczytasz i zgłupiejesz, też tak mam ;-) . To z białych mrozoodporna jest Iza Zalewska, pierwsza polska odmiana.

        • Iwona 08/03/2015 at 23:10

          Zaliwska ta Iza, owocuje na początku września.

          • kanionek 09/03/2015 at 01:07

            To się świetnie składa, bo mam ją w jednej otwartej zakładce, więc trudne wybory mam już z głowy, dzięki :)

  17. Eli 08/03/2015 at 22:32

    Ja osiwieję (do reszty) razem z Tobą Kanionku, niech Tradycja już nie gwiazdorzy, bo tu pół internetu wstrzymuje oddech w oczekiwaniu na rozwiązanie, emocje w zenicie doprawdy ;-) A jak tam Rosoły, dalej szlifują formę przed maratonem? :D

    • kanionek 08/03/2015 at 22:48

      Rosoły teraz stawiają na śpiew – wybraliśmy się wczoraj na spacer, odeszliśmy ze dwa kilometry od domu, i jeszcze ich recital dało się słyszeć ;)

      No właśnie, niech już nie gwiazdorzy, bo ja mam nerwy na sznurki powiązane i długo już nie wytrzymają. Gdyby we mnie ktoś tak się wpatrywał, błagalnie i żałośnie, to ja bym z czystej grzeczności urodziła. A ona nie. Dziś znowu śluzik, tak skromnie, żeby mi lekko ciśnienie podskoczyło, trochę ciężkiego wzdychania, wypinania pupy, i tyle.

  18. sieka 09/03/2015 at 10:09

    No witam Kanionku i resztę Pań.
    Tradycja może jako pierworódka swoje koźlątka “przenosi”? W każdym razie ściana zachodnia trzyma kciuki za szczęśliwe rozwiązanie ciąży i napiętych nerwów. Przyłączam się do klubu “przesilenia wiosennego”, wczoraj miałam z 18 st. na ogródku i nie wychyliłam nosa z domu gdyż ….szyłam kocyki dla dzieci. Mam zrobić zdjęcia? Do tego mam do zrobienia jakieś dwa fajne mebelki i dlatego pieprzę to zielone za oknem, nie mam na to czasu…niech rośnie samo. Nie wiem czy Koleżanki pamiętają sprawę “mojego nie mojego” zdziczałego sadu za płotem. Zachowaliśmy się z Małżonkiem dorośle, poszlim zapytać sąsiadkę czy chce sprzedać. Mówi, że nie chce, mam nadzieję,że ogólnie a nie tylko nam. Do babyAgi: tez chętnie poczytam, choć niczego w stanie cywilnym nie chcę zmieniać, ale ogólnie o samych zmianach życiowych lubię czytać. Ogólnie już od 5 lat motywuję się w taki przedziwny sposób do zmiany pracy. Pozdrowienia dla Wszystkich Pań.

    • baba aga 09/03/2015 at 10:36

      Sieka praca miala swój udział w rewolucji :-) i było warto, tak naprawde to ja wymarzylam sobie pracę i taka dostałam z jej wadami i zaletami, jestem przykładem ze marzenia się spełniają i dlatego trzeba marzyć z odrobiną rozsądku ;-) co prawda niektóre marzenia się spełniły po 25 latach no ale jednak, terminu nie podawałam, może dopiero wtedy dojrzałam żeby je docenić.
      Co do przedwiośnia to też to mam, śpię a jak nie śpię to ziewam, nic mi sie nie chcę, gdyby nie pies i praca to pewnie bym nie wychodziła nigdzie, a i jeszcze mam wzmożony apetyt na słodkie a normalnie to nie przepadam.

    • kanionek 09/03/2015 at 11:28

      OSIEMNAŚCIE STOPNI? U nas wczoraj było 12 w najcieplejszym momencie :)
      Rób zdjęcia i wysyłaj, chwalisie to pozycja stała i w każdej chwili można dosłać nowe.
      Plik z forum już zainstalowany, ale jeszcze trochę mi zajmie obłaskawienie gada ;)

  19. Mateusz 06/04/2015 at 20:55

    Miło nam, że polecacie nasz sklep znajomym i na forach – dziękuję za uznanie Iwono – takie opinie podnoszą tylko nasz standard obsługi oraz najwyższą jakość niejednokrotnie nagrodzoną np. Gazelami Biznesu :) Jeszcze raz dziękuję i zapraszam Ciebie @Kanionek do sprawdzenia oraz kontaktu email przygotuję coś specjalnego :)

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa