Dyrygent strzela z batuty, czyli ruskie porno i film przyrodniczy

“(…)
Byłem Faustem… i byłem Prometeuszem…
Porównywałem pyłek wiedzy
Z wszechświatową górą tajemnicy.
I wydzierałem ogień niebu,
aby go nieść swoim braciom…
I ten ogień okazał się robaczkiem świętojańskim,
który świeci – nie oświecając
i pali się – nie rozpalając…
(…)”

KAT, “Delirium tremens”, z albumu “Ballady”, 1994

“Welcome to Costco, I love you”
Gość witający klientów hipermarketu, “Idiocracy”, 2006

 

Sama już nie wiem, może jednak umieszczenie zdjęcia cycków Tradycji było błędem, bo od kilku dni jedną ze stron odsyłających na mojego bloga jest rosyjska witryna porno. Czo te ludzie…?

Wiecie, że kozy są dziwne? I zupełnie nieprzewidywalne? I każda jest inna. I szału można dostać. Tematem wstępu do niniejszego odcinka koziej sagi będzie woda. Z lektury wynurzeń amerykańskich posiadaczy kóz dowiedziałam się, że koza wypija średnio PRZYNAJMNIEJ jeden galon wody dziennie. Zwłaszcza zimą, gdy do koziej mordy trafia głównie suche żarcie (siano, zboże, słoma itp.), bo latem potrafią oblecieć na zielonym. Po tym jak ustaliłam, że amerykański galon nie jest równy angielskiemu galonowi, a w dodatku galon amerykański dzieli się na galon do płynów i galon do ciał sypkich (i różnią się w objętości o jakieś 0,7 litra), dotarła do mnie straszliwa prawda. Moje kozy są wielbłądami, gdyż galon, wszystko jedno jaki, owszem wypijają, ale w tydzień, i nie na głowę, a na cztery.

W okresie letnim, gdy kozy miały stały dostęp do stawu i zbiornika na deszczówkę, nie przejmowałam się faktem, że codziennie rano tylko wylewam pełną michę wody wymieniając ją na świeżą. Ot, myślałam sobie, kozy są jak psy – z kałuży woda smakuje lepiej. Gdy powierzchnia stawu zamarzła, sprawdzałam stan wody w misce w koziarni dwa razy dziennie, na wypadek, gdyby trzeba było dolać. Okazało się jednak, że wielbłądy wolą pić wprost z przerębli wyrąbanej w lodzie na powierzchni zbiornika z deszczówką. Codziennie więc rozbijałam lód, a gdy już za głęboko było im się schylać, przelałam resztę deszczówki do butelek plastikowych i tę właśnie wodę od jakichś dwóch tygodni im serwuję. W misce zawieszonej w koziarni. I dupa. Ubywa niezauważalnie, może z pół litra dziennie, a reszta wody traktowana jest jak materiał na zupę z gówna i słomy.

Zmieniam wodę rano i wieczorem, za każdym razem spodziewając się, że kozy przybiegną do tej czystej, świeżutkiej wody Z WDZIĘCZNOŚCIĄ. Nie przybiegają. Myślałam, że może nie łapią triku z wymianą, i na wszelki wypadek to JA biegałam za nimi z michą, podtykając im wodę pod nos, ale patrzyły na mnie jak na wariatkę, którą być może jestem. No to czepiłam się myśli, że widać wody zawartej w codziennej porcji warzyw im wystarczy, ale szybko sobie obliczyłam, że wypadają dwie marchewki, pół dużego jabłka, jedna czwarta buraczka i ze 30 dkg kapusty na głowę. No nie wycisnę z tego 3,75 litra wody, które normalnie wypija porządna, amerykańska koza. Polskie kozy zresztą wcale nie gorsze – jedna pani serwuje dwa wiadra dziennie dla trzech kóz, inna nie liczyła, bo tylko do dużej wanny im dolewa, ale na oko widać, że sporo schodzi. Mnie schodzi jedynie czas na bezskutecznym rozmyślaniu – ki diabeł?

I teraz pewnie spodziewacie się, że nastąpi wyjaśnienie zagadki, odkryte zostanie jakieś tajemnicze źródło wody, w którym moje kozy uzupełniają życiodajny płyn i tak dalej. Nie nastąpi. I od razu mówię, że śniegu nie żrą, bo śniegu też nie ma. Moje kozy po prostu wody nie piją i już! Nie potrzebują. Wyrwały się z jarzma hydroniewoli, przeszły kosmiczną transformację, czerpią manę ze słońca, a Tradycja w wymieniu przechowuje zapewne benzynę, bo do produkcji mleka potrzebowałaby jednak tej głupiej wody. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie próbowała ich uszczęśliwić wodą na siłę lub podstępem, prawda. Wyczytałam więc, że niektóre gospodynie, by poprawić i uatrakcyjnić zwierzętom smak wody np. wodociągowej, dodają do niej jeden chlust octu jabłkowego, a że mam jeszcze kilka chlustów takiego słabego octu własnej produkcji, to postanowiłam spróbować.

Obawiając się jednakowoż, iż znikoma ilość rzeczonego octu nie wpłynie znacząco na walory smakowe wody dla kóz wybrednych, poszłam o krok dalej i zaserwowałam królewnom gar wody pozostałej po gotowaniu ziemniaków dla kur, ze wspomnianym wcześniej chlustem. I co powiecie? Pierwsza do gara podeszła Bożena, zaciągnęła zapach w nozdrza i nagle buch! – prawie cały łeb w wodę włożyła, ciągnąc tę wodę pyskiem, nosem i wchłaniając śluzówką oka. Pociągnęła prawie dwa litry bez wynurzenia! Irena, tak na oko, zassała około pół litra, Tradycja już skromniej – może chińską filiżankę, a Andrzej umoczył brodę, pociągnął łyczek, parsknął i tyle. No cóż, każdemu według potrzeb, grunt że pierwszy raz od bardzo dawna widziałam na własne oczy, jak moje kozy piją. I już knuję szalone plany na przyszłość – może kompocik z suszu? Napar z nagietka? Herbatka ziołowa?

Pogoda ostatnio słoneczna i czysta niczym kolekcja kryształów na regale teściowej, ale co z tego, skoro w nocy minus osiem, a w dzień zimny wiatr rzuca się do twarzy i odgryza palce. Z kuchennego okna mam widok na wiecznie zieloną, iglastą część lasu, więc gdy tak sobie słońce świeci, mienią się tęczowo wesolutkie Rosoły gmerające ochoczo w bladozielonej trawie podwórka, to się człowiekowi pory roku mogą pomylić i do kuriera, co przywiózł czarny słonecznik dla kóz, człowiek może wylecieć w klapkach, dżinsach i koszulce. I potem musi udawać, że tak właśnie miało być i w ogóle – JAKI MRÓZ, proszę pana?

No ale słonecznik! Słonecznik czarny niełuskany, proszę Państwa, to jest hit i strzał w strzałkę. Nie dość, że wszystkim smakuje, to Andrzej po słoneczniku skacze jak pchła z ADHD i to nie że tak o, w powietrze skacze jak piłka bez sensu. On skacze na WSZYSTKIE kozy po kolei, zapędzając je w kozi róg i na pochyłe drzewa. No bo one jednak, niestety, nadal nie podzielają jego erotycznego entuzjazmu, NAWET po słoneczniku. Bożenę wymęczył do tego stopnia, że stała się rzecz niesłychana – zamiast zwyczajowo przyłożyć Andrzejowi z bańki, Bożena z żałosnym bekiem przyleciała się za mną schować. A może po kilku ostatnich potyczkach dotarło do niej, że Andrzej ma już rogi grubsze, niż jej tylne nogi.

To może jeszcze dodam, że choć nadal nie wiemy na pewno, czy Andrzej umie strzelać, a jeśli umie, to czy przypadkiem nie strzela ślepakami, jedno wiemy już na sto procent. Ma Z CZEGO strzelać. Skąd wiemy? Bo się pochwalił… Nie będzie rysunków, ani tym bardziej zdjęć (bo wiadomo, gdzie jest aparat fotograficzny gdy go najbardziej potrzeba), ale powiem Państwu, że gdy pewnego wieczora, podczas jednej z moich codziennych sesji nasiadowych z kozami, Andrzej stojący na ławeczce znienacka dobył miecza, świsnął batutą, okazał dowód tożsamości, to mało z wiadra nie spadłam. Nie powiem Wam, co zrobił później, bo to jednak może się okazać niesmaczne. No w każdym razie park maszynowy ma wyposażony, utrzymany w dobrej kondycji i osobiście przeprowadza eee… przeglądy techniczne.
I oczywiście małżonkowi zaraz opowiedziałam, co to ja nie widziałam, a on mi na to spokojnie, że przecież od początku mówił, że z Andrzeja będzie DEMON, bo dobrze mu z oczu patrzyło.

A jeśli macie już dość rzeczy obrzydliwych na jeden raz, to nie oglądajcie poniższego zdjęcia, bowiem prezentuję na nim obiecaną w komentarzach “krew na krawędzi”. Prosz:

krew w koziarni

Co więcej – wiem już, czyj jest glut, bo dziś Irena miała zaschnięty ślad na – powiedzmy – tyłku. Dobrzy ludzie na kozim forum powiadają, że takie krwawe gluty mogą się zdarzyć po przebytej rui, więc odetchnęłam z ulgą, że nie Ziokołek i nie poronienie. A w Ziokołku znów wymacałam obracające się sanki, no ale wiadomo – takie rzeczy się długo trawi ;)

I ponieważ co jakiś czas prezentuję fotki z koziarni, takie jak na przykład ta:

świnki trzy

Czy ta:

i wilk zły

A jestem osobą zakompleksioną i lubiącą się tłumaczyć, to MUSZĘ Wam powiedzieć, że ja również ubolewam nad faktem, JAK TE ŚCIANY WYGLĄDAJĄ. I gwoli przypomnienia, w maju koziarnia wyglądała tak:

koziarnia1

Więc chyba widać wyraźnie, że to nie moja wina, że te niedobre kozy zdemolowały sobie chatę? Tu sobie kopytkiem pogmerają, tam rogiem stukną, wzdłuż ściany bokiem przejadą, albo zwyczajnie krawędzie murków obgryzą, choć przecież dostają wapno do żarcia. A z renowacją trzeba czekać, aż nadejdą dni suche i gorące, żeby stajenny mógł się zerwać skoro świt, kozy na wypas wypędzić, drzwi od strony wybiegu zamknąć, ściółkę i ruchome elementy wyposażenia wynieść, obskoczyć z pędzlem i wiadrem wapna wszystkie ściany, poczekać aż dobrze wyschną, świeżą ściółkę załadować i jeszcze przed zachodem słońca kozy wpuścić. Nie wiem, nie wiem jak ja tego dokonam, bo przed przyjazdem Tradycji mogłam się bawić i upiększać wszystko przez tydzień.

PS. Taki mały apdejt. Delikatny, choć aromatyczny napar z majeranku, wzmocniony nutą bazylii i łyżeczką miodu na 5 litrów wody to NIE JEST to, co kozy lubią najbardziej. Następna w kolejce mięta i rumianek.

PPS. I już myśleliście, że filmu nie będzie, a tu proszę:

Irena Koza i Pani Bożena z Gazowni przedstawiają film dokumentalny o Gupiej Królewnie i Irytującym Rycerzu. A tak naprawdę, to film o niczym, bo nic się na nim nie dzieje – po prostu sześć minut z leniwego życia kóz Wam nagrałam. Jakość filmu taka, jak zawsze – nic nie widać, za to słychać całkiem nieźle, więc jeśli jesteście w pracy to nie zapomnijcie o wyłączeniu dźwięku ;)

A i jeszcze jedno. Kotek chciał Wam powiedzieć, że weźcie nie ściemniajcie, żadnych bocianów jeszcze nie widać. A Gonzales leży jak dętka na tym filmie, bo nocą ukradł i zeżarł cały kawał słoniny, który Kanionek wywiesił dla sikorek. Kotek nie jest podłym donosicielem, ale Gonzales nie zna się na savoir vivre i w ogóle jak to tak – żeby się z kumplem nie podzielić?

gdzie te bociany

129 komentarzy

  • -EW

    Portrety psychologiczne. Skomplikowane relacje miedzy bohaterami. Tajemnica. Demon Seksu. Krew i Woda! Tyś nie Kanionek jeno Wielki Kanion!

    • kanionek

      O Matko ze szmatką i cudownym koralikiem! Ja w komentarzach do starego wpisu siedzę, a tu już gość w dom :)
      -EW – a ja u Ciebie śmiałości jak dotąd nie miałam komentarza zostawić. Bo każdy wydaje mi się czczy niczym suchar z kminkiem wobec tych przepiękności, które tworzysz. Ale się wezmę. Zbiorę cały kminek w sobie i napiszę. A wiesz, że zainspirowana Twoimi zwierzątkami chciałam sobie narysować kozę na wrotkach i nawet narysowałam? Że niby miałam potem na to jakiś materiał naszyć i te koraliki kupić, ale nie oszukujmy się – rysunek powiedział mi stanowcze, zdecydowane NIE. Z tego nic się nie da zrobić.

      • -EW

        No proszę- niemal siostrzeństwo krwi- Ty kozę na wrotkach, ja krowę na nartach zmalowałam. TO NIE MOŻE BYĆ PRZYPADEK!

        • kanionek

          Ojacie :D Ale – czy ja coś przegapiłam, czy może ta kr(ól)owa sportów zimowych dopiero się ukaże szerszej publiczności?

          • -EW

            Sprawdziłam, rzeczywiście krowy na nartach jeszcze nie było. Poczekam na sprzyjające okoliczności przyrody- żeby było kompatybilnie. A wiesz że nas są trzy siostry sister? Trzecia to sam Bohdan Butenko, który w “35 maja” narysował konia na wrotkach.

          • kanionek

            Więc powiadasz, że mam siostrę imieniem Bohdan? A Diabeł w Buraczkach twierdzi, że mamy wspólny neuron! Chcąc więc czy nie chcąc, jesteś siostrą po neuronie również i Diabła. Medycyna zna różne przypadki…
            A wracając do Butenki – ach, jak kochałam książeczkę “Androny”, z wierszykami Brzechwy i rysunkami siostry Bohdan :) W pamięci utkwiła mi zwłaszcza Danuta siedząca na linii wysokiego napięcia, a “nie pieprz Pietrze Wieprza pieprzem” powtarzałam jak nakręcona. Co przy mojej sepleniącej zgłosce musiało być dla Mamy udręką.

        • Wspólny neuron to mam ja z Diabłem, EW i Kanionkiem. I jeszcze z Newą. Tak czuję się jakoś związana z Wami! Tymi łańcuchami DNA chyba!

          • diabel-w-buraczkach

            no wlasnie chcialam napisac, ze wspólny neuron to wymyslila Monia. Jest baaaardzo dlugi i nawet wieszalysmy na nim pranie do suszenia, hyhy.

          • Mam wrażenie, że i mnie ktoś o nim powiedział wcześniej :D Mnie już chyba trzeba humanitarnie zastrzelić!

  • Iwona

    O to, to. Krew i woda, i porno :-D

  • anai

    Czy Bożena się rogiem po tyłku drapała? :) ta to ma dobrze :) chodzą za Tobą te kozy jak psy.

    • kanionek

      Tak, ona się sama może podrapać prawie wszędzie :D
      Kiedy pierwszy raz byłam świadkiem, jak Bożena tym powolnym ruchem zarzuca łeb do tyłu to myślałam, że ma problemy neurologiczne albo ją coś opętało. Dopiero gdy zaczęła się drapać dotarło do mnie, że tym razem sensacji nie będzie ;) Andrzej też już odkrył, do czego służą rogi i bywa, że wygląda komicznie. Bo on ma tę długą, jedwabistą sierść, a rogi jeszcze stosunkowo ostre na końcach, i jak się intensywnie podrapie, to sobie nawyrywa kudłów i chodzi potem z takimi powiewającymi na końcach rogów pędzelkami.
      No chodzą za mną, ale nie oszukujmy się – każda czegoś chce, najczęściej do żarcia. A Bożena choć zdolna, to leniwa, i woli kiedy ja ją drapię, a ona sobie stoi i nie musi robić wygibasów ;)

  • Ola

    Śliczne kozuchy, śliczneee! I pieszczochy :) A co do wody, zabidzone nie są :P więc chyba piją tyle, ile im potrzeba?
    Tęskniłam za Twoim sielskim, słonecznym kozim wpisem, bo jakoś tak mi… Dzięki!!! Macham łapą do wszystkich w OK

    • kanionek

      Ano właśnie. Ja tak sobie ostatnio coraz częściej myślę – ale lipa, nie mam o czym pisać, żadnych awantur, ekscesów, wsadzania w oko grabi, nawet prąd, kurde, ciągle jest! A potem sobie przypominam, że przecież Wy nie macie kóz na co dzień i może właśnie chcielibyście sobie choć zdjęcia pooglądać? I o tym, że wieje wiatr poczytać? Bo w biurze to nie wiatr, tylko zwykły przeciąg przecież.
      Postaram się o tym pamiętać :)

  • nikt wazny

    Sielankowy obraz z tego filmu sie wylania.
    Andrzej wydoroslal, ze hoho! Czy kozly z czasem nie moga byc grozne dla otoczenia? Jak np. byki?
    Pytania glupiego laika, w dodatku miastowego:)

    • kanionek

      Wiesz, ja też nie mogę powiedzieć, żebym całe życie ze stadem kozłów po łąkach hasała. Też jestem lajkonik z miasta i czasem uczę się na własnych siniakach ;)
      Ale czytałam, że zdarzają się kozły w dekiel walnięte – czasem odbija im dopiero po osiągnięciu dojrzałości płciowej. Ba, podobno są KOGUTY, które potrafią się na “ulubionego” człowieka zaczaić za węgłem i znienacka zaatakować, lądując ofierze na głowie i dziobiąc zaciekle w miękkie miejsca, jak np. oko czy skroń. Albo szarpiąc w łydkę.

      Andrzej faktycznie wydoroślał, co dostrzegłam dopiero po obejrzeniu zdjęć z września. I jakoś tak w ciągu ostatnich dwóch tygodni nagle nogi mu się wydłużyły! Już wzrostem dogonił Irenę :) Ziokołek też mial taki okres w życiu, że nagle wystrzelił w górę – miała nogi do samej szyi ;)

      Ale dzisiaj Andrzej znów był moim szczeniaczkiem – przyszedł do mnie, gdy siedziałam na wiadrze w koziarni, położył łepetynę na moich kolanach, łypnął w górę tym swoim proszalnym okiem… I było nam całkiem miło i wygodnie, jeśli nie liczyć jednego rogu wbitego gdzieś pomiędzy moją trzustkę a żebro ;)

      • nikt wazny

        O tym, ze Irenke dogonil wzrostem, tez zauwazylam:)
        Jak tak dalej bedzie meznial, to niebawem spojrzy z gory na Tradycje i Bozenke.
        Oby tylko mu pod ta pokrywka nic sie nie pozmienialo.
        Andrzeju! Masz Pania swoja kochac (ale bez przesady…;) i szanowac!

        • kanionek

          Oby! Bo jeśli ten kozioł, którego widziałam u Farmera był ojcem Andrzeja, to powiem Ci że nie chciałabym mieć z Andrzejem złych układów ;)

      • Iwona

        @ Kanionek
        Potwierdzam są takie koguty, nawet spróbowałam ich ostróg, a moja plastikowa wanienka na pranie zaliczyła kontakt z kogucim dziobem. Zasłoniłam się i w wanience została spora dziura:-). A kilka dni temu byłam u koleżanki i widziałam jak kogut zielononóżki uparcie szarżował na właściciela, z uporem maniaka zachodził go i skakał. Z dzieciństwa też mam kilka wspomnień o bojowych kogutach np. wybity ząb koleżanki.

        • kanionek

          Omatko… Ja mam aż cztery koguty. Czterech potencjalnych asasynów! Ale może właśnie dlatego, że jest ich tylu, to jak im coś do łba strzeli wykończą się nawzajem, a nie nas :D

          • Iwona

            Będą lać się między sobą :-D. Wszyscy ci agresorzy byli samotnymi kowbojami ;-)

  • ciociasamozło

    Buuu, nie mogę filmu odtworzyć :((((

    A te galony wody to nie były przypadkiem na kozę co mleko produkuje? Bo wiesz, na to trochę płynów idzie (jak sama byłam dojną kozą nie rozstawałam się z butlą minerałki).

    “Krew na krawędzi” – WOW! Nie tylko tytuł, ale i okładka gotowa! Jakoś sobie mniej spektakularnego krwawego gluta wyobrażałam.

    • kanionek

      Muszę od razu sprostować, że nie mam praw autorskich do “Krwi na krawędzi” – kto tę frazę podsunął? Trzeba zajrzeć do komentarzy z poprzedniego wpisu, bo pamięć mnie zawodzi.

      No ja rozumiem z tym mlekiem, ale wiesz, one też siusiają! Ale dobra, poczytam jeszcze.

      • ciociasamozło

        Sama podsunęłam! i ceduję na Ciebie prawa do tytułu ;)

        Siusiać siusiają, ale suche bobki sadzą to w kupie mało tracą.

  • Iwona

    Mi też się nie otwierał na telefonie, na kompie się otworzył.
    Fajnie tam masz Kanionku, a aktorzy jacy onieśmieleni, to Atosowe spojrzenie kątem oka:-). Gonzales chyba chciał powiedzieć: czego? odpoczywam, nie widać? ;-)

    • kanionek

      Atos boi się aparatu :D Odkąd aparat brał udział w fotografowaniu noszy, Atos wrzucił go sobie na listę “rzeczy niebezpiecznych, których lepiej unikać”. I nie mogę mu teraz zrobić żadnego fajnego ujęcia w domu, bo jak tylko Atos usłyszy trzask otwierającej się lampy błyskowej – już go nie ma :)

      O tak. Gonzales odpoczywał prawie dwa dni po tym, jak zeżarł kawał słoniny długości własnego ogona. A tak się nakombinowałam, gdzie ją zawiesić, żeby koty jej nie ściągnęły.

  • Kachna

    Weź nagraj wieczorem Andrzeja. No wiesz, krew, porno.
    “50 twarzy Andrju”….

    • hanka

      Kanionek, kula Ci odpadła:-)
      A tak wracając do butelkowej wyspy, wspomnianej w komentarzach w poprzednim wątku, to może zwodujemy sobie ją na stawie u Kanionka, no bo gdzie nam będzie lepiej! Co myślicie?:-))

      • kanionek

        @Hanka

        Żeby tylko kula! Tu wszystko odpada :)
        A mam jeszcze dwa betonowe lwy, strzegące wejścia do… Właściwie nie wiadomo czego. Po obu stronach takiej drewnianej furtki leżą sobie te lwy, rozmiarów dobrze odkarmionego kota. Odlane z formy i pomalowane łuszczącą się już farbą w kolorze niby brązowym. No i jednemu lwu dolna szczęka odpadła, pewnie z wrażenia, gdy się na ten koniec świata wprowadziliśmy.
        I przez jakiś czas myśleliśmy, że to tylko poprzedni właściciele gospodarstwa mieli taką Carringtonowską fantazję (lwy, amorki, skalniak i huśtawka), ale szybko okazało się, że miot lwów był liczny i zaopatrzyły się w nie prawie wszystkie gospodarstwa w okolicy. Musiał był jakiś artysta wędrowny tędy przejeżdżać i kto chciał, temu odlał ;)

        Wyspa na stawie? Proszę bardzo, tylko spieszcie się, bo mi staw wysycha :D

      • zeroerhaplus

        Hanka, gdzie Ty na tej kałuży* chcesz miliony bab pomieścić?!?

        ______________
        *- bez urazy, Kanionek ;)

    • kanionek

      @Kachna

      “50 skoków Andrzeja – antyporadnik erotyczny”.
      Gdyby mi się ten durny aparat sam co chwilę nie wyłączał, to pewnie zmontowałabym Wam jakiś ciekawszy materiał. Bo z tymi kozami jest tak, że przez godzinę dłubią racicą w zębach, a potem nagle odstawiają jakiś numer wart Oscara. I oczywiście wtedy akurat się nie nagrywa.

  • Modra

    Ajaj, ja w pracy na słuchawkach obejrzałam. Pięęękny film. Urzekł mnie nastrój sielski, anielski. Jak idę z moimi sukami do lasu w sob/niedz to też tak chłonę i napawam się zapachami i odgłosami. Cudnie tam jest u Ciebie Kanionku. Dzięki informacjom o poziomie zapotrzebowania na wodę u kóz Kanionka, stwierdzam jednoznacznie, że jestem kozą z Obory. Bo ja na dobę kubeczek kawy wypijam ino. A od herbaty i naparów wszelakich mnie odrzuca. No chyba, że wodę z kiszonych ogórków ktoś by podał, to ja owszem, ja tak :-)

    • kanionek

      O, dzięki za podpowiedź – może wody z kiszonych ogórków im do michy doleję? Bo kiszone ogórki lubią. Oczywiście tylko jako smakołyk dostają, nie wiadrami.

      Ja jestem kawiara i herbaciara, za to samej wody nie mogę. A nastrój tutaj… Widok jaki ukazał się naszym oczom, gdy tu pierwszy raz trafiliśmy, wyrył mi się w pamięci tak silnie, że spać nie mogłam z obawy, że nas ktoś w zakupie ubiegnie. Naiwniaczka :D

      Wiesz, co uwielbiam robić latem, gdy jest ciepło? Pierwsze wyjście z domu rano – hyc na drabinę, opartą szczytem o krawędź otworu wejściowego na strych obory, siadam na piątym, szóstym szczebelku od ziemi i patrzę na to wszystko z góry. Na las, łąkę, parujący staw, ptaszki, owady. Takie ładowanie baterii za darmo :)

  • diabel-w-buraczkach

    oje, jaki sielski film, ale musze poczekac do przerwy zeby obejrzec z dzwiekiem.
    Opis zapoznania sie z “parkiem maszynowym” jest wyborny :)
    A co do witryn odsylajacych, to ja znalazlam u siebie przedwczoraj cos z “best-sport-videoclips” no i tego to juz naprawde nie rozumiem. Ja i sport??? Jedyne co uprawiam, to sofizm (czyli lezenie na sofie).

    • kanionek

      Może chodziło o skoki wzwyż (krecik takie numery u Ciebie odstawiał, prawda?) albo picie herbaty na czas stojąc na trzech nogach? Do listy sportów olimpijskich ciągle dodawane są nowe dyscypliny!

  • Fantastycznie u Ciebie!
    Mogę tylko potwierdzić – tak, kozy jakimś cudem, nie muszą pić, żeby żyć :) Moje rekordzistki czasami są w stanie wypić 1l dziennie.
    Hi hi, wiem co koziołek zrobił po przeglądzie parku maszynowego :)
    Pozdrowienia!

    • sieka

      eee, no ja nie wiem co zrobił, bo jestem mieszczuch, no powiedzcie, plizz. My tu wszystkie chyba jesteśmy pełnoletnie…

      • nie mogę się tak wpieprzać autorce, skoro sama nie zechciała opisać :)

        • Ania W.

          E, no powiedzcie, powiedzcie Kumy!

          • ciociasamozło

            Mnie się wydaje, że to się może kojarzyć z tym dużym nietoperzem, no tym z Bali.

        • kanionek

          A nie nie, spoko spoko, Spokostanka – wpieprzaj się bez oporów. Miałam nadzieję, że mnie ktoś wyręczy :D
          Ja mogę jedynie krótko i lakonicznie odpowiedzieć na pytanie, które nie padło (bo nie mogło): owszem, BEZ PROBLEMU DOSIĘGA :D

    • kanionek

      @Spokostanka
      No to mnie nieco uspokoiłaś. Ale napar z rumianku im jednak dzisiaj zaniosłam i nie powiem, smakowało!
      Muszę zajrzeć do Ciebie.

  • Fascynujące. Wpatrywałam się z takim gupkowatym uśmiechem. I nagle się skończyło! Bu.

    • Ynk

      Mmmm mmmm mmmm (jak “Crash Test Dummies ;-)
      I ten wąteczek, kiedy trzódka schowała się na tyłach (na papieroska? kozie tajemnice pielęgnować? poplotkować? pobawić się w doktora?) a tu Karmicielka woła: No chodźcie, chodźcie, ukłońcie się ładnie Ciociom, powiedzcie wierszyk. Dostaniecie chipsy marchewkowe. :-)

    • kanionek

      Ja się też z takim właśnie uśmiechem w te kozy wpatruję. Miałam różne w życiu zwierzaki, wszystkie piękne i kochane, ale kozy są MAGICZNE. Przyciągają jak magnes i hipnotyzują jak Kaszpirowski.
      A skończyło się nagle, bo chciałam wrzucić ten film w choć trochę lepszej jakości, niż te poprzednie, więc trzeba było wybierać – długość, albo jakość ;)

  • EEG

    O matko i córko, jak tam u Ciebie ślicznie. I co piszesz, że nic nie widać, jak widać WSZYSTKO. Jeszcze jeden film i przeprowadzam się z Twojej obory wirtualnej do obory realnej, słowo daję. Siana jeść nie będę, ale jak do tych marchewek i jabłka dorzucisz jeszcze trochę chleba -czego chcieć więcej? (bananów). A Łabędzica ma już całkiem dorodną bródkę.Kiedyś słuchałam świetnych audycji Doroty Sumińskiej i ona tam powiedziała, że jak zwierzak ma dostęp do miski z jedzeniem, to z głodu nie umrze. To na tej zasadzie Twoje kozy nie zaschną. Widać wody nie potrzebują.
    No to znowu sobie włączę film i się ponapawam.

    • kanionek

      Dorzucę Ci chleba, bananów, a nawet pizzę upiekę (w Twoim kombiwarze!).
      A ponieważ oprócz Ciebie jest tu chyba więcej chętnych, to widzę, jak tworzymy Kozią Komunę (bez złych skojarzeń) :D Biegamy w płóciennych sukienkach, uprawiamy ogródek (jaki ogródek – całe pole uprawiamy!), rozmnażamy kozy, robimy sery… A zamisat wyspy na stawie unosi się ponton wypoczynkowy z butelek. Małżonkowie wiosłują.
      Ech…!

  • zeroerhaplus

    Kanionek, uwielbiamy Twoje filmy “o niczym”!
    Nawet małżonek się zachwyca. A on ciężki do zachwycania jest w tych tematach.

    Kozy latają za Tobą faktycznie jak psiaki, i nic mnie nie obchodzi, czy coś z tego mają, czy nie, bo jakby się człowiek uparł, to wszystkie sympatie, miłości i inne zależności w świecie zwierząt i ludzi mogłabyś w ten sposób wytłumaczyć :P

    Koziarnia wygląda, jak wygląda, bo to już nie jest Twoja koziarnia ;)

    Co do wodopicia, przychylam się do zdania Ciocisamozło, czyli czy to aby nie dotyczy kóz dojonych, te statystyki?

    A słonecznik czarny, to jest dla mnie jakaś enigma z trójkątem bermudzkim włącznie. Sypiemy u nas dziobom różnorakim (dzikim, drobiu własnego nie posiadamy) do karmnika słonecznik co zimę, no i widzę, że te drańciuchy ewidentnie nie cierpią czarnego, wydziobując tylko ziarenka w paski. Czarne traktują “po rolniczemu”, czyli w dziób z karmnika i natychmiast na glebę. Nieobłuskane. Dobiero ostatnio trafiliśmy na rynku na słonecznik paskowany – wcześniej nie wiedzielim, że taki jest. I tak sobie myślę, że te “nasze” ptaki, to trzeba by skojarzyć z Twoimi kozami – dopełniałyby się idealnie. A na razie mam każdej wiosny pod jodłą pełniącą funkcję największego wieszaka na karmniki przepiękne pole siewek słonecznika, które niestety jeszcze nigdy nie wyewoluowały do postaci pięknego słonecznikowego łanu, bo giną gdzieś po drodze między ślimakiem a kosą…

    No i tak na koniec – strasznie, ale to strasznie dołowate te Twoje motta na dziś. Strasznie.
    Ała.

    • kanionek

      No i sama widzisz, Zeroerha, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż potrzebna Tobie koza. Słonecznik niechciany wyżre (chciany też), łany skosi, ślimaki rozdepcze. Koza jest dobra na wszystko!
      Za motta przepraszam, ale jak coś za mną łazi, to się nie odczepi, dopóki nie uwiecznię. No i tak sobie też czasem myślę – a może komuś w życiu ZBYT WESOŁO? I trzeba temu komuś z motta przywalić, żeby już mu nie było wesoło, bo co się będę sama smucić? Taki ze mnie karzący miecz sprawiedliwości :D

      • zeroerhaplus

        No i widzisz, pewnie i zasmuciłam się.
        Tak się zasmuciłam, że w całym komentarzu powyżej użyłam tylko dwóch emotikonek, co u mnie świadczy co najmniej o bardzo intensywnym zastanowieniu, czy się aby jednak nie zasmucić na poważnie.
        Ty miotłą karzący mieczu ;)

  • Po prostu, Ty masz kozy kanaryjskie. Najpiękniejsze kolorowe kozy świata, które żyją słońcem i miłością, bo tam W OGÓLE nie ma wody, żadnej, kompletnie, a z roślinności tylko jakieś zeschlaki. No dobra – aloes. Ale ile tego aloesu dziko rośnie?… A dzikich kóz całe stada!
    A te skurwysyny na nie polują. Ze strzelbami.

    • kanionek

      Ot i dobrze mądrego człowieka posłuchać. Skoro kozy kanaryjskie to najpiękniejsze kolorowe kozy świata, to oczywiście, że ja mam tę właśnie rasę! I kwestia wody i rodowodu rozwiązana :)
      Skurwysynów ze strzelbami kastrowałabym. I tu, i tam.

  • Iwona

    Już kilka razy oglądałam ten film bez sensu, o niczym, nic się nie dzieje, nuda ;-). Dziecko przechodziło i pyta, co ja się tak szczerzę do monitora, i przyszło popatrzeć, i poszło rozanielone. Też się szczerzyła do monitora :-D.

    • kanionek

      Dobrzy z Was ludzie, ludzie Wy moje :)
      Jak przyjdzie wiosna i wszystko wybuchnie zielenią, to nagram Wam kolejny film o niczym, oczywiście z kozami w tle.

  • Ania W.

    Ciociasamozło – ale giętki un taki bardzo, ów Endrju…?

    Obejrzałam film z zachwytem i tak głośno, że kiedy Kanionek zawołał Ziokołka, to z drugiego pokoju odezwał się mój monsz :)

    • kanionek

      Ania W. – giętki, choć ciętki, i zadziwiająco długi… Do Polskiego Związku Szermierczego by go przyjęli bez mrugnięcia okiem. Sekcja Floret, oczywiście. Mam nadzieję, że odpowiedziałam na właściwe pytanie…

  • ciociasamozło

    Widziałaaam Kanionka cieeń!
    W domu się udało obejrzeć. I też się szczerzyłam do monitora.

    @Ania W. – ale, że co? W Endriu wątpisz? Może nie tyle w giętkości rzecz, co w rozmiarze ;)

  • Ania W.

    @Ciocia – moja wyobraźnia mnie kiedyś zabije :)

    • baba Aga

      @Ania W. z wyobraźnią mam tak samo :D
      @ciociasamozło jak zawsze idealnie w punkt, dziękuję, leże i kwiczę jak prawdziwa świnia

      • kanionek

        Ciociasamozło ma przynajmniej dwa aliasy: Ciociaciętariposta i Ciociacelnapuenta :)

        Baba Aga – a jak tam Twój słodki brytan (brytfanka?)? Deprecha już opanowana?

        • baba Aga

          Ciekawe gdzie mnie wrzuci odpowiedź.
          @Kanionku brytfanka dzielna, dzisiaj była u fryzjera, bo wiedźmince spinki i gumeczki nie pasują. Babeblues mija, z pomocą przyszła apteka i taka nowość która polecam nazywa się to tonaxinum forte,jest wersja na dzień i na noc, ja biorę na dzień i jest lepiej. Groźna nazwa a to wyciąg z zielonej herbaty, melona, goryczki no generalnie ziołowe na poprawę samopoczucia. Ja niestety tez miałam ostre spotkanie z panią na D i teraz jak tylko zauważam niepokojące objawy to atakuje ją ziołami, pomaga juz chyba 8 rok bez leków jestem. A po drodze dwa razy zmieniałam pracę, raz chłopa, więc okoliczności były sprzyjające, ale nie wypuściłam suki za drzwi :-)

        • baba Aga

          miało być oczywiście, ze nie wpuściłam suki na D do domu.
          najnowsza fota wiedźminki
          https://www.facebook.com/photo.php?fbid=924726604227965&set=o.205335986244811&type=1&theater&notif_t=photo_comment

          • Ola

            no, jej mina mówi WSZYSTKO!

          • kanionek

            baba Aga – No, no, wiedźminka pełną gębą. Charakterek tu węszę :D
            A mi to by się przydał jakiś “Kilof forte”, żeby tak porządnie przez łeb yebło, i żebym się obudziła po tygodniu jak nowa.

    • kanionek

      Phi. Wyobraźnia. Ja to musiałam na żywo oglądać!

      • ciociasamozło

        Kanionku, to już Greya możesz sobie odpuścić.
        Przy Andrzejku na żywo najnowszy hit kinowy (kit hinowy?)pewnie by wypadł jak dobranocka dla grzecznych dzieci.

        Taa…, a potem się Kanion dziwi, że z witryn porno do Niej kierują…

        • kanionek

          Ja tego Greya sobie odpuściłam już wtedy, gdy w Pierdonce książki sprzedawali, i parę stron wyrywkowo przeczytałam. Bo rozumiem nawet najpikantniejszą erotykę, też kiedyś byłam kobietą, ale Pisiont Twarzy mnie nie urzekło :D

          • ciociasamozło

            Ja byłam twarda i z 80 stron przeczytałam (koleżanka mi pożyczyła), ale dalej się nie dało. Ente zdanie o “Wewnętrznej Boginii” czy jak to tam się nazywało, wywołało u mnie wysypkę i toczenie piany.
            Na film może się kiedyś skuszę, jak będę miała ochotę wprowadzić się w stan głupawki.

          • zeroerhaplus

            Behehhhehe ja machnęłam całego :)
            Przynajmniej wiem teraz dokładnie, o czym mówią ;))
            Wewnętrzna bogoni i inne takie, tja…
            Generalnie, niepowtarzalna lektura.

  • sieka

    jaki nietoperz z Bali Ciocia, ja nie mam telewizora od 4 lat, a internet głównie w pracy bo w domu nie ma czasu i nic nie kumam. A film fajny, taki Blair Witch Project, no nie?
    Ten las zimowy, to szeleszczenie kurtki, czad!

  • kanionek

    O rany Kozy, zaczekaaajcieee! Zaczekajcie na mnie :D
    Łeb mi dzisiaj na pół pęka, w mieście musiałam być, kciuk sobie skasowałam na szatkownicy, późno byłam u koziołków, teraz siadłam i co ja paczę – już 30 komentarzy, i kiedy ja to nadrobię? I nawet nie wiedziałam, że kciuka używam pisząc na klawie, a teraz już wiem, że do prawego altu używam. Ała! Zawsze jakaś nowa wiedza, czyli nie ma tego złego…
    Dobra, już Wam odpisuję :)

  • pluskat

    Uwielbiam przedwiośnie. Wszystko jeszcze przed nami. Trzy razy obejrzałam i wciąż jakiś nowy szczegół się objawia. A co się będzie działo przed komputerami, jak się pojawi pierwszy koziołek! Jeśli Andrzejowi nogi się wydłużyły i pięknie działa oprzyrządowanie, to nawet Bożena zmięknie. A taki był biedny, zaniedbany, jak go przywiozłaś, teraz niby już duże chłopisko, a przychodzi do pani na pieszczoty. Kanionku, jak tylko się zrobi cieplej, to wleź na tę drabinę i nakręć nam filmik z góry!
    Cieszę się, że wylazłaś z dołu.

    • kanionek

      Nakręcę :) Z samego okna stodoły :)
      Czekam na te moje pierwsze koziołki chyba bardziej, niż na samą wiosnę. Nie wiem, co się będzie działo u Was przed komputerami, ale ja przez tydzień będę śmiać się i płakać na przemian i moje słownictwo skurczy się do “ga ga”. Tylko jakoś Bożeny w ciąży już sobie nie umiem wyobrazić, bo sama zobacz, jak ona wygląda NIE W CIĄŻY :D
      Muszę się zorientować, ile by kosztowało dokupienie miejsca na serwerze, bo ten filmik na przykład miał w oryginale około pół gigabajta, więc musiałam go zmniejszyć kosztem jakości, a chciałabym Wam kiedyś zaprezentować taki, na którym np. widać wyraźnie Andrzeja włos jedwabisty i oko Łabędzicy w pełnej krasie. Czy ja już mówiłam, że kozy są piękne? ;)

  • pluskat

    a zwlaszcza Twoje, krasawice i miss Polski.

  • sieka

    aaaaa już wiem, co Andrzejek sobie….to DOSIĘGA mi podpowiedziało. Świntuch, ale za to samowystarczalny. Sory, ja jestem tu pierwiastek męski jeżeli chodzi o łapanie aluzji. A Lejdis też nie widziałam, pisałam gdzieś,że trochę nie przystaję no i to się czasem tak męcząco dla otoczenia objawia.
    Swoją drogą Kanionek ile ty masz nasadzeń!!! No jak tam musi być u Ciebie zielono. Jak ty to ogarniasz…

    • Iwona

      @ sieka
      Eee, nie martw się, ja też nie widziałam Lejdis, ale cytatów się nasłuchałam od tych co widzieli, niektórzy n-razy, zapaleńcy ;-)

      • ciociasamozło

        @Iwona, ja tak maturę zdawałam z polskiego. Lalki nie przeczytałam (bo mnie Łęcka zdenerwowała), ale wiedziałam o co kaman ze źródeł przeróżnych.

        • Ja tak pisałam z biologii, z czegoś, czego W OGÓLE nie przerabialiśmy. Na 8 stron. I zakończyłam fraszką KOchanowskiego. hyhy

          • Iwono, dziękuję. To było ze zdrowia psychicznego :D Teraz jak znalazł! Zawsze miałam tendencje do zalewajstwa i wodolejstwa. Jeśli temat mi nie podpasował, zbaczałam chyłkiem do rowu. Na studiach miałam wyłącznie egzaminy ustne. Nie wyobrażam sobie siebie na pisemnych, a na testach wcale. Biedna, biedna młodzież! Żadnych możliwości!

          • Modra

            Ja tez pisałam z maturę z biologii :-) Temat porównanie układu chrzestnego kręgowców. Jak tu wyrobić takie przykładowe 8 stron ? No nie wiem, może noga po nodze opisywać trzeba było :-)
            Za to z niemieckiego ustnego życiorys Guttenberga miałam. Mogłam się rozwinąć, popłynąć a tu po 4 zdaniu CIACH… i dziękujemy. Maturę wspominam z wielkim sentymentem i rozrzewnieniem. Tak bardzo było to dobre przeżycie, że przy każdej pełnej narkozie, zapadając w błogość i “przenosząc swoją dusze utęsknioną do tych pagórków leśnych do tych łąk zielonych..” mam znowu 19 lat i właśnie siedzę na maturach w liceum. I budzę się taka rozanielona :-)

          • nikt wazny

            @Modra, a ja przeciwnie, do dzis mam koszmary, ze matura za pare dni, a ja w ogole nie-przy-go-to-wa-na! Poza tym mam zdawac mature wg nowego systemu, a pojecia nie mam jak to ugryzc. I na ogol w trakcie snu z ulga sobie przypominam, ze ja przeciez MAM mature, te stara i nowej nie potrzebuje! Po czym z godnoscia opuszczam sale niedoszlej kompromitacji.
            I jak tak sie zastanawialam skad taki sen powracajacy, bo przeciez mature tez calkiem milo wspominam, to doszlam do wniosku, ze jest to zemsta mojej podswiadomosci za wszystkie (liczne) zyciowe zaniechania i porazki.

        • Iwona

          Przybij piątkę Ciocia, tak samo z polskiego maturę zdawałam, z osłuchania :-D. Mam to do dzisiaj, nie czytam, oglądam, słucham tego, co muuusisz przeczytać, obejrzeć, usłyszeć. Dzięki dzieciowi na czasie trochę jestem, bo się osłucham, jak zaaferowana nadaje mi nad uchem :-D

        • baba Aga

          @ciociasamozło Łęcka to wybitna sucz była, ale widocznie już wtedy mężczyźni kochali zołzy ;-) Ja napisałam maturę nie używając żadnej lektury :-) a wyszło na 5, ale to inne czasy byli, teraz nie oceniają za myślenie.

          • ciociasamozło

            @PandeMonia, NAPISAŁAŚ 8 stron?! Ja w czasach maturalnych byłam kompletnie niepiśmienna. Z pisemnej dostałam po trójce z obu przedmiotów, za to na ustnej odkułam się na piątki ;)(i to na ustnej mi się trafiła “Lalka jako powieść o straconych złudzeniach”).
            To samo na studiach, albo test, albo ustnie, bo jakiekolwiek pytania wymagające kilkuzdaniowej odpowiedzi to była masakra, żenua i kaszana!

            @BabaAga, z tą “Lalką” to u mnie wyjątkowo było (no chyba jeszcze “Ferdydurke” i “Pan Tadeusz” w całości nie weszło), bo czytałam i czytam wszystko co mi pod oko wpadnie. Ale ta sucz Łęcka za dużo nerwów mnie kosztowała. Filmu też nie zdzierżyłam.

            @Iwona, ja to bym chętnie wiele z tych “muuusiszów” obejrzała/przeczytała/posłuchała, ale z braku sześćdziesięciogodzinnej doby sięgam po nieliczne, a resztę poznaję (albo nie) z drugiej ręki. Poza tym (uwaga, teraz się pocieszam), czy musimy się katować czymś co nas średnio interesuje/nie jest w naszym guście? Choć fajnie jest sobie wyrobić zdanie po kontakcie bezpośrednim z “dziełem” to na niektóre kontakty szkoda czasu i energii.
            A dzieci faktycznie bardzo się przydają, żeby całkiem nie “zwapnieć” ;)

          • Tak, napisałam właśnie. O zmęczeniu pisałam, o przemęczeniu, o wpływie krzesła na wydajność pracy nawet i o przepracowaniu, zmęczeniu materiału, najlepszych porach na naukę, wpływie światła, hałasu, odporności psychicznej i takie tam :) Wodolejstwo podtrzymujące baldachim z kilku terminów biologiczno-psychologiczno-ergonomicznych. Do tej pory pamiętam, taka trauma.

            @Iwona, biedne dzieci, to prawda. Ale te, które wychodzą poza ramkę i wiedzą więcej, chcą więcej, zostają zdzielone przez łeb. Bo masz stać w szeregu. Jest kłopot z uczniami poniżej przeciętnej, poradnie takich pełne- dostają orzeczenia i już. A ze zdolnymi jest gorzej, nie ma kompletnie żadnego wsparcia dla dzieci ponad przeciętną. Wszyscy musimy być jak spod sztancy.

          • Modra

            @pendeMonia. Ja napatrzyłam sie na takie dzieci w klasach 1-3, które jak tylko odkrywać zaczynały swoje talenta, kiełkować zaczynały, zdzielone przez łeb (że za wolno, szybciej lub nie tak Pani wymaga) i spadały na to dno, z którego potem szybciutko dostawały łatkę/opinie, że poniżej przeciętnej. Tym zdolnym zdecydowanie łatwiej, bo talent zabić jest znacznie trudniej. Będą się nudzić, ale poza murami szkoły talent będzie się rozwijał. Najbardziej bolą te zaprzepaszczone potencjały w klasach 1-3 – zanim się przebiły przez nieśmiałość, mające wolniejszy rozpęd. Potem to jest nie do nadrobienia, za to powstaje rzesza młodych frustratów, którzy sa wtłaczani w formułkę ‘średniak, z dysfunkcjami’. Tyle, że te dysfunkcje niejako rodzą się w reakcji na stres spowodowany lekceważeniem lub odrzuceniem. Nic tak nie niszczy dzieciaków w trakcie ‘wykluwania się’ jak stawianie za wzór klasie jednego zdolniachy z talentem: Patrzcie na Pawełka, najlepsza praca. Uczcie się od niego. Ehhh…. temat wczesnej edukacji mogłabym tak długo ciagnąć.

    • kanionek

      No ja właśnie zasadniczo NIE OGARNIAM :D Ogarniam ogród, a reszta idzie na żywioł. I jest tak zielono i bujnie i wszystkiego po pachy, że latem aż się nie chce wierzyć, że to nie bajka.
      A, no i odkąd są kozy, to ten. Ogarnęły bez problemu wiele nasadzeń, między innymi bujny krzak róży – przystrzygły elegancko WSZYSTKIE odrosty i inne zbędne elementy róży, jak na przykład kwiaty :)

      • ciociasamozło

        Jakbyś kiedyś mleko/sery sprzedawała, to koniecznie podkreślaj, że to od kóz karmionych płatkami róż ;)

  • Iwona

    @ pandeMonia
    Biedna ta młodzież naprawdę, same schematy, testy, klucze, a potem krzyk, że młodzież myśli schematami, że gubią się, jak wyjść poza ramki.

  • Fredzia

    Jestem jednym okiem i połową ucha, bo czas nie zając, nie skubie melancholijnie oszronionego łubinu, tylko zapierdala jak rolnik fergusonem na stolicę.
    Dlatego tylko w przebiegu i przelocie podrzucę łyżkę dziegciu do miodnego oceanu sielankowości – czy Ty się Kanionek NIE BOISZ tak na odludziu? Nie mówię, że tak permanentnie zza zazdrostki spozierasz i palce z paznokci obdzierasz, ale wiesz, o 3 nad ranem czy w samo południe, jak wszystko co żywe zamiera z upału i robi się CISZA. I nie kosmitów czy Złego starszego od rycerza z Giewontu tudzież damy w kolorze niepranych majtek (czyt. ecru), tylko drugiego CZŁOWIEKA.
    Bo szczerze powiem, jednej nocy bym spokojnie nie przetrwała. Ale jak ktoś czyta “Polskie morderczynie” i “Zbrodnię niedoskonałą” Katarzyny Bondy, która o kryminałach w polskim kolorycie lokalnym opowiada, to nawet z listonoszem konwersuje przez judasza, więc mną się nie sugeruj ;)

    • zeroerhaplus

      Zazdrostka?!??? Wy mnie wykończycie :)
      Żyję sobie spokojnie tyle dziesięcioleci na tym wesołym padole i nie znam TAKICH słów? No jak to może być ;) Zazdrostka, kuzynka lambrekina. Ale jazda :))

      • Ynk

        Nie słuchałaś widać, Zeroerhaplus, pierwszego LP Magdy Umer. Albo nie wsłuchiwałaś się dokładnie;-) Bo ja to słowo właśnie tam po raz pierwszy w życiu usłyszałam, w piosence “O starych pannach łagodnie” :-)
        https://www.youtube.com/watch?v=F93i7x7kLQc

        • baba Aga

          No ale dziewczyny skąd Wy jesteście, u nas w Galicji zazdroski to prawie w każdym oknie kuchennym były. A nakaslik to znacie? ;-)

          • Ynk

            babaAga, jak to skąd? Z Carskiej Guberni ;-)

          • Iwona

            @ BabaAga
            Ja tam wiem, co to koszula z pereborami, ale nakaslik?:-)

          • ciociasamozło

            Perebory sobie wyguglałam, ale znalazłam nakasTlik, nie nakaslik. Literówka, czy to dwie różne rzeczy?

            Śliczny wierszyk mi się przypomniał, który kiedyś w gazecie wyczytałam:
            W antrejce na ryczce
            stały pyry w tytce.
            Przyszła niuda, spucła pyry,
            a w wymborku myła giry.

          • Iwona

            @Ciocia
            Pyry i giry zrozumiałam :-D

          • Iwona

            A resztę wyguglałam :-)

          • Ciocia, a Ty z Poznania bratnia duszo? Bo ja wszystko zrozumiałam :D

          • zeroerhaplus

            Ej, to już tortury są, co Wy robicie ;))
            Nie mam czasu już dziś guglowac, będą mnie więc te Wasze narwiastki z kiereborami w rymborkach po nocach się śniły.
            Terrorystki :)

          • ciociasamozło

            @PandeMoniu, niestety nie z Poznania tylko z krainy kajzerek i kanarów. Wierszyk tylko sobie przyswoiłam niechcący :)

          • zeroerhaplus

            @pandeMonia
            Dzięki za tłumaczenie :)

      • zeroerhaplus

        Ano widzisz, tak to się kończy, jak się żadnej płyty Umerowej ni ma.
        A kawałka nie znałam, to i skąd zazdrostkę, na miłość wielką??

        • baba Aga

          ciociasamozło
          nakastlik, zeżarło mi T. Niewiele z wierszyka zrozumiałam to ja już pójdę na POLE z psem ;)

          • @Ciocia, ja wiem co to kajzerka i kanar, o dziwo i to wydaje mi się jet kosmopolityczne. A może nie wiem co jest ich stolicą? No cierpię teraz jak Zeroerhaplus!

            @Zeroerha-
            W antrejce na ryczce (w sieni na taborecie)
            stały pyry w tytce.(stały ziemniaki w papierowej torebce)
            Przyszła niuda, spucła pyry, (przyszła świnia, zżarła ziemniaki)
            a w wymborku myła giry. (a w wiadrze umyła nogi).
            Dumnie powiem, że ja jestem dopiero pierwszym pokoleniem z Poznania, moja mama z Warszawy, a tata z Krakowa :D

          • Lidka

            @baba Aga
            Ja tez z cesarstwa Austro-Wegierskiego. I tez wychodze z psem na POLE. Kiedys kazalam Rafalowy WYZUL buty to nie wiedzial, co chce od niego. NAKASTLICZEK mialam przy lozku, zaraz obok ETAZERKI. Kurcze, wiecej takich slow bylo…

          • ciociasamozło

            @PandeMonia, brawo za tłumaczenie :). Ty to poliglotka musisz być z takim pochodzeniem :)

            Kajzerka i kanar faktycznie chyba się upowszechniły ogólnokrajowo, ale Pani kochana, jakeś przykład trzeba było ferajnie zapodać, coby naród wiedział, że w warsiawskej nawijce najsampierw take galante słówka sie używało ;)

          • sieka

            babaAga ja też z Galicji i też wychodzę na pole. A ten tajemniczy nakastlik to chyba z niemieckiego prawidłowo: nachtkastlik czyli stolik nocny. Od czasu mojej przeprowadzki na Ziemie Odzyskane odnowiłam i pomalowałam takich ze trzy, tego tu się wala zatrzęsienie. Niezły jest z tym ubaw bo można poszaleć bez strachu, że coś się spieprzy. Ostatnio walnęłam na białym tle szablonik z muchą.

    • kanionek

      Fredzia – bałam się jak diabli, ale uwierz, po jakimś czasie nie masz już siły się bać. Zanim skończyłam piątą klasę podstawówki przeczytałam ukradkiem wszystkie kryminały mojej Mamy i to nie była Chmielewska. Myślę, że może mieć to jakiś związek z moją nerwicą lękową ;) Niedługo po przeprowadzce kupiłam sobie całkiem udaną replikę Walthera (wiatrówka na śrut) z myślą, że nawet jeśli tym nikogo nie ubiję, to może chociaż nastraszę, albo rysy twarzy zepsuję odwracając na chwilę uwagę napastnika. Ale i tak się bałam. Zwłaszcza gdy przyszło mi np. spędzić tu kilka samotnych dni i nocy. Każde skrzypnięcie drewnianego elementu domu, każde nastawienie uszu przez psa, każdy szelest i szmer kojarzyły mi się z nadchodzącym zagrożeniem. I tak jak mówisz – najbardziej bałam się człowieka. A jak się po tych niektórych tubylcach popatrzy, to można się i w biały dzień wystraszyć. Ale mi przeszło. Teraz mam nastawienie bardziej w stylu: żywą mnie nie wezmą. Będę kopać, gryźć i wbijać palec w oko. A ponieważ, znów się powtórzę, niektórych tubylców dziecinnie łatwo znienawidzić, to temu nieszczęśnikowi, który by się do naszego domu zakradł, oberwałoby się nieziemsko, za wszystkich. Właściwie to może przyjść nawet dzisiaj, taka jestem jakaś… nierozładowana od kilku dni ;)
      PS. Tego zająca na fergusonie obowiązkowo musiałam sobie wyobrazić. Z marchewą jak petem w zębach i wkurwionym okiem.

  • czubatka

    Jako, że czytałam wszystkie komentarze jednym tchem to teraz nie wiem do czego się odnieść: zaczęło się od kóz, a pod koniec matura i opowieści kryminalne.To możliwe tylko tu i tym ciekawiej się czyta. Więc ja krótko w filmie wrażenie niesamowite zrobił na mnie operator kamery, a właściwie jego cień.Wyszło to super Kanionku i powiało jak dla mnie trochę Hitchcockiem.Kanionek Mistrz drugiego planu!
    Pozdrawiam…

    • kanionek

      Czubatka – mam tak samo. Wchodzę na swojego bloga i nie wiem, co się dzieje :D
      I bardzo mi się to podoba, bo też lubię sobie poczytać, zwłaszcza o tym, że inni też nie są do końca normalni.
      A z tym cieniem, to widzisz – Kanionek jest TAK uprzejmy, że nawet swój cień puszcza przodem. Albo tak powolny, że zawsze wlecze się z tyłu ;)

  • Modra

    Kanionku, a co sie robi ze zużytą wyściółka z koziarni? Jaki sa praktyki gospodarskie w tym zakresie? Czy to można użyć jako nawóz np do wysiania warzyw? Bo widziałam takie wysiewy warzyw w słomie w jakimś programie ogrodniczym z UK.

    • kanionek

      @Modra

      Obym wylądowała pod Twoim pytaniem :D Zaplątały mie się giry w zazdrostkę…
      Tak, ściółka z koziarni jest bardzo dobra pod uprawy, i najlepiej jak jest więcej “treści” niż słomy ;) I oczywiście są różne szkoły – jedni kompostują przed użyciem, inni “jadą na żywca”. Ja akurat miałam już w ogrodzie “powschodzone” uprawy, gdy pierwszą zmianę ściółki robiłam, więc nie bardzo miałam jak to podsypać pod rośliny, ale np. pomidorom bez problemu słomę z bobkami podkładałam. Ziemniaki też w tym rosły. A w tym roku, pewnie gdzieś w marcu lub kwietniu, gdy już będzie w miarę ciepło, wyjadę z kozim obornikiem bezpośrednio do ogródka i sama przetestuję, czy metoda “na żywca” odpowiada wszystkim roślinom. Na pewno kozi obornik jest bardziej bezpieczny od końskiego, krowiego, czy kurzego – ponoć nie ma morderczych dawek azotu, no i jest zawsze wymieszany ze słomą.
      I przypomniałaś mi, że miałam napisać o uprawie warzyw w słomie i na zrębkach drewnianych. MOże jeszcze zdążę przed sezonem.

      • Lidka

        Kanionku, chodze do COSTCO co tydzien i jakos nikt mnie nie przywital w drzwiach z I LOVE YOU na ustach. Moze nie do tego Costco chodze…?

        • kanionek

          A bo to dopiero za jakieś 500 lat się wydarzy (przynajmniej wg twórców filmu “Idiocracy”). Co ciekawe, Costco zgodziło się na użycie ich nazwy w filmie, a inny “markiet” (Walmart?) nie. Dlatego szacun dla Costco za poczucie humoru ;)

          • zeroerhaplus

            Do dziś myślałam, że to nazwa fikcyjna. Ależ ze mnie tłuk.

  • bila

    Ja wiem, że to już starszy wpis, ale dopiero dziś udało mi się obejrzeć filmik. Jest cudny!!!! Kanionku, takich filmików potrzeba do uzyskania równowagi ducha. Te kozy wiedzą co w życiu ważne. Po prostu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *