Idź się utop Kanionek, czyli że do dupy znów

Życzenia noworoczne od mojego małżonka:

“… i żeby Kanionkowi się wszystkie kózki rozmnożyły, i później te nowe kózki też żeby się rozmnożyły, i żeby Kanionek miał pierdyliard kózek. I żeby mu zielsko w ogrodzie rosło. I żeby nauczył się latać.”

“Ooo, jak miło” – rozmarzyłam się – “żebym mogła odpoczywać, szybując lekko nad naszą posiadłością, i z góry doglądać tego pierdyliarda kózek?”

“Nie, Kanionku. Po prostu JAKOŚ trzeba te wiatrownice zamontować”.

[i wiem, że tu powinnam napisać KURTYNA, ale ludzie, skąd ja Wam wezmę kurtynę? Stara, wyleniała zasłonka. Buraczkowa. Może być?]

Tymczasem na ziemi, a dokładniej w domu – “Czekając na Norę”:

czekając na Norę

czekając na Norę2

czekając na Norę3

Ja też czekam na Norę, bo od kilku dni jej nie widuję i tęsknię. Mam za to dobre wieści w sprawie Tasiemki, czyli kury, która uciekła przeznaczeniu. Nazwałam ją tak, bo dostała pomarańczową tasiemkę na lewą nóżkę, żebyśmy mogli ją odróżnić w tłumie i monitorować jej postępy. W środę rano Tasiemka zjadła jeszcze śniadanie w kuchni:

śniadanie Tasiemki1

Tu widać oczko zepsute:

śniadanie Tasiemki2

A wczesnym popołudniem wróciła do swojego stada:

Tasiemka

A w czwartek pierwszego stycznia Tasiemka otworzyła lewe oko, które już spisaliśmy na straty – powieki są jeszcze opuchnięte, ale w środku widać żwawą źrenicę w pomarańczowej obwódce tęczówki. Czy to dobry znak na nowy rok?

Bo ja nadal mam wrażenie, że rozpadam się na kawałki (dziś obudziłam się nie tylko z towarzyszącym mi od wielu dni bólem głowy, ale i punktowym bólem szyi, jakby mi ktoś młotkiem przyłożył), za to jarmuż w ogródku udaje, że zimy nie ma, a te minus siedemnaście stopni to było chwilowe nieporozumienie:

jarmuż2

jarmuż1

Oczywiście byłby bardziej okazały, gdybym nie obrywała regularnie co większych liści dla mieszkańców koziarni, ale mnie zdumiewa sam fakt, że on żyje, gdy zdechło już wszystko co było kiedyś zielone. Nie jest niczym okryty, śniegu było tyle, co Gonzales napłakał, a on cały, zdrowy i zadowolony. Gdyby wszystkie rośliny tak umiały, zima mogłaby nas cmoknąć.

No i jedyne, co mi jeszcze zostało do pokazania, to pizza. Przed upieczeniem:

pizza przed

I po:

pizza po

Oraz z sosem czosnkowo-koperkowym:

pizza z sosem

I więcej nic. W mojej głowie czarna magma, w żołądku znów zalęgły się żaby (i bardzo, bardzo chcą stamtąd wyjść), a w sercu przeciąg jak w pustej chłodni. No i zwykły, przyziemny ból tu i ówdzie, tam i siam. Znów muszę przeczekać. I nie polecam oglądania Królowej Margot, gdy i tak czujecie się jak struci arszenikiem.

PS. Wieje tak, że jeśli nawet nie odlecimy z całą chałupą na północny wschód, to na pewno stracimy zasilanie i kontakt ze światem. Zanim to jednak nastąpi, szybko wrzucam chwalisie od Ynk:

Smacznego, słodkiego dwa tysiące piętnastego wygląda tak:

słodkiego 2015 od Ynk

A wystrzałowy, noworoczny śledzik z wisienką tak:

wiśYNKa na śledziu

Nawet moje żaby w żołądku rozdziawiły gęby i przestały na chwilę robić fikołki, a to już coś.

1 4 5 6