Laserowa precyzja, czyli o rybach co jeżdżą mercedesem

Bohaterem wczorajszego popołudnia, choć akcja trwała zaledwie kilka sekund, był Laser. Pies, który – sam nie stroniąc od rozróby – nie znosi przemocy wśród innych gatunków. I który z tego powodu często skutecznie uniemożliwia naszym kogutom spełnianie ich małżeńskich powinności. Pies, który denerwuje się, gdy dwie kozy udają, że walczą na rogi, których nie mają, i który spogląda na mnie bacznym okiem, gdy żartobliwie zdzielę małżonka packą na muchy. Laser – sędzia sprawiedliwy, bezpardonowy rozjemca zwaśnionych i orędownik pokoju na świecie. A przynajmniej na naszym podwórku. Znany również jako pogromca listonosza, ale nie oceniajmy go zbyt surowo – wszak każdy prócz pracy zawodowej ma jeszcze jakieś hobby.

I gdybym w odpowiednim momencie nie spojrzała akurat przez kuchenne okno, nie byłoby tego wpisu, a sława medialna niezasłużenie ominęłaby tego dzielnego wojownika. Ale spojrzałam dokładnie wtedy, gdy na furtce od strony północnej wylądował ptak drapieżny, z trudem utrzymując się na najeżonej sterczącymi drutami poprzeczce i wspomagając się rozpostarciem skrzydeł. Kury natychmiast podniosły głośne larum, rozpierzchając się we wszystkich kierunkach (chytra taktyka mająca wprowadzić drapieżcę w rozterkę – za którą z dwunastu uciekających pierzynek polecieć?), każda w jakieś bezpieczne krzaki.

Kurzy lament pochwyciło i bezbłędnie rozszyfrowało czujne, choć dla niepoznaki oklapłe ucho. Piętnaście kilogramów czarnej, smukłej furii wypadło na północną część podwórka, wyszczekując coś o piórach z dupy i wisiorku na klucze, na co ptak z furtki przyznał, że faktycznie, trochę się zasiedział i nadużył gościnności gospodarza, więc pora na niego, nie dopije herbaty i pa! – odleciał pospiesznie, o włos tylko minąwszy się ze ścianą obory, na zachód.

Wszystko trwało zaledwie kilka sekund, przez który to czas stałam w kuchni w słup zastygła, jakby mi ktoś buty do podłogi śrubkami przykręcił. Małżonek, który wyszedł z kuchni dopiero co i właśnie wrócił, zastał mnie już ponownie animowaną i bełkoczącą, że “nie widziałeś” i “tylko dzięki Laserowi”. Do kompletu była chaotyczna gestykulacja ze wskazywaniem na okno i rozpościeraniem ramion w improwizacji skrzydeł. Doprawdy, żona Lota miała choć tyle przyzwoitości, by na widok zgrozy zastygnąć i zamilknąć na zawsze.

Ale zważcie, że najpierw zimorodek, potem dzięcioł zielony, a nie dalej jak dziś rano mój mąż wyszedł na dłuższy spacer z psami i wrócił za siedem minut z informacją, że chyba widział łosie, a psy w związku z tym oszalały. A kilka godzin później TO. I żeby nie było – łosie tu się widuje, do czapli i rybitwy już się przyzwyczaiłam, a zimorodek nie pingwin, ale żeby tak wszystko NARAZ? Jak w zoo? Bo ten ptak drapieżny to nie był pospolity myszołów, ani błotniak. Na jastrzębia wydał mi się zbyt mały, a na krogulca za duży. Nie wiem, CO to było, kilka sekund obserwacji to zbyt mało, ale jedno Wam powiem – od czasu pojawienia się tych głuchych, jakby spod ziemi wybuchów, widujemy tu coraz więcej gatunków, które wcześniej prowadziły skryty tryb życia.

I podobno te wybuchy to jednak w sprawie gazu łupkowego. Nie wiem, gdzie dokładnie wybuchają, na pewno dość daleko od naszego domu, bo odgłos jest stłumiony i nienachalny, ale może wypłoszyły większość fauny z tamtych terenów i właśnie temu zawdzięczamy zagęszczenie gatunków w naszej okolicy, gdzie jednak tylko my, las i święty spokój? I będziemy niedługo jak Adam i Ewa, w raju – nad naszymi głowami kolibry, a za płotem karmione marchewką z ręki łosie.

A oto nasz wątek przewodni, bohater i wybawca drobiu, szczekający miecz sprawiedliwości, szybki jak błyskawica i precyzyjnie trafiający w ból pies interwencja, czyli Laser:

Laser1

Laser2

Laser3

A o dziesiątej rano zajechał pod naszą bramę dostawczy mercedes Z RYBAMI. No i co, wielkie mi dziwy. Po miastach jeździ grający autobus z lodami, a do mnie przyjechały dorsze. Milczące, bo wiadomo – dzieci i ryby… Dorsza wzięliśmy tak skromnie, bo on już droższy od ikry skowronka, ale dla kotów była gorąca oferta – 3 zł za kilogram pomieszania krąpia z ciosą. To im wzięłam pięć kilo, jakoś się butem dopchnie w zamrażarce.

14 thoughts on “Laserowa precyzja, czyli o rybach co jeżdżą mercedesem

  1. Lidka 19/10/2014 at 03:10

    Brawo, Laser! Tak trzymac. Co ma jakas nieznajoma bestia obczajac podworko! Na zdjeciach cudnie wychodzi, a nos ma jak guzik od zimowego plaszcza.
    Z innej beczki; Amerykanie maja powiedzenie: No good deed goes unpunished, czyli w luznym tlumaczeniu, jezeli „cokolwiek komukolwiek zrobisz dobrze- to to wroci do ciebie i kopnie cie w d…” A wiezienie pani J. na cmentarne wizyty do bardzo dobry uczynek i na pewno na dlugo pozostanie „niezapomniana” przygoda.
    Kapusta zrobiona. Juz nie moge sie doczekac pierwszej degustacji.

    • kanionek 19/10/2014 at 13:54

      Pamiętaj o przebijaniu osinowym kołkiem! I nadal trzymam kciuki. Z meksykańską twardą głową musi się udać :)

  2. Lena 19/10/2014 at 11:37

    Mam takiego samego psa, tylko nogi ma krótsza, bo mama jamnik się tentego z jakimś dużym NN, czyli też Joe… Też szczeka, warczy i rwie się do boju ale tylko, kiedy jest przypadkiem na smyczy. Bez niej jest cichy i potulny… Co co ptaszków, tu u mnie też ich multum przylatuje z Puszczy Kampinoskiej. W lecie siedziłam na krzesełku niedaleko mini stawku opalając się i nie ruszając wcale i przyleciał jakiś ptak napić się wody. Zauważyłam go kątem oka, siedziałam jak żona Lota, więc po chwili podleciał do wody , napił się , pochlupał, ochłodził i tak kilka razy podlatywał i odlatywał, a piękny był skurwysyńsko : niby mały dzięciołek, ale NIEBIESKI !!!Odlatywał na moje drzewo/ sic!/, które żem sama posadziła! A potem wracał, bo ja jak trusia. Z całej siły opanowywałam swoje ADCHD /cz ADHD ?/ Tak się bawiliśmy z 5 mint. A drugi stwór mi się zagnieździł w dachu, koło okna dachowego Odgiął sobie taki fartuszek ochronny, pracowicie wydłubał izolację i porozrzucał na trawniku / cha cha…/i tak sobie żyjemy razem już z 7 lat. Tylko on wstaje skoro świt i tupie, hałasuje, popieprza po dachówkach, łomocze i ja się zrywam, pies szczeka, bo w nocy włazi mi do łóżka, a łóżko mam pod tym okienkiem.. Cuda, Panie, cuda! A nigdy go nie widziałam, tego mojego lokatora. A do Puszczy mam 50 metrów i mały lasek na działce. Sikorki całymi tabunami obsiadają moje drzewka, wróble takoż, tych większych nie liczę, były szpaczki w budce, którą postawiłam na drągu, wysoko na płocie i ten pierd…ny kot sąsiada je płoszył, a potem w czasie wichury budka runęłan na drugą stronę działki, na nieczynny parking, gdzie były trzy oszalałe psy, nie karminoe całumi dniami przez nieobecnego właściciela… Płakałam godzinę, dwa dni chodziłam, jak ty z tym błędnikiem. Ale będzie druga próba. Budkę zbuduje mi miejscowy pan pijaczek /dziecko, królowo, daj na piwo…/. Już karmnik mi zrobił, solidny, już ptaszki się najadają , powolutku się przyzwyczajają. A kot chyba sobie gdzieś poszedł, bo rybki w stawie też umarły w tamtą zimę. Wiosną kupię nowe.
    pozdrawiam wszystkich, którzy lubią zielone i żywe…

    • kanionek 19/10/2014 at 13:53

      Tak, tego drobiazgu też u nas bez liku :) A Laser, tak jak Twój pies, jesień, zimę i wiosnę spędza najchętniej pod kołdrą, bo ma cienki sweter. No ale jak się ma taką sylwetkę, to się nie zakłada kożucha, bo wtedy nic nie widać.

      I tak sobie myślę, że faktycznie, Tobie już w tym raju tylko kozy brakuje :) Poczekajmy jednak na potomstwo Tradycji i Pecika, bo z tego będzie coś niezwykłego: on ma ten jedwabisty włos, naturalny urok i czar, ona jest półkrwi księżniczką ze szlachetnego rodu Saaneńczyków… Jeśli Pecik w lutym (marcu?) da już radę, to późnym latem będziesz mogła przyjąć kolejną gębę do wyżywienia ;) Tylko ten mały lasek na działce… Może już zacznij sobie wyobrażać, że jego tam nigdy nie było :D

  3. Ola 19/10/2014 at 12:14

    Laser! Same mięśnie! Piękny pies :)

    • kanionek 19/10/2014 at 13:45

      Tak, ten facet ma rzeźbę. Imponuje mi jego sylwetka – ani grama tłuszczu, wszędzie tylko mięśnie i kable. Kiedy się przeciąga w słońcu, światło gra na nim jak na klawiszach fortepianu i w ogóle ;)
      A jest z odzysku i kiedyś wyglądał zgoła inaczej.

  4. Eli 19/10/2014 at 19:55

    Laser przepięknej urody, me gusta :-) ale skoro o zagęszczeniu różnych gatunków fauny w okolicy to na moje rozumowanie trzeba chyba arkę budować, jakoś tak mnie się skojarzyło ;-) ale mogę dziś gadać od rzeczy bom po obchodach urodzin małżonka ;-) 50-tych, ale cicho sza! sprawa wielce delikatnej natury, a ja głupia myślałam, że tylko kobiety mają dylematy która to „siątka”…

    • kanionek 19/10/2014 at 20:08

      Dziękuję, Laserowi przekażę komplement :)
      Jeśli to faktycznie o arkę chodzi, to biada gatunkowi ludzkiemu… Ja i mój małżonek zaludniający ponownie Ziemię! Chyba kozami :D
      Ale może dla Ziemi to i lepiej?

      Najlepszego dla małżonka! Czy On ma już motocykl? Jeśli nie, to nie chcę Cię denerwować, ale może zapragnąć. Te okrągłe rocznice robią ludziom czasem kuku. Zaraz Cię jednak pocieszę, że jeśli małżonek kupi motór, to jest szansa, że złapie glebę przy małej prędkości, ułamie klamkę od sprzęgła i mu się znudzi ;)
      Ja na swoją pięćdziesiątkę pewnie ufarbuję włosy na różowo, albo coś. Czy w zakładach psychiatrycznych pozwalają używać potencjalnie niebezpiecznych środków chemicznych??

      • Eli 19/10/2014 at 22:34

        Małżonek pięknie dziękuje za życzenia :-)widać rozum i jasność rozumowania wraca ;-)aczkolwiek nie wiem czy to jednak nie będzie pewna podpowiedź w sprawie tego motoru, czas pokaże. Z tego co słyszałam to gorsze rzeczy przychodzą do głowy jubilatom. Taka na przykład zmiana żony na młodszy model i to przeświadczenie, że teraz to będzie się trochę młodszym, hahaha!!!
        Róż na włosach? Jak szaleć to szaleć :-)

  5. bila 20/10/2014 at 13:53

    Moja spanielka też nie godzi się, by po jej niebie latały jakieś ptaszyska.No bo co, doprawdy?
    To niesamowite, że wokół was tyle żywego dzikiego,zaiste. Może dobrą energię zwęszyły?

    • kanionek 20/10/2014 at 20:00

      Szkoda tylko, że piesków nie idzie nauczyć odróżniania ptaków nieszkodliwych, od tych zagrażających życiu naszego drobiu. Dla nich obrona przeciwlotnicza obejmuje wszystko, włącznie z bocianem. A jeden taki już sobie oglądał u nas nieczynny komin. No ale jak tu dzieci wychowywać, gdy parę metrów niżej tyle hałasu, groźby pod adresem i słowa (zapewne) niecenzuralne. Popatrzył, pokręcił głową i poleciał szukać bardziej gościnnego dachu.

  6. bila 20/10/2014 at 13:56

    Eeeee…pomieszanie krąpia z ciosą? Ke?
    A ja myślałam, że tylko owady mają takie śmieszne nazwy…

    • kanionek 20/10/2014 at 19:55

      Krąp, ciosa, jazgarz, stynka, sapa, rozpiór, minóg i strzebla, no jest ich trochę, tych dziwaków, w naszych wodach ;)
      Jest nawet KOZA i świnka! Świnkę kiedyś wyciągnęłam na wędkę.

  7. serdunio 21/10/2014 at 15:15

    no i sie usmarkalam. wszystko fajnie, przy wyszczekiwaniu pior z doopy i dalszych detalach – poleglam :D :D :D
    i brawo Laser! tak trzymac! :D nie bedzie ptaszysko pluc nam/wam w twarz… ten tego.. i kur porywac o! :D

Dodaj komentarz

Podpis *
Email *
Witryna internetowa