Kluska w odpływie, czyli atak wrzodów egzystencjalnych

“Do dzikich borów idę, dzikich gór,
między psy.
Szukam żył źródlanej wody,
czystej krwi.”

(KAT, Niewinność)

No i stało się. Nadszedł Wielki Kryzys i upadła madonna. Przegrzał mi się system, spaliły bezpieczniki, opadła dźwignia i straciłam połączenie. Mam też przebicia na obudowę i jedną rękę całkiem sztywną. Już nie chcę być kobietą. Patrzę tępo na dwa garnki na gazie, w jednym żarcie dla kotów, w drugim dla kurczaków, i zezuję na listę “do zrobienia”, na której: gołąbki (bo mam tyle kapusty, a gołąbki takie pyszne), znów pomidory (mówiłam, że chciwość zabija? jak nie ciało, to ducha), bylicę i wierzbę suszyć, samochód do naprawy odwieźć, buraki wykopać, włosy umyć (rozumiecie? muszę to sobie ZAPISYWAĆ), wieszak na siatki wystrugać (bo się walają), grzyby, ryby, dżemy, jagody, skąd pieniądze, kozła szukać, rachunki zapłacić, zamrozić, rozmrozić, Mama przyjeżdża, truskawki wykopać i przesadzić, nagietków nasiona pozbierać, do urzędu odwołanie od decyzji o podtrzymaniu decyzji, karmę zamówić i fypryst czy obroża na kleszcze? I wiele, wiele jeszcze.

Już nie chcę zwierzać się kuchence, łez ścierą ocierać, a patelnią to chętnie komuś “w ryj dać mogę dać”. Zgłoszę w urzędzie pracy chęć przekwalifikowania się. Jechałam dziś w półciężarówce, z kierowcą od węgla, i on ma ciekawe hobby – chodzi po lesie z wykrywaczem metalu i wykopuje z ziemi niemieckie ordery z wroną i krzyżem, oraz te starodawne, kanciaste buteleczki, choć trzeba uważać, bo jak się kilofem czaśnie, to można pęknąć. A czubki od pocisków są z mosiądzu i na złomie za to dużo płacą. JA TEŻ CHCĘ wozić węgiel, a wieczorem ze szwagrem tłuc czubki młotkiem i mieć kolekcję fikuśnych butelek. I niech ktoś mi da jeść i o wszystkim pamięta. Niech ktoś mi zabierze kubeł, szmatę i te garnki, zanim z premedytacją swój własny łeb w nich ukiszę, z czosnkiem, chrzanem i kolendrą!

Chcę uciec w góry i być jak Roman Kluska. Ale od Kluski dzieli mnie przepaść intelektualna, smykałka do biznesu i pozycja na liście najbogatszych Polaków. To znaczy on jest na liście, a ja jestem liściem. Osiki. Na wietrze. Miotaczem mioteł i gazowych płomieni, ociekaczką, wycieraczką i karmidełkiem. Dotarła dziś do mnie najsmutniejsza prawda: mogę być kim chcę, ale nigdy nie będę miała ŻONY. Mogę wozić węgiel, bo jest równouprawnienie, od biedy znajdę nawet szwagra z młotkiem, choćby w dziale ogłoszeń drobnych, pod “pracę byle jaką przyjmę”, ale żony mieć nie będę. Nigdy nie dowiem się, jak to jest być po drugiej stronie lustra, tej niezaplutej pastą do zębów, tzn. tej stronie, którą to NIE JA przecieram szmatką. Mogę mieć poglądy, filozofie, ideały, dyrdymały, ale jak sobie sama nie pościelę, to się nie wyśpię. Na męskiej diecie z frytek i fish fingers pociągnę najwyżej miesiąc, bo potem wrzody, zgaga i śmierć z niedoborów. Mogę zagłosować na takiego złodzieja, jakiego tylko zechcę, tyrać na etacie 10 godzin i wrócić do domu własnym samochodem, ale nigdy nie będę miała żony. Jasny gwint i odkrycie na miarę moich możliwości.

Marzę sobie, szorując umywalkę, że gdyby to były Stare Czasy, albo Dawne Dzieje, wzięłabym plecak, ciepłe gacie, kozę na postronek i w drogę. Oczyścić umysł i krew. A dzisiaj? Zgarnie mnie pierwszy patrol policji lub straży leśnej i odstawi do przytulnego zajazdu bez klamek. A kozę do schroniska, albo i gorzej. Człowiek europejski NIC ze swoją kozą nie może. Musi mieć dla niej kolczyki, książki zdarzeń, udokumentowaną proweniencję babci i dziadka, kadry i księgowość, ale żeby coś MÓGŁ, to już nie. O każdym wybyciu zwierzęcia z gospodarstwa obowiązany jest informować ARiMR, TOPR, GOPR, MOPS i PUZZLE. Więc nigdzie nie pójdę, bo daleko nie zajdę.

Patrzę tępo w odpływ w umywalce, i spływam z brudną wodą, wirując w kółko i nieodmiennie w dół. Och, jak to życie WCIĄGA.

Siedzę więc sobie w tej kanalizacyjnej rurze mojego żywota, uczepiwszy się ręką ostatnią jakiegoś wapiennego osadu, palę skręta z fusów i wodorostów i kombinuję, jak tu wyjść z powrotem na świat, stanąć ze słońcem twarzą w twarz, czy coś. Muszę sobie zrobić defragmentację dysku, wyczyścić cookies, odzyskać uszkodzone sektory i generalnie podążać w stronę światła. Za kilka dni moje czterdzieste urodziny. Do tego czasu MUSZĘ zdążyć wyjść, przebrać się za człowieka i stawić CZYSTE czoło drugiej połowie życia.

1 11 12 13